piątek, 30 czerwca 2017

Od Cat c.d Lu

Siedziałam spokojnie w pokoju, dopiero po godzinie skończyłam czesać psa.
- Gotowe mały. - cmoknęłam go w nos.
Pies polizał mnie po twarzy i podszedł do misek żeby się napić. Ja natomiast ułożyłam się wygodnie, położyłam głowę na poduszkę i przymknęłam oczy. Po chwili zadzwonił mój telefon,  westchnęłam lekko i otworzyłam oczy. Chwyciłam telefon, który leżał obok mnie i spojrzałam na ekran, był to Will. Ponownie westchnęłam i odebrałam, przykładając telefon do ucha.
- Hej Cat. - powiedział.
- Hej, coś się stało?
- Powiedzmy... jak się czujesz?
- W porządku... - odparłam. W tle słyszałam jakieś krzyki chłopaków, ryk silników. Zmarszczyłam lekko brwi. - Co wy tam robicie?
- Lucas się ściga z chłopakami. - powiedział.
- Mhm... nie fajne te żarty. - wywróciłam oczami.
- Naprawdę!
- Tak, tak...
- Dobra, jak mi nie wierzysz, to spójrz w ekran. - powiedział.
Westchnęłam ale tak też zrobiłam, po chwili zauważyłam, że to co mówił, to jednak prawda. Zrobiłam duże oczy patrząc na to. Skąd on w ogóle ma ten samochód? Bardziej niebezpiecznego miejsca nie mogli sobie znaleźć? A ja myślałam, ze jest odpowiedzialny.
- Will, gdzie to jest? - spytałam.
Chłopak podał mi dokładnie jak tam dojechać, założyłam buty i bluzę, jako że słońce zaszło za chmurami i zrobiło się chłodniej, zeszłam na dół. Krzyknęłam, że jadę do Noir'a, wyszłam z domu, przez drzwi prowadzące do garażu. Przyciskając przycisk otworzyłam drzwi garażowe i bramę, wsiadłam do auta i wyjechałam.
Znalezione obrazy dla zapytania porsche panamera 2017 white
Dotarłam tam na szczęście bez problemu, stanęłam z boku, widząc chłopaków podeszłam do razu do Willa.
- Zaraz będą wjeżdżać na metę. - powiedział.
Skinęłam jedynie głową i spojrzałam w tamtym kierunku, czekaliśmy jeszcze kilka minut, w końcu dojechali, ale potrzebowali jeszcze jednego okrążenia żeby zwolnić. W końcu z czerwonego samochodu wyszedł Lucas, śmiał się do swojego kolegi i cały czas powtarzał radośnie "Wygrałem" skrzyżowałam ręce na piersi, podszedł do mnie.
- Hej Cat. - uśmiechnął się i chciał mi dać buziaka, jednak odwróciłam głowę.
- Normalny jesteś? - spytałam patrząc na niego.
- O co ci chodzi? - zmarszczył lekko brwi.
- O to wszystko! Chcesz się zabić?!
- Cat, nie przesadzaj. - wywrócił oczami.
- Nie przesadzaj? - parsknęłam ironicznym śmiechem. - Piłeś coś?
- Catty noo. - zrobił słodką minę i chciał mnie przytulić.
Nim zdążył to zrobić, odsunęłam się dzięki czemu mógł jedynie przytulić powietrze. Minęłam go bez słowa i wkurzona ruszyłam w stronę auta.
- Uuuu, zjebałeś stary. - chłopacy zaczęli się śmiać i buczeć.

czwartek, 29 czerwca 2017

Od Lu Cd Cat

Zaparkowałem samochód na podjeździe domu Coopera i wysiadłem z niego. Zapukałem do drzwi, a gdy otwarła je jego mama bardzo się ucieszyła widząc mnie. Co prawda pytała co mi się stało, ale powiedziałem żeby się nie martwiła. Mimo, że przytaknęła, widziałem w jej oczach lekkie przerażenie. Wyminąłem ją grzecznie i wbiegłem na górę po schodach, by po chwili być już w pokoju James'a.
- Hej stary - powiedziałem i opadłem na jego łóżko.
- Nie za wygodnie ci? - spytał z uśmiechem i usiał na brzegu łóżka.
- No własnie masz bardzo miękkie łóżko. Ja preferuję twarde - powiedziałem i podniosłem się do  siadu. Przybiliśmy nasza piątkę i poklepaliśmy się po plecach. - Gotowy na szaleńczy dzień?
- Jasne, że tak - odparł.
Wstaliśmy z jego łóżka i zeszliśmy na dół. Pożegnał się z mamą, a potem podeszliśmy do mojego (już niedługo) auta. Pstryknąłem palcami, żeby na mnie spojrzał, a gdy to zrobił rzuciłem mu kluczyki i okrążyłem samochód.
- Przyzwyczajaj się jak masz nim jeździć - zaśmiałem się i wsiadłem do środka.
- Jesteś pewny, że nie chcesz tego auta? - spytał James spoglądając na mnie.
- Jestem pewny. Mam już na oku inne i teraz jedziemy je kupić. Poza tym nie pierwszy raz masz po mnie auto - zaśmiałem się
Chłopaki zawsze zazdrościli mojej rodzinie pieniędzy. Oczywiście nie w zachłanny sposób, wiele razy to udowodnili, gdy firmie taty się nie powodziło. A ja jakoś nigdy nie uważałem się za lepszego. Przez całą drogę instruowałem Coopera jak ma jechać, by po piętnastu minutach być już w salonie chevroleta. Wysiedliśmy i gdy James zamknął samochód ruszyliśmy do sprzedawcy. Rozpoznał mnie z daleka, więc tylko machnął na mnie ręką, żebym podszedł.
- Tyle ile się umawialiśmy - powiedziałem, dając mu dość spory plik banknotów. Mężczyzna przeliczył je na szybko i gdy stwierdził, ze wszystko się zgadza, powiedział, żebyśmy szli za nim. Weszliśmy do jego biura, tam podpisałem dokumenty i wszystkie inne potrzebne papiery, po czym skierowaliśmy się do salonu. Obeszliśmy go, aż wyszliśmy na podwórze, gdzie stało kilka aut, już czekających do wyjazdu.
- Który jest twój? - spytał Cooper.
- Czerwony - powiedziałem z dumą, a gdy chłopakowi opadła szczeka zaśmiałem się.








