Zaparkowałem samochód na podjeździe domu Coopera i wysiadłem z niego. Zapukałem do drzwi, a gdy otwarła je jego mama bardzo się ucieszyła widząc mnie. Co prawda pytała co mi się stało, ale powiedziałem żeby się nie martwiła. Mimo, że przytaknęła, widziałem w jej oczach lekkie przerażenie. Wyminąłem ją grzecznie i wbiegłem na górę po schodach, by po chwili być już w pokoju James'a.
- Hej stary - powiedziałem i opadłem na jego łóżko.
- Nie za wygodnie ci? - spytał z uśmiechem i usiał na brzegu łóżka.
- No własnie masz bardzo miękkie łóżko. Ja preferuję twarde - powiedziałem i podniosłem się do siadu. Przybiliśmy nasza piątkę i poklepaliśmy się po plecach. - Gotowy na szaleńczy dzień?
- Jasne, że tak - odparł.
Wstaliśmy z jego łóżka i zeszliśmy na dół. Pożegnał się z mamą, a potem podeszliśmy do mojego (już niedługo) auta. Pstryknąłem palcami, żeby na mnie spojrzał, a gdy to zrobił rzuciłem mu kluczyki i okrążyłem samochód.
- Przyzwyczajaj się jak masz nim jeździć - zaśmiałem się i wsiadłem do środka.
- Jesteś pewny, że nie chcesz tego auta? - spytał James spoglądając na mnie.
- Jestem pewny. Mam już na oku inne i teraz jedziemy je kupić. Poza tym nie pierwszy raz masz po mnie auto - zaśmiałem się
Chłopaki zawsze zazdrościli mojej rodzinie pieniędzy. Oczywiście nie w zachłanny sposób, wiele razy to udowodnili, gdy firmie taty się nie powodziło. A ja jakoś nigdy nie uważałem się za lepszego. Przez całą drogę instruowałem Coopera jak ma jechać, by po piętnastu minutach być już w salonie chevroleta. Wysiedliśmy i gdy James zamknął samochód ruszyliśmy do sprzedawcy. Rozpoznał mnie z daleka, więc tylko machnął na mnie ręką, żebym podszedł.
- Tyle ile się umawialiśmy - powiedziałem, dając mu dość spory plik banknotów. Mężczyzna przeliczył je na szybko i gdy stwierdził, ze wszystko się zgadza, powiedział, żebyśmy szli za nim. Weszliśmy do jego biura, tam podpisałem dokumenty i wszystkie inne potrzebne papiery, po czym skierowaliśmy się do salonu. Obeszliśmy go, aż wyszliśmy na podwórze, gdzie stało kilka aut, już czekających do wyjazdu.
- Który jest twój? - spytał Cooper.
- Czerwony - powiedziałem z dumą, a gdy chłopakowi opadła szczeka zaśmiałem się.
Podeszliśmy do czerwonego cudeńka. Przejechałem dłonią po lakierze i stanąłem obok drzwi kierowcy. Cooper obchodził auta ze wszystkich stron i co jakiś czas słyszałem z jego ust długie 'Woooooow'.
- Kluczyki - powiedział kierownik, wręczając mi je. - Paliwo zatankowane do pełna jak pan prosił. Auto po pełnym przeglądzie, a wszystkie dokumenty już są w drodze do pana domu. A tutaj zapasowe kluczyki, tylko wtedy trzeba przełożyć kartę z tamtych. Wie pan, że może tez używać telefonu?
- Tak wiem, tylko trzeba wprowadzić kod, tak?
- Tak, kod jest w papierach, które dostanie pan do domu. No to nie pozostaje mi nic innego jak życzyć radosnej i spokojnej drogi.
- Dziękuję do widzenia.
- Do widzenia.
Gdy mężczyzna odszedł, wsiadłem do samochodu i zacząłem poprawiać fotel i lusterka, a potem zapaliłem silnik, żeby włączyć klimatyzację. Wszystko działało idealnie. Usmiechnąłęm się i opuściłem szybe, gdy Cooper w nie zapukał.
- To ja jadę po chłopaków.
- Ja zgarnę Willa, ty jedź po Sebę i Brada.
- Jasne... boże ale cudne te auto - powiedział gładząc lakier.
- Bierz łapy bo porysujesz - pacnąłem go lekko w dłoń. - Dobra ja jadę.
Chłopak odsunął się, a ja zapaliłem silnik. Słysząc jego ryk, aż serce zaczęło mi szybciej bić. Zaśmiałem się i dałem gazu, wyjeżdżając na pusta ulicę. Skręciłem parę razy i stwierdziwszy, że zawieszenie jest idealne, pojechałem po Willa.
***
Gdy byliśmy już u szczytu góry, gotowi na mały wyścig, pozostało nam tylko czekać aż się ściemni. Każdy z chłopaków po kolei chcieli się przejechać moim autem, jednak nie pozwoliłem im na razie.
- Czemu dopiero po wyścigu? - spytał Sebastian.
- Bo przed wyścigiem mi go jeszcze porysujesz - zaśmiałem się.
- Jakiś ty odpowiedzialny,no... - zaśmialiśmy się wszyscy.
- To moje nowe dziecko, muszę o nie dbać.
- A jeśli mowa o dzieciach, chcesz mieć jakieś z Cat? A może jest już w drodze? - spytał Will.
- Nie powinieneś z nią teraz być? Nie jest zła? - dodał Brad.
- Nie jestem jej niewolnikiem, żeby spędzać z nią każda wolną chwilę. Kocham ją, ale chce też trochę luzu. I nie, nie spodziewamy się w najbliższym czasie dziecka. - dodałem z uśmiechem.
- Dobra, ściemnia się, jedziemy! - powiedział Cooper i wsiał do mojego byłego auta.
- Mogę zadzwonić do Cat? - spytał Will.
- Możesz, nie zabronię ci przecież. Masz jej numer.
Stałem przy otwartych drzwiach i patrzyłem na piękny widok.
Spojrzałem na Willa, który chyba dodzwonił się do Cat. Rozmawiali chwilę, a potem zaczął nas nagrywać. Gdy Brad stanął przed autami, wsiadłem do pojazdu.
- Znacie zasady! Kto pierwszy ten lepszy! - zawołał. - Tylko bez agresji! Koleżeński wyścig! Kamery zamontowane?
- Tak! - krzyknęliśmy razem. Sprawdziłem kamerę. Zacznie nagrywać, gdy ruszę.
Zamrugaliśmy światłami na znak, ze wszystko jasne. Brad podniósł rękę do góry, a ja złapałem jedną dłonią kierownicę, a drugą za rączkę do zmiany biegów. Nogi natomiast ułożyłem na gazie i sprzęgle. Nacisnąłem pedał gazu i usłyszałem charakterystyczny ryk silnika. Cooper zrobił to samo. Gdy ręka Brada znalazła się na dole, ruszyłem z piskiem opon przed siebie, wyprzedzając James'a. Zaśmiałem się i zacząłem manewrować samochodem. trasa była dość długa. Prowadziła przez zbocze góry, potem przez gesty las, podnóże góry, lekkawo pustynne tereny, gdzie musieliśmy zakręcić i wrócić znowu przez polanę las, a potem wyjechać na górę, zrobić 'drift' naokoło starego ronda i zahamować tak, żeby obrócić samochód bokiem do kierunku jazdy. Spojrzałem w lusterko i zobaczyłem, że Cooper depcze mi po piętach. Ale, wiedziałem, że mnie nie wyprzedzi. Moje stare auto nie jest tak szybkie. Na pustynnych terenach wymięknie.
Cat?






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.