wtorek, 27 czerwca 2017

Od Cat c.d Lucasa

Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, otworzyłam lekko usta, jednak od razu je zamknęłam przyglądając mu się i starając się wyczytać z jego twarzy... cokolwiek. Marnie mi to szło, nie jestem w tym dobra, ech...
- Jasne że tak, dlaczego miałabym nie? - zmarszczyłam delikatnie brwi.
- Widziałaś co zrobiłem... nie panowałem nad sobą. - odparł zachrypiały.
Westchnęłam cucho i położyłam dłonie na jego torsie robiąc krok w jego stronę.
- To nie ważne... - wzruszyłam lekko ramionami. - Nie ważnie. - powtórzyłam wyraźnie.
Przytuliłam się do niego i przymknęłam lekko oczy, mając nadzieję że on też mnie przytuli, a nie odepchnie.
- Kocham cię. - szepnęłam.
Chłopak położył dłoń na moich plecach, po dłuższej chwili odsunęłam się od niego.
- Chyba że to ty nie chcesz ze mną być i po prostu szukasz powodu, żeby ze mną zerwać? - uniosłam lekko jedną brew.
- Nie, zwariowałaś? - spojrzał na mnie poważnie. - Po prostu nie chcę ci nic zrobić. - westchnął.
- Nic mi nie zrobisz, ufam ci. - stwierdziłam.
W pewnym momencie pod stajnię podjechał Artie swoim autem [to jej trener xd], podszedł do mnie i z uśmiechem przytulił mnie lekko.
- Cieszę się, że już wszystko w porządku. - puścił mnie po kilku sekundach, nie chcąc wzbudzać zazdrości u Lucasa. - Twój toczek. - podał mi kask. Spojrzałam na niego i przeszły mnie dreszcze, chwyciłam go. - Osiodłam Noir'a. - powiedział wchodząc do stajni.
- Chcesz jeździć? - Lu spojrzał na mnie.
Patrzałam na niego jedynie i przełknęłam ciężko ślinę spuszczając wzrok. Po kilku minutach wyszedł prowadząc osiodłanego  konia, wprowadził go na parkur, poszliśmy za nim. Lucas oparł się o ogrodzenie, patrząc na mnie. Trzęsącymi się rękoma założyłam kask, wsadziłam nogę w strzemię, serce waliło mi jak oszalałe a przed oczami przeleciała mi scena z upadku. Szybko się odsunęłam.
- Nie mogę... - powiedziałam, Artie trzymający konia za cuglę. - Przepraszam... - ściągnęłam kask, upuściłam go na ziemię i wybiegłam stamtąd.
Pobiegłam do lasu, jednak gdy zaczęło mi się kręcić w głowie przypomniały mi się słowa lekarza, że powinnam się w maksymalnym stopniu oszczędzać, oparłam się o drzewo i osunęłam na ziemię. Położyłam dłoń na okropnie bolącą głowę i zamknęłam oczy, starając się opanować oddech. Jeździectwo było całym moim życiem, a teraz co? Boję się wsiąść na grzbiet własnego konia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X