Podeszliśmy do czerwonego cudeńka. Przejechałem dłonią po lakierze i stanąłem obok drzwi kierowcy. Cooper obchodził auta ze wszystkich stron i co jakiś czas słyszałem z jego ust długie 'Woooooow'.
- Kluczyki - powiedział kierownik, wręczając mi je. - Paliwo zatankowane do pełna jak pan prosił. Auto po pełnym przeglądzie, a wszystkie dokumenty już są w drodze do pana domu. A tutaj zapasowe kluczyki, tylko wtedy trzeba przełożyć kartę z tamtych. Wie pan, że może tez używać telefonu?
- Tak wiem, tylko trzeba wprowadzić kod, tak?
- Tak, kod jest w papierach, które dostanie pan do domu. No to nie pozostaje mi nic innego jak życzyć radosnej i spokojnej drogi.
- Dziękuję do widzenia.
- Do widzenia.
Gdy mężczyzna odszedł, wsiadłem do samochodu i zacząłem poprawiać fotel i lusterka, a potem zapaliłem silnik, żeby włączyć klimatyzację. Wszystko działało idealnie. Usmiechnąłęm się i opuściłem szybe, gdy Cooper w nie zapukał.
- To ja jadę po chłopaków.
- Ja zgarnę Willa, ty jedź po Sebę i Brada.
- Jasne... boże ale cudne te auto - powiedział gładząc lakier.
- Bierz łapy bo porysujesz - pacnąłem go lekko w dłoń. - Dobra ja jadę.
Chłopak odsunął się, a ja zapaliłem silnik. Słysząc jego ryk, aż serce zaczęło mi szybciej bić. Zaśmiałem się i dałem gazu, wyjeżdżając na pusta ulicę. Skręciłem parę razy i stwierdziwszy, że zawieszenie jest idealne, pojechałem po Willa.



***


Gdy byliśmy już u szczytu góry, gotowi na mały wyścig, pozostało nam tylko czekać aż się ściemni. Każdy z chłopaków po kolei chcieli się przejechać moim autem, jednak nie pozwoliłem im na razie.
- Czemu dopiero po wyścigu? - spytał Sebastian.
- Bo przed wyścigiem mi go jeszcze porysujesz - zaśmiałem się.
- Jakiś ty odpowiedzialny,no... - zaśmialiśmy się wszyscy.
- To moje nowe dziecko, muszę o nie dbać.
- A jeśli mowa o dzieciach, chcesz mieć jakieś z Cat? A może jest już w drodze? - spytał Will.
- Nie powinieneś z nią teraz być? Nie jest zła? - dodał Brad.
- Nie jestem jej niewolnikiem, żeby spędzać z nią każda wolną chwilę. Kocham ją, ale chce też trochę luzu. I nie, nie spodziewamy się w najbliższym czasie dziecka. - dodałem z uśmiechem.
- Dobra, ściemnia się, jedziemy! - powiedział Cooper i wsiał do mojego byłego auta.
- Mogę zadzwonić do Cat? - spytał Will.
- Możesz, nie zabronię ci przecież. Masz jej numer.
Stałem przy otwartych drzwiach i patrzyłem na piękny widok.


Spojrzałem na Willa, który chyba dodzwonił się do Cat. Rozmawiali chwilę, a potem zaczął nas nagrywać. Gdy Brad stanął przed autami, wsiadłem do pojazdu.
- Znacie zasady! Kto pierwszy ten lepszy! - zawołał. - Tylko bez agresji! Koleżeński wyścig! Kamery zamontowane?
- Tak! - krzyknęliśmy razem. Sprawdziłem kamerę. Zacznie nagrywać, gdy ruszę.
Zamrugaliśmy światłami na znak, ze wszystko jasne. Brad podniósł rękę do góry, a ja złapałem jedną dłonią kierownicę, a drugą za rączkę do zmiany biegów. Nogi natomiast ułożyłem na gazie i sprzęgle. Nacisnąłem pedał gazu i usłyszałem charakterystyczny ryk silnika. Cooper zrobił to samo. Gdy ręka Brada znalazła się na dole, ruszyłem z piskiem opon przed siebie, wyprzedzając James'a. Zaśmiałem się i zacząłem manewrować samochodem. trasa była dość długa. Prowadziła przez zbocze góry, potem przez gesty las, podnóże góry, lekkawo pustynne tereny, gdzie musieliśmy zakręcić i wrócić znowu przez polanę las, a potem wyjechać na górę, zrobić 'drift' naokoło starego ronda i zahamować tak, żeby obrócić samochód bokiem do kierunku jazdy. Spojrzałem w lusterko i zobaczyłem, że Cooper depcze mi po piętach. Ale, wiedziałem, że mnie nie wyprzedzi. Moje stare auto nie jest tak szybkie. Na pustynnych terenach wymięknie.



Cat?

