wtorek, 27 czerwca 2017

Od Lu Cd Cat

Gdy narkoza w którą mnie wprowadzono, dobiegła końca, a ja otwarłem oczy, zobaczyłem moją mamę, która siedziała przy łóżku i gładziła moją dłoń. Głowę miała spuszczoną, ale słyszałem, ze płakała. Kątem oka dostrzegłem tatę kłócącego się na korytarzy z ojcem Cat. Pewnie mój ojciec mnie broni, ale wiem, że ojciec Cat poda mnie do sądu o zakaz zbliżania się. Westchnąłem cicho, co spowodowało, ze mama spojrzała na mnie.
- Lu... - zaczęła i pogładziła mnie delikatnie po policzku. - Mój kochany...
- Mamo... gdzie jest Cat....? - spytałem rozglądając się w panice po sali. - Zrobiłem jej coś? Mamo powiedz mi że...!
- Wszystko z nią dobrze synku - powiedziała i uśmiechnęła się blado. - Jest innej sali, bezpieczna...
Ostatnie słowo powiedziała w taki sposób, że poczułem ogromne poczucie winy. Tak jakbym to ja ja zgwałcił, a potem podłożył petardę.Spuściłem wzrok i spojrzałem na swoje dłonie, które były całe w zakrwawionych bandażach. Przeraziłem się gdy dotarło do mnie co zrobiłem. Przecież gdyby nie lekarze, zakatowałbym go na śmierć. Zabiłbym go... Zacząłem ciężko oddychać, i zamknąłem oczy starając się odpędzić od siebie rzeczywistość, która z każda chwilą doszczętnie niszczyła moja psychikę. Drzwi otwarły się z impetem, więc spojrzałem w tamtą stronę, a widząc ojca, wchodzącego do sali, zaniepokoiłem się nieco.
- Zapomnij Hayes! Nie zrobisz z mojego syna mordercy! - drzwi zatrzasnęły się, a ja spojrzałem przerażony na tatę.
- Zabiłem go...? - oczy obojga rodziców skierowały się na mnie, a poważna twarz ojca przybrała spokojny wyraz.
- Nie Lucas... jego stan jest ciężki, ale przeżyje.
- Co ja zrobiłem...? - spytałem sam siebie. - Co we mnie wstąpiło...?
- Synku... - zaczęła niepewnie mama. - Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale... jesteś chory.
- Psychicznie tak? - prychnąłem zdenerwowany. - Wyślecie mnie do psychiatryka?!
Nie zaczynaj chłopie, bo zrobisz krzywdę rodzicom. Oni niczym ci nie zawinili...
Stól dziób!
- Nie synku... lekarze powiedzieli, że cierpisz na zaburzenia osobowości... Mówili, ze zaczęło sie do dawno temu, tylko nie okazywałeś tego... Jak oni to powiedzieli Frank?
- Potrzebny był impuls - odparł ojciec.
- Właśnie... Nie obwiniaj się o to co się stało z Xavierem...
- Nie obwiniam - powiedziałem oschle. - Zabiłbym go gdyby tylko była taka okazja...
- Lucas... - ojciec spojrzał na mnie z politowaniem.
- CO?! - wstałem gwałtownie i popchnąłem stolik stojący obok łóżka  a potem wziąłem poduszkę i zacząłem nią walić o kołdrę. Po chwili do sali weszła pielęgniarka z wielką strzykawką, każąc mi się uspokoić, bo inaczej znowu mi to wstrzyknie. Odłożyłem poduszkę i padłem na łóżko wykończony.

***

Przez okrągły tydzień siedziałem zamknięty w pokoju. Nie chciałem nic jest, nic pić. Po prostu całe dnie leżałem w ciszy na łóżku głaszcząc Petera, który spędzał całe dnie ze mną. Jakoś zbytnio mi się nie nudziło, miałem czas na przemyślenia, jednak po upływie siedmiu dni zacząłem odczuwać samotność. Byłem tak cicho, ze spokojnie mogłem usłyszeć o czym mówi rodzina. Dowiedziałem się, że dziś Cat wychodzi ze szpitala. Ubrałem się i niepostrzeżenie wymknąłem z domu. Miałem iść dziś na zdjęcie szwów, ale musiałem się z nią zobaczyć. Ojciec jak zwykle zostawił moje kluczyki w kieszeni swojej kurtki, więc zabrałem je i wyszedłem po cichaczu z domu. Odpaliłem wóz i wyjechałem. Gdy dojechałem pod dom Cat, zauważyłem, że wsiada do auta. Postanowiłem za nią jechać. Gdy zbliżali się do stajni, zwolniłem nieco, a potem zatrzymałem się na uboczu. Wyłączyłem telefon i wrzuciłem go do schowka. Następnie ponownie ponownie włączyłem silnik i wjechałem na teraz stajni. Spojrzałem w lusterko i zobaczyłem swoją lekko poobijaną twarz. Wysiadłem z samochodu i zacząłem powoli zbliżać się do Cat. Gdy zbyłem już obok niej koń odsunął się trochę, jakby wyczuwał co się stało i bał się, ze i jemu zrobię krzywdę.
- Hej... jak tam, pozbyłeś się wszystkich szwów? - spytała z troska w głosie i dała mi całusa w policzek. Zacisnąłem pięści, a potem schowałem je do kieszeni (lekko mówiąc) zbyt luźnej bluzy.
- Jeszcze... - powiedziałem z chrypą, więc odchrząknąłem. Tak to jest jeśli od tygodnia nie wypowiesz ani jednego słowa. - Jeszcze nie...
- Bardzo cię boli - spytała i dotknęła lekko obitego policzka. Westchnąłem i odsunąłem się od niej na tyle, żeby nie mogła mnie dosięgnąć. - Lucas co się stało?
Westchnąłem ciężko i przygryzłem dolna wargę, tak, że po chwili zaczęła z niej lecieć krew.
- Jesteś pewna, ze chcesz ze mną być?



Cat? =^-^=

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X