poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Od Lu Cd Cat

Cały czas płakałem wtulony w ciepłe ciało Cat. Dalej nie docierało do mnie, ze jestem zdolny do takich rzeczy, bo myślałem, że tak dzieje się tylko w filmach, ale to jednak była okrutna rzeczywistość, z którą musiałem żyć. Byłem potworem, tego byłem pewien na sto procent i byłem tez pewny tego, że powinno się mnie gdzieś zamknąć i trzymać pod kluczem jak jakieś zwierzę.
- Lucas... - usłyszałem głos ojca, więc odsunąłem się delikatnie od Cat i spojrzałem na niego.
- Synku! - mama podbiegła do nas i uklęknęła mocno mnie do siebie tuląc.
- Lucas... - tata znów zaczął
- Zabierze mnie do szpitala... - powiedziałem cicho.
- Coś ci się stało? - spytała przerażona mama. - Co cie boli?
- Mamo ja jestem niebezpieczny.... zamknijcie mnie gdzieś... - powiedziałem czując kolejną falę łez napływających do oczu. - Jeszcze kogoś zabiję...
Skuliłem się w kłębek i zacząłem płakać jeszcze mocniej. Poczułem, że ktoś mnie przytula, ale nie wiedziałem kto i nie chciałem wiedzieć.
- Panie banner - powiedział jakiś mężczyzna. - Zalecam, zęby pana syn udał się na konsultacje z psychologiem i psychiatrą....
- On nie jest chory psychicznie! - krzyknęła Cat, i po miejscu, z którego wydobył się jej głos, wywnioskowałem, że to ona mnie przytula.
- Nie to chciałem powiedzieć młoda damo. Chodziło mi o to, że jego zdrowie psychiczne jest zaburzone i powinien udać się do specjalisty, żeby nie oszaleć. Znam bardzo dobrego....
- Za kogo pan się uważa? - spytała dziewczyna, ale jej ojciec skarcił ja cicho. Ta jednak nie dawała za wygraną. - Kim pan jest, żeby wydawać taki osąd?
- Catty... - zacząłem podnosząc głowę. Dziewczyna spojrzała na mnie z troską. - Pójdę tam... I dam się zamknąć jeżeli będzie trzeba...
- Nie... - powiedziała.
- Jeżeli to jedyne wyjście to nie mam wyboru. Nie chcę znowu dostawać szału, bo... ty nie wiesz jakie to uczucie... Gdy coś przejmuje nad tobą kontrolę i rozwierca ci mózg aż nie pozwolisz, żeby tobą zawładnęło. Nie wiesz jak to jest bić kogoś z furią, a potem nic nie pamiętać...
- Lucas... - powiedziała cicho i dotknęła mojego policzka, ale odepchnąłem jej rękę delikatnie i ze łzami dodałem.
- Nie chce stać się potworem... Jeśli mają mnie zamknąć, to niech mnie zamkną.
Spojrzałem na lekarza, czy kim on tam był i uśmiechnąłem się lekko i kiwnąłem głową dając znak, ze zgadzam się, żeby mnie przebadali. Mimo, że bałem się usłyszeć diagnozę, musiałem to zrobić.

Od Cat c.d Lucasa

Słuchałam uważnie co mówi i starając się jak najwięcej z tekstem zrozumieć. Nagle jednak do domu wszedł Archie, spojrzałam na niego.
- Co tu robisz? - spytałam nadal przytulając się do Lucasa.
- Przepraszam że nie pukałem, ale myślałem że dalej leżysz w łóżku i nie chciałem, żebyś się przemęczała. Zostawiłaś w moim samochodzie kluczyki...  przyniosłem ci owoce, sok... - spojrzał na Lucasa. - Chciałem tez z nim porozmawiać -spojrzał na Lucasa z pogardą.
Niespodziewanie Lucas odepchnął mnie od siebie, miał szeroko otwarte oczy i dyszał
ciężko. W pewnej chwili nawet upadł rozbijając wazon.
- Catty... dzwon na policje. - powiedział.
- Co? Jaką policję? Lucas? - przyglądałam mu się uważnie.
Chłopak naprawdę dziwnie się zachowywał, nie trzeba było dużo czasu, żeby Lu zaczął go naparzac pięściami. Próbowałam go od niego odciągnąć ale to na nic. Zadzwoniłam na pogotowie, policje... po wszystkich.
***
Lucas spojrzał na mnie i zaczął płakać, a mnie zabolało serce. Przysunąłem się do niego jeszcze bliżej i przytuliłam go a on się we mnie wtulił.
-Prze... pra... szam - wyjąkał.
- Już dobrze skarbie. - szepnęłam i pogłaskałam go po włosach. - Jest okej - cmoknąłem go w policzek.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Od Lu Cd Cat

Spojrzałem na nią zatroskanym wzrokiem. Owszem, taka opcja krążyła mi po głowie. Żebym znów uciekł nikomu nie mówiąc gdzie i żyć na własny rachunek. Wiedziałem, ze jestem niebezpieczny i nawet chciałem iść do psychiatry, ale...
- Catty... - zacząłem łapiąc ją za ręce. - Ja jestem chory...
- Jak to chory? - spojrzała na mnie przerażona.
- Mam rozdwojenie jaźni...
- Co? - spytała. Nie do końca wiedziałem czy powiedziała to z zaskoczenia, czy też nie wiedziała o czym mówię.
- Mam więcej niż jedna osobowość... Nie wiem ile ich jest, ale jedną poznałaś wtedy w szpitalu. To nie byłem prawdziwy ja - pogłaskałem ją po włosach. - Ja po prostu.... nie wiem kiedy znowu mi odwali...
Poczułem łzy zbierające się pod powiekami i zamrugałem kilka razy, żeby się ich pozbyć. Dziewczyna wtuliła się we mnie i ścisnęła mocno ręce.
- Nie obchodzi mnie to - powiedziała cicho. - Ja cię kocham.
- Ja.... - przerwałem bo do jej domu wszedł ten typek. Nie wiem skąd miał klucze i dlaczego je miał, skoro nawet ja ich nie posiadałem.
- Postanowiłeś jednak wrócić gnoju? - spojrzał na mnie z mordem w oczach.
Czerwona lampka kolego...
- Co tu robisz? - spytała Cat patrząc na