środa, 28 czerwca 2017

Od Cat c.d Lu

Spojrzałam w stronę odjeżdżającego samochodu Lucasa i westchnęłam lekko. Podeszłam do ojca, który stał w progu wejścia do domu. Chciałam go minąć, jednak zatrzymał mnie.
- Wolałbym, żebyś nie była z nim... - stwierdził.
- Wiem. Ale jestem już dorosła, i mogę decydować o sobie. A więc chcę z nim być, ufam mu. - powiedziałam pewnie. - Odpuść mu. - ojciec jedynie westchnął. - I powinieneś pogodzić się z jego ojcem. - dodałam i poszłam do chłopaków, który byli w kuchni.
- I jak tam Catty? - spytał Eliot.
- W porządku. - uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na wysokim krześle przy wyspie w kuchni.
Podkradłam im kawałek ogórka, na co Daniel lekko pacnął mnie w rękę, zaśmiałam się. Chłopcy gotowali, mój ojciec siedział na kanapie i pił kawę, nagle wyciągnął telefon i zadzwonił do ojca Lucasa, jak się po chwili okazało. Wszystko wskazywali na to, że się pogodzili. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wstałam chcąc iść się rozpakować, przechodząc obok ojca cmoknęłam go w policzek i poszłam do swojego pokoju, gdzie były walizki. Zaczęłam się rozpakowywać, a jako że nie miałam za dużo rzeczy, szybko skończyłam. Wszystko włożyłam do pralki i nastawiłam pranie, później zawołali mnie na obiad. Zeszłam na dół i usiadłam do stołu, spojrzałam podejrzliwe na pięknie wyglądające danie.
- Okej, a gdzie to wasze? - spytałam.
- No na talerzu. - zaśmiał się lekko Maks.
- Tak, pewnie. - również się zaśmiałam. - Pewnie swoje wyrzuciliście a to jest zamówione.
- A skąd, zapisaliśmy się na warsztaty kulinarne. - zrobiłam duże oczy.
- No co? Dziewczyny lubią jak facet potrafi gotować. - Daniel uśmiechnął się.
- Ach no tak... - odwzajemniłam uśmiech.
Zaczęliśmy jeść, muszę przyznać, wszystko było bardzo smaczne. Nawet nasz ojciec to przyznał, a jego ciężko zadowolić, jeśli chodzi o jedzenie. Chłopcy pozmywali, a ja zabrałam Mike'a na spacer, poszliśmy nad strumyk, tam chlupał się w wodzie a ja siedziałam na brzegu. Wróciliśmy dopiero po około dwóch godzinach, na szczęście było ciepło i szybko wysechł, kiedy biliśmy już w domu, usiadłam na łóżku w swojej sypialni, on położył się obok mnie, zaczęłam go czesać zastanawiając się, co robi teraz Lucas. Nie będę do niego pisać bo jeszcze pomyśli, że go sprawdzam...

Od Lu Cd Cat

Stałem chwilę jak słup soli nie wiedząc co zrobić.Nie chciałem jej odpychać, ale nie powinienem też jej tulić. Miałem w głowie totalny mętlik, nie wiedziałem co powinienem zrobić, żeby wszystko było dobrze.Podniosłem niepewnie ręce i objąłem dziewczynę. Czując to wtuliła się do mnie jeszcze bardziej. Poczułem pod powiekami piekące łzy, więc zacząłem mrugać by się ich pozbyć.
- Ti amo con tutto il cuore... - powiedziałem cicho. Jednak było to powiedziane po włosku, a wiedziałem, ze dziewczyna nie zna mojego języka, więc zrobiłem to jeszcze raz tylko  w jej rodowitym języku. - Te amo con todo mi corazón...
Usłyszałem cichy śmiech dziewczyny, więc mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Łzy ciekły swobodnie po moich policzkach, a ja ich nie zatrzymywałem. Gdy dziewczyna odsunęła się ode mnie i spojrzała na moją twarz od razu otarła łzy.
- Co się stało?
- Nic tylko... - zawahałem się, bo nie mogłem powiedzieć co mnie martwi, ale lata pracy nad mimika twarzy nie dały po sobie tego poznać. - Po prostu cieszę się, ze cię mam.
Powiedziawszy to objąłem ja w pasie i pocałowałem.


Trwaliśmy w pocałunku dość długi czas. Bardzo kochałem Cat i nie miałem zamiaru jej krzywdzić, ale wiedziałem, że jeśli będę blisko niej znowu może mi odbić palma. Jest dla mnie wszystkim i gdy tylko jakiś facet na nią patrzy robię się chorobliwie zazdrosny, a gdy ktoś zrobi jej krzywdę... Jak matka to powiedziała? Wahania osobowości? Czytałem o tym trochę. Jedna osobowość nie wie o istnieniu drugiej i gdy dochodzi do głosu, nie można jej zatrzymać bez użycia środków nasennych, bo jak to mówią przemoc rodzi większa przemoc. Tak jest i w tym przypadku.
Odsunąłem się od niej delikatnie i spojrzałem w oczy. Wsadziłem kosmyk jej włosów za ucho i uśmiechnąłem się lekko, a następnie wskazałem na samochód. Cat wsiadła do niego a ja zamknąłem drzwi i okrążyłem pojazd i wsiadłem do niego.
- Odwiozę cię do domu - powiedziałem i włączyłem silnik.
- Może gdzieś pojedziemy? - spytała patrząc na mnie.
- Nie - powiedziałem i westchnąłem lekko, obracając się za siebie, żeby wyjechać z parkingu. Gdy wykonałem odpowiedni manewr, spojrzałem znów na drogę. - Musze coś załatwić, poza tym musisz odpoczywać. Słyszałaś lekarza.
- Co musisz załatwić? - spytała podejrzliwie, co sprawiło, że zaśmiałem się cicho.
- Nic nikomu nie zrobię, spokojnie.
Nic nie mówiąc, jechaliśmy dalej. Gdy dotarliśmy pod dom dziewczyny, nachyliłem się, żeby ją pocałować, a potem wyjąłem ze schowka dość sporo pieniędzy.
- Po co ci tyle kasy? - spytała dziewczyna zdziwiona i lekko zaniepokojona. - Nie wplątałeś się w żadne umowy z gangsterami, prawda?
- Nie martw się - powiedziałem i cmoknąłem ją w policzek. - To na moje zachcianki.
Spojrzałem przez szybę, bo dostrzegłem jakiś ruch. Był to ojciec Cat. Uśmiechnąłem się lekko do niej i  złapałem za rękę,
- Idź lepiej, bo twój ojciec rozszarpie mnie na strzępy.
- Ale to nie jest ostatni raz gdy się widzimy prawda? -spytała.
- Nie - posłałem jej uśmiech. Gdy wysiadła i zamknęła drzwi dałem gaz do dechy i z piskiem opon odjechałem sprzed jej domu nawet nie spoglądając w lusterka. Wiedziałem, ze będzie maiła przeze mnie awanturę, ale jakoś nie spieszyło mi się, żeby stawać twarzą w twarz z jej ojcem. Poza tym teraz musiałem jechać zaspokoić kilka swoich zachcianek.



