Podczas operacji, zdawało mi się, że byłam na łące. Było tam dużo najróżniejszych kwiatów, na których siadały motyle. Kawałek dalej zobaczyłam koc, na nim wiklinowy koszyk, papierowe talerzyki, kubeczki oraz różne dania, ciastka i napoje. Powoli podeszłam bliżej, siedziała na nim pewna para, z początku nie wiedziałam kto to jest, ponieważ siedzieli do mnie tyłem. Kiedy jednak byłam wystarczająco blisko, zobaczyłam że to Lucas. Najgorsze było to, że ta dziewczyna obok to nie byłam ja... nie znałam jej. Miała długie, blond włosy i niebieskie oczy. Wyglądali na szczęśliwych.
- Lucas... - zaczęłam niepewnie.
Chciałam położyć rękę na jego ramieniu, jednak moja dłoń przeniknęła przez jego ciało. Pisnęłam przerażona i odsunęłam się o krok. Nagle pocałowali się z uśmiechem, a mi pękło serce.
- Lucas. - zapłakałam opadając na ziemię i zasłaniając usta dłonią.
Wyglądali na takich szczęśliwych... niespodziewanie, koło mnie pojawił się Xavier. Przestraszona odskoczyłam na bok.
- On cię już nie pamięta, zginęłaś, nie pamiętasz? - uśmiechnął się.
- Nie! To niemożliwe! - pisnęłam płacząc bardziej.
- Możliwe najdroższa. Teraz, będziemy już zawsze razem. - zaśmiał się lekko i zaczął gładzić mnie po włosach. Chciałam odepchnąć jego rękę, jednak nie miałam siły nawet chwycić go za nadgarstek.
W jednej chwili to z początku piękne miejsce, przeistoczyło się w czarny cmentarz, gdzie Xavier zaciągnął mnie tuż pod mój grób.
Wtedy obudziłam się, gwałtownie otwierając oczy. Poraziło mnie światło, więc ponownie zamknęłam oczy. Dopiero po chwili zaczęłam je powoli otwierać, aby przyzwyczaić wzrok do jasności. Dookoła było biało, panowały tu sterylne warunki. Poczułam, jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Lucas...? - szepnęłam, odwracając głowę w tamtą stronę. Jednak był tam Xavier, przestraszona szybko zabrałam swoją dłoń. - Co ty tu robisz... - szepnęłam.
- Jestem tu skarbie. - uśmiechnął się.
Wtedy do sali wparował Lucas, odetchnęłam lekko. Podszedł do mojego łóżka, przysunęłam się do niego, tym samym odsuwając od Xaviera, zacisnęłam dłoń na jego koszulce.
- Lucas... zabierz go stąd.,, - szepnęłam słabo.
Od tego zdenerwowania, rozbolała mnie głowa.
- Ale skarbie, przecież to ja jestem twoim chłopakiem, nie on! - spojrzał na mnie zaskoczony. - Jakim cudem kurwa pamiętasz?! Ta petarda miała wszystko załatwić! - zaczął się drzeć i przewrócił stolik znajdujący się koło łóżka, na której był pusty wazon i kilka leków. Wazon rozbił się na podłodze na drobne kawałeczki, nie było już co zbierać, a leki rozsypały. Ja natomiast skuliłam się przestraszona, cały czas trzymając Lucasa za koszulkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.