Cat?

Od Cat c.d Lucasa

Spojrzałam na niego lekko zaskoczona, zupełnie nie rozumiałam co się z nim dzieje. To teraz nie mogę z nikim rozmawiać, nikt nie może na mnie spojrzeć, bo zrobi z nim to, co z Xavierem? Spojrzałam za okno na przemijający krajobraz. Poczułam wibracje mojego telefonu, wyjęłam go i odczytałam wiadomość. Był to Daniel, pytał, czy wszystko w porządku bo dzwonił do niego Artie i opowiedział o wszystkim. Napisałam, że wszystko jest ok i że mają nie gadać o nim przy Lucasie, nie chciałam żeby się dodatkowo denerwował. Dojechaliśmy pod szpital, chłopak zgasił silnik i spojrzał na mnie, również na niego spojrzałam.
- Mam iść sama? - spytałam. - A takim razie niepotrzebnie mnie tu przywoziłeś. - mruknęłam odpinając pasy i wysiadając z samochodu.
Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam w kierunku postoju taksówek, już miałam wsiadać do jednej z nich, kiedy ktoś nie wziął mnie na ręce. Był to oczywiście Lucas, który postawił mnie dopiero przy wejściu do szpitala.
-Powinien zbadać cie lekarz. - stwierdził.
- A ciebie opatrzyć. - złapałam go za rękę i wyciągnęłam do środka.
Po kilkudziesięciu minutach mnie lekarz zbadał i przypisał dodatkowe leki, a Lucasa opatrzył i dał leki przeciwbólowe. Wyszliśmy ze szpitala, dziwie się czułam kiedy chłopak szedł w odstępie ode mnie i prawie ze mną nie rozmawiał. Podeszliśmy do jego auta, otworzy mi drzwi, jednak nie wsiadłam a skrzyżowałam ręce na piersi.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi? - spytałam.
- Ale co? - udał zdziwionego.
- Nie udawaj. - wywróciłam lekko oczami. - Nie odpowiadasz na moje pytania, nie rozmawiasz ze mną. Zachowujesz się, jakbyśmy byli jedynie znajomymi. Czy ja coś zrobiłam? Kocham cię ale nie wiem, czy ty mnie nadal również. - powiedziałam już bezsilnie.
- To nie tak, po prostu... - westchnął.
- Nie komplikuj, powiedz w prost że mnie nie kochasz i nie chcesz już ze mną być. - spuściłam wzrok czując cisnące mi się do oczu łzy.
Chłopak po chwili ujął moją twarz w dłonie i zmusił, bym na niego spojrzała. Miałam już szkliste oczy.
- Kocham cię, nigdy nie przestanę. Chcę z tobą być, tylko po prostu... wszystko się trochę skomplikowało i musimy to jakoś ogarnąć...
Pokiwałam głową i przytuliłam się do niego lekko i cicho płacząc.
- Nie chcę, żebyś mnie zostawił. - wyznałam.

Lu?

Od Lu Cd Cat

Gdy Cat wyszła z hali i popędziła w stronę lasu, moim pierwszym odruchem powinno być to, żeby za nią pobiec, jednak niczym słup soli stałem i gapiłem się w jej konia, który spoglądał niespokojnie w stronę oddalającej się właścicielki. Widziałem w jego oczach czyste przerażenie i rozpacz, wywołane nagłym zniknięciem Cat. Instruktor, jej przyjaciel, czy kim on tam był, patrzył się na mnie z mordem w oczach, mówiących, że jeśli za nią nie pójdę to puści konia. Wiedział, że nie lubiłem przebywać w ich towarzystwie, przerażała mnie świadomość tego, ile mają w sobie siły. Ocknąłem się dopiero wtedy, gdy usłyszałem rżenie siwka. Zamrugałem kilkakrotnie i potrząsnąłem lekko głową, po czym oddaliłem się od nich i poszedłem szukać Cat. Gdy tylko wszedłem do lasu, zobaczyłem ją siedzącą na ziemi, opartą o drzewo. Westchnąłem i podszedłem do niej, ale będąc blisko zobaczyłem, że wcale nie płacze ze strachu, ale nie jest z nią najlepiej jeśli chodzi o zdrowie. Kucnąłem obok niej i pogłaskałem po włosach.
- Catty... - zacząłem z chrypką. - Źle się czujesz?
- Moja głowa.... - zaczęła. Przygryzłem wargę i wsadziłem jedną rękę za jej plecy, a drugą pod kolana i powoli wstałem. - Co robisz?
- Złap się i oprzyj głowę na moim ramieniu. Jedziemy do lekarza.
- Lucas nie trzeba...
Nie miałem zamiaru z nią dyskutować. Ruszyłem dość żwawym krokiem w stronę samochodu co jakiś czas zerkając na Cat i usiłując wywnioskować czy jej stan się nie pogarsza. Gdy byliśmy już obok samochodu postawiłem dziewczynę delikatnie, dalej przytrzymując jednym ramieniem, a drugim wyjąłem kluczyki i odblokowałem wóz. Otwarłem drzwi ze strony pasażera i pomogłem dziewczynie usiąść. Poczułem , że w środku jest strasznie duszno, więc otwarłem jej okno, zapiąłem pas i zamknąłem drzwi. Przeszedłem samochód i usiadłem za kierownicą, nie zamykając drzwi. Włożyłem kluczyki do stacyjki i odpaliłem silnik, żeby uruchomić klimatyzację. Opuściłem szybę w swoich drzwiach i wysiadłem zamykając je. Ruszyłem w kierunku stajni, przed którą zobaczyłem tego jej przyjaciela z koniem.
- Co jest z....
- Słuchaj koleś, nie wiem kim dla niej jesteś - zacząłem grożąc mu palcem - ale nie zmusisz jej, żeby z tobą przebywała.
- O co ci chodzi chłopie? - spytał lekko poddenerwowany.
- Myślisz, że nie widzę jak na nią patrzysz? Tknij ja tylko to ci nogi z dupy powyrywam.
Gdy tylko skończyłem zdanie, chłopak przywalił mi pięścią w twarz. Zatoczyłem nie do tyłu i złapałem na bolący nos. Jeśli mi go złamał to nie daruję! Spojrzałem na niego i ten chytry uśmieszek i wtedy czara się przelała. Walnąłem go raz i drugi, potem trzeci, ale raz oberwałem ja. Warga zaczęła krwawić mi jeszcze mocniej. Zdenerwowany kopnąłem go w brzuch, a gdy się przewalił, zwijając się z bólu, splunąłem mu w twarz. Tym kończąc odwróciłem się i ruszyłem do Cat. Po krótkiej chwili byłem już przy samochodzie. Wsiadłem na miejsce kierowcy i nachyliłem się nad Cat, żeby zamknąć jej okno.
- Pobiliście się? - spytała cicho. Zignorowałem ją i zapiąłem pas i zamknąłem drzwi oraz szybę. Zmniejszyłem trochę klimatyzację, żeby nie było jej zbyt chłodno i ruszyłem. Mijając mojego 'wroga', mrugnąłem mu długimi światłami po oczach, a potem przyspieszyłem, chcąc jak najszybciej oddalić się od tej cholernej stajni. Zanim wjechałem na główną drogę, wcisnąłem kierunkowskaz i gdy nic nie jechało, wjechałem szybko na drogę i przyspieszyłem. Ograniczeniem było 40 na godzinę, ale musiałem szybko zawieść Cat do szpitala.
- Zwolnij, bo dostaniesz mandat... - powiedziała cicho.
- Nie dostane... tu nigdy nie ma policji, ani radarów. Poza tym, muszę szybko zawieść cię do szpitala, żeby cię przebadali. - odparłem i dotknąłem lekko bolącego nosa. Gdy poczułem ostry ból, syknąłem lekko, przez co Cat spojrzała na mnie.
- Bardzo cie boli? Czemu znowu się pobiłeś? - spytała dziewczyna cały czas na mnie patrząc. Nie odpowiedziałem jej jednak, mimo, ze nie lubiłem tego gnojka, nie chciałem, żeby miała o nim złe zdanie. Nie lubiłem niszczyć ludzkich przyjaźni, chyba, ze jednak strona chce czegoś więcej. - Lucas, odpowiedz mi.... nie bądź taki milczący...
- Powiem ci tyle... - westchnąłem. - Jeśli twój kolega się zmieni swojego nastawienia skończy jak Xavier... Albo jeszcze gorzej...



Cat?

wtorek, 27 czerwca 2017

Od Cat c.d Lucasa

Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, otworzyłam lekko usta, jednak od razu je zamknęłam przyglądając mu się i starając się wyczytać z jego twarzy... cokolwiek. Marnie mi to szło, nie jestem w tym dobra, ech...
- Jasne że tak, dlaczego miałabym nie? - zmarszczyłam delikatnie brwi.
- Widziałaś co zrobiłem... nie panowałem nad sobą. - odparł zachrypiały.
Westchnęłam cucho i położyłam dłonie na jego torsie robiąc krok w jego stronę.
- To nie ważne... - wzruszyłam lekko ramionami. - Nie ważnie. - powtórzyłam wyraźnie.
Przytuliłam się do niego i przymknęłam lekko oczy, mając nadzieję że on też mnie przytuli, a nie odepchnie.
- Kocham cię. - szepnęłam.
Chłopak położył dłoń na moich plecach, po dłuższej chwili odsunęłam się od niego.
- Chyba że to ty nie chcesz ze mną być i po prostu szukasz powodu, żeby ze mną zerwać? - uniosłam lekko jedną brew.
- Nie, zwariowałaś? - spojrzał na mnie poważnie. - Po prostu nie chcę ci nic zrobić. - westchnął.
- Nic mi nie zrobisz, ufam ci. - stwierdziłam.
W pewnym momencie pod stajnię podjechał Artie swoim autem [to jej trener xd], podszedł do mnie i z uśmiechem przytulił mnie lekko.
- Cieszę się, że już wszystko w porządku. - puścił mnie po kilku sekundach, nie chcąc wzbudzać zazdrości u Lucasa. - Twój toczek. - podał mi kask. Spojrzałam na niego i przeszły mnie dreszcze, chwyciłam go. - Osiodłam Noir'a. - powiedział wchodząc do stajni.
- Chcesz jeździć? - Lu spojrzał na mnie.
Patrzałam na niego jedynie i przełknęłam ciężko ślinę spuszczając wzrok. Po kilku minutach wyszedł prowadząc osiodłanego  konia, wprowadził go na parkur, poszliśmy za nim. Lucas oparł się o ogrodzenie, patrząc na mnie. Trzęsącymi się rękoma założyłam kask, wsadziłam nogę w strzemię, serce waliło mi jak oszalałe a przed oczami przeleciała mi scena z upadku. Szybko się odsunęłam.
- Nie mogę... - powiedziałam, Artie trzymający konia za cuglę. - Przepraszam... - ściągnęłam kask, upuściłam go na ziemię i wybiegłam stamtąd.
Pobiegłam do lasu, jednak gdy zaczęło mi się kręcić w głowie przypomniały mi się słowa lekarza, że powinnam się w maksymalnym stopniu oszczędzać, oparłam się o drzewo i osunęłam na ziemię. Położyłam dłoń na okropnie bolącą głowę i zamknęłam oczy, starając się opanować oddech. Jeździectwo było całym moim życiem, a teraz co? Boję się wsiąść na grzbiet własnego konia...

Od Lu Cd Cat

Gdy narkoza w którą mnie wprowadzono, dobiegła końca, a ja otwarłem oczy, zobaczyłem moją mamę, która siedziała przy łóżku i gładziła moją dłoń. Głowę miała spuszczoną, ale słyszałem, ze płakała. Kątem oka dostrzegłem tatę kłócącego się na korytarzy z ojcem Cat. Pewnie mój ojciec mnie broni, ale wiem, że ojciec Cat poda mnie do sądu o zakaz zbliżania się. Westchnąłem cicho, co spowodowało, ze mama spojrzała na mnie.
- Lu... - zaczęła i pogładziła mnie delikatnie po policzku. - Mój kochany...
- Mamo... gdzie jest Cat....? - spytałem rozglądając się w panice po sali. - Zrobiłem jej coś? Mamo powiedz mi że...!
- Wszystko z nią dobrze synku - powiedziała i uśmiechnęła się blado. - Jest innej sali, bezpieczna...
Ostatnie słowo powiedziała w taki sposób, że poczułem ogromne poczucie winy. Tak jakbym to ja ja zgwałcił, a potem podłożył petardę.Spuściłem wzrok i spojrzałem na swoje dłonie, które były całe w zakrwawionych bandażach. Przeraziłem się gdy dotarło do mnie co zrobiłem. Przecież gdyby nie lekarze, zakatowałbym go na śmierć. Zabiłbym go... Zacząłem ciężko oddychać, i zamknąłem oczy starając się odpędzić od siebie rzeczywistość, która z każda chwilą doszczętnie niszczyła moja psychikę. Drzwi otwarły się z impetem, więc spojrzałem w tamtą stronę, a widząc ojca, wchodzącego do sali, zaniepokoiłem się nieco.
- Zapomnij Hayes! Nie zrobisz z mojego syna mordercy! - drzwi zatrzasnęły się, a ja spojrzałem przerażony na tatę.
- Zabiłem go...? - oczy obojga rodziców skierowały się na mnie, a poważna twarz ojca przybrała spokojny wyraz.
- Nie Lucas... jego stan jest ciężki, ale przeżyje.
- Co ja zrobiłem...? - spytałem sam siebie. - Co we mnie wstąpiło...?
- Synku... - zaczęła niepewnie mama. - Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale... jesteś chory.
- Psychicznie tak? - prychnąłem zdenerwowany. - Wyślecie mnie do psychiatryka?!
Nie zaczynaj chłopie, bo zrobisz krzywdę rodzicom. Oni niczym ci nie zawinili...
Stól dziób!
- Nie synku... lekarze powiedzieli, że cierpisz na zaburzenia osobowości... Mówili, ze zaczęło sie do dawno temu, tylko nie okazywałeś tego... Jak oni to powiedzieli Frank?
- Potrzebny był impuls - odparł ojciec.
- Właśnie... Nie obwiniaj się o to co się stało z Xavierem...
- Nie obwiniam - powiedziałem oschle. - Zabiłbym go gdyby tylko była taka okazja...
- Lucas... - ojciec spojrzał na mnie z politowaniem.
- CO?! - wstałem gwałtownie i popchnąłem stolik stojący obok łóżka  a potem wziąłem poduszkę i zacząłem nią walić o kołdrę. Po chwili do sali weszła pielęgniarka z wielką strzykawką, każąc mi się uspokoić, bo inaczej znowu mi to wstrzyknie. Odłożyłem poduszkę i padłem na łóżko wykończony.

***

Przez okrągły tydzień siedziałem zamknięty w pokoju. Nie chciałem nic jest, nic pić. Po prostu całe dnie leżałem w ciszy na łóżku głaszcząc Petera, który spędzał całe dnie ze mną. Jakoś zbytnio mi się nie nudziło, miałem czas na przemyślenia, jednak po upływie siedmiu dni zacząłem odczuwać samotność. Byłem tak cicho, ze spokojnie mogłem usłyszeć o czym mówi rodzina. Dowiedziałem się, że dziś Cat wychodzi ze szpitala. Ubrałem się i niepostrzeżenie wymknąłem z domu. Miałem iść dziś na zdjęcie szwów, ale musiałem się z nią zobaczyć. Ojciec jak zwykle zostawił moje kluczyki w kieszeni swojej kurtki, więc zabrałem je i wyszedłem po cichaczu z domu. Odpaliłem wóz i wyjechałem. Gdy dojechałem pod dom Cat, zauważyłem, że wsiada do auta. Postanowiłem za nią jechać. Gdy zbliżali się do stajni, zwolniłem nieco, a potem zatrzymałem się na uboczu. Wyłączyłem telefon i wrzuciłem go do schowka. Następnie ponownie ponownie włączyłem silnik i wjechałem na teraz stajni. Spojrzałem w lusterko i zobaczyłem swoją lekko poobijaną twarz. Wysiadłem z samochodu i zacząłem powoli zbliżać się do Cat. Gdy zbyłem już obok niej koń odsunął się trochę, jakby wyczuwał co się stało i bał się, ze i jemu zrobię krzywdę.
- Hej... jak tam, pozbyłeś się wszystkich szwów? - spytała z troska w głosie i dała mi całusa w policzek. Zacisnąłem pięści, a potem schowałem je do kieszeni (lekko mówiąc) zbyt luźnej bluzy.
- Jeszcze... - powiedziałem z chrypą, więc odchrząknąłem. Tak to jest jeśli od tygodnia nie wypowiesz ani jednego słowa. - Jeszcze nie...
- Bardzo cię boli - spytała i dotknęła lekko obitego policzka. Westchnąłem i odsunąłem się od niej na tyle, żeby nie mogła mnie dosięgnąć. - Lucas co się stało?
Westchnąłem ciężko i przygryzłem dolna wargę, tak, że po chwili zaczęła z niej lecieć krew.
- Jesteś pewna, ze chcesz ze mną być?



Cat? =^-^=

Od Cat c.d Lucasa

Kiedy chłopak na ułamek sekundy spojrzał na mnie, widziałam jego zakrwawioną twarz, zakryłam twarz dłońmi. Cały czas patrzałam przerażona na Lucasa, mógł go uderzyć, raz czy kilka razy, ale nie aż tak! Ochrona nie mogła go uspokoić, więc lekarze wstrzyknęli mu środki uspokajające. Dawka była na tyle duża, że po krótkim czasie zasnął. Przenieśli go na łóżko, kawałek dalej, po czym do razu zaczęli badać Xaviera. Ja leżałam cicho na łóżku, próbując się uspokoić. Nie mogłam uwierzyć w to, że Lucas potrafi być taki agresywny.
Okazało się, że Xavier ma połamane żebra, nos, nogę i ręce a w dodatku krwotok wewnętrzny, musieli zabrać go na operację. Lucas dalej spał, koło mnie siedział tata i trzymał za rękę, po drugiej stronie łóżka stali moi bracia, krzyżując ręce na piersiach.
- Nie wiem co w niego wstąpiło... powinienem bać się cię z nim zostawić? - pogłaskał mnie delikatnie po głowie.
Nic nie odpowiedziałam, tylko spojrzałam w sufit. Rodzice chłopaka stali przy nim, jego mama mocno płakała. Mój tata poszedł z nimi porozmawiać, Eliot usiadł na skraju mojego łóżka.
- Kupiliśmy ci coś na pocieszenie. - powiedział i uśmiechnął się do mnie lekko.
Maks wyciągnął zza pleców pudełeczko słodkości a Daniel pluszowego konia, przypominającego Noira. Uśmiechnęłam się i przytuliłam lekko pluszaka.
- Dziękuję.
- Będziemy mieć na niego oko. - stwierdził Eliot a ja jedynie westchnęłam.
***
W szpitalu byłam przez tydzień, Lucas miał dzisiaj przyjść na zdjęcie szwów z poranionych dłoni, od okładania Xaviera. Chłopcy odwieźli mnie do domu, tam też ze mną zostali i poszli coś ugotować, mam nadzieję że nie spalą mi kuchni. Wzięli mój bagaż, a wtedy usłyszałam rżenie.
- Czeka na ciebie. - Maks uśmiechnął się i dołączył do chłopaków.
Powolnym krokiem ruszyłam w stronę stajni, koń przyglądał mi się zza ogrodzenia i cały czas rżał rozpaczliwie, w pewnym momencie przeskoczył ogrodzenie i podbiegł do mnie, wzdrygnęłam się lekko. Zaczął mnie delikatne muskać nosem.
- Cześć mały, tęskniłam za tobą. - pogłaskałam go po szyi. - Jak się czujesz? - obadałam jego nogi, wyglądało na to, że wszystko jest w porządku.
Zaczęłam go głaskać a on stał spokojnie przymykając oczy, nagle na podjazd, wjechał samochód Lucasa. Spojrzałam w jego stronę, drapiąc konia za uchem. Chłopak wysiadł z samochodu i powoli podszedł do mnie, Last wiedząc już, że Lucas nie lubi przebywać w jego towarzystwie poszedł kawałek dalej, a ja ponownie przeniosłam wzrok na chłopaka, był już koło mnie.
- Hej... jak tam, pozbyłeś się wszystkich szwów? - dałam mu delikatnego buziaka w policzek.

Lu?

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Lu Cd Cat

Spojrzałem na zniszczenia jakie pozostawił po sobie chłopak. Wazon rozbity na tak malutkie kawałeczki, ze zbieranie ich zajęłoby co najmniej godzinę. Nadawał się do kosza, o sklejaniu nie było nawet mowy. Pewnie to jakiś stary badziew z pchlego targu, albo był po prostu taki stary. Kilka pudełeczek z lekami leżało na ziemi z otwartymi wieczkami, a ich zawartość również wylądowała na podłodze i powędrowała nawet na drugi koniec sali. Stolik ucierpiał chyba najmniej z tego wszystkiego.
Czemu ty się idioto przejmujesz jakimiś rzeczami! On właśnie się przyznał!
A tak, racja. 
Spojrzałem na przerażoną Cat i widząc w jej oczach czyste przerażenie, poczułem, że temperatura mojego ciała wzrosła kilkakrotnie i sięgała zenitu. Zacisnąłem dłonie w pięści i ominąłem łóżko kierując się do chłopaka.
- Coś ty właśnie powiedział? - spytałem z kamiennym wyrazem twarzy, tak spokojnie na ile było mnie stać. Chłopak spojrzał na mnie z mordem w oczach i też zacisnął dłonie w pięści, a potem uśmiechnął się cwaniacko. I w tej oto właśnie chwili czara się przelała. Adrenalina zastąpiła krew. Gniew zastąpił rozum, a żądza zemsty na tym dupku zdrowy rozsądek. Zrobiłem dwa większe kroki i zamachnąłem się ręką uderzając chłopaka pięścią w nos. Ten zatoczył się do tyłu zaskoczony niespodziewanym atakiem. Otrzepałem rękę i spojrzałem na Cat. Zasłoniła twarz dłońmi i patrzyła na mnie z przerażeniem. Spuściłem wzrok i skrzywiłem się gdy uświadomiłem sobie, ze krew na mojej dłoni jest krwią jej byłego.
- Aaa!! - usłyszałem głos Xaviera. - Ty idioto! Złamałeś mi nos!
- Ciesz się, ze tylko nos! - warknąłem i podbiegłem do niego, zadając mu kolejny cios, tym razem w prawe ramię. Gdy zatoczył się ponownie, lewą ręką uderzyłem go w udo, a gdy zgiął się w pół złapałem go rekami za ramiona i kopnąłem kolanem, w brzuch. Gdy upadł na ziemię i zaczął jęczeć, Cat zaczęła płakać. Zignorowałem ją jednak. Teraz liczyłem się tylko ja i on. Nic innego nie istniało. Przestrzeń naokoło nas jakby zniknęła i znajdowaliśmy się w czymś w rodzaju próżni. Tylko my dwaj w otaczającej nas ciemności.
Lucas.... Uspokój się... Błagam! To do niczego nie doprowadzi! Przestań! po raz kolejny usłyszałem głos w głowie.
- Zamknij się! -wrzasnąłem do odgłosu i złapałem się za głowę. - Przestań!
Zacząłem dyszeć jak jakieś dzikie zwierzę albo szaleniec, który uciekł z psychiatryka. Podszedłem do Xaviera i zacząłem kopać go po bez opamiętania. Po brzuchu, nogach, a szczególnie po jego męskości. Gdy uznałem, że wystarczy, uklęknąłem obok niego i złapałem za ubranie.
- Za to co jej zrobiłeś, powinienem pobić cie na śmierć! Powinienem cię torturować tak długo, aż zdechniesz! Powinienem ci go odciąć ch*ju je*any! Obiecuję, że zdechniesz w męczarniach ty pier*olony pedale!
Zacząłem nim szarpać jak pluszową zabawką w te i z powrotem wrzeszcząc obelgi i przekleństwa, do momentu, aż nie poczułem, ze coś odciąga mnie od niego. Zacząłem się szarpać i z początku udało mi się wyrwać i walnąć tego  śmiecia jeszcze parę razy, ale potem znów poczułem ograniczoną swobodę ruchów i ukłucie na karku. Musiało upłynąć trochę czasu, żebym przestał się szamotać i zaczął 'wracać do rzeczywistości'. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam przed zaśnięciem był rozmazany obraz moje mamy całej zalanej łzami




Cat?
Ha! Pobiłam cię! Ja mam 522 słów! XD
Ej zróbmy tak, że Lucas ma całe poranione ręce, zakrwawione oczy i żeby mu krew ciekła z nosa XD Ja chce zrobić z niego niepoczytalnego! XD

sobota, 3 czerwca 2017

Od Cat c.d Lucasa

Podczas operacji, zdawało mi się, że byłam na łące. Było tam dużo najróżniejszych kwiatów, na których siadały motyle. Kawałek dalej zobaczyłam koc, na nim wiklinowy koszyk, papierowe talerzyki, kubeczki oraz różne dania, ciastka i napoje. Powoli podeszłam bliżej, siedziała na nim pewna para, z początku nie wiedziałam kto to jest, ponieważ siedzieli do mnie tyłem. Kiedy jednak byłam wystarczająco blisko, zobaczyłam że to Lucas. Najgorsze było to, że ta dziewczyna obok to nie byłam ja... nie znałam jej. Miała długie, blond włosy i niebieskie oczy. Wyglądali na szczęśliwych.
- Lucas... - zaczęłam niepewnie.
Chciałam położyć rękę na jego ramieniu, jednak moja dłoń przeniknęła przez jego ciało. Pisnęłam przerażona i odsunęłam się o krok. Nagle pocałowali się z uśmiechem, a mi pękło serce.
- Lucas. - zapłakałam opadając na ziemię i zasłaniając usta dłonią.
Wyglądali na takich szczęśliwych... niespodziewanie, koło mnie pojawił się Xavier. Przestraszona odskoczyłam na bok.
- On cię już nie pamięta, zginęłaś, nie pamiętasz? - uśmiechnął się.
- Nie! To niemożliwe! - pisnęłam płacząc bardziej.
- Możliwe najdroższa. Teraz, będziemy już zawsze razem. - zaśmiał się lekko i zaczął gładzić mnie po włosach. Chciałam odepchnąć jego rękę, jednak nie miałam siły nawet chwycić go za nadgarstek.
W jednej chwili to z początku piękne miejsce, przeistoczyło się w czarny cmentarz, gdzie Xavier zaciągnął mnie tuż pod mój grób.
Wtedy obudziłam się, gwałtownie otwierając oczy. Poraziło mnie światło, więc ponownie zamknęłam oczy. Dopiero po chwili zaczęłam je powoli otwierać, aby przyzwyczaić wzrok do jasności. Dookoła było biało, panowały tu sterylne warunki. Poczułam, jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Lucas...? - szepnęłam, odwracając głowę w tamtą stronę. Jednak był tam Xavier, przestraszona szybko zabrałam swoją dłoń. - Co ty tu robisz... - szepnęłam.
- Jestem tu skarbie. - uśmiechnął się.
Wtedy do sali wparował Lucas, odetchnęłam lekko. Podszedł do mojego łóżka, przysunęłam się do niego, tym samym odsuwając od Xaviera, zacisnęłam dłoń na jego koszulce.
- Lucas... zabierz go stąd.,, - szepnęłam słabo.
Od tego zdenerwowania, rozbolała mnie głowa.
- Ale skarbie, przecież to ja jestem twoim chłopakiem, nie on! - spojrzał na mnie zaskoczony. - Jakim cudem kurwa pamiętasz?! Ta petarda miała wszystko załatwić! - zaczął się drzeć i przewrócił stolik znajdujący się koło łóżka, na której był pusty wazon i kilka leków. Wazon rozbił się na podłodze na drobne kawałeczki, nie było już co zbierać, a leki rozsypały. Ja natomiast skuliłam się przestraszona, cały czas trzymając Lucasa za koszulkę.
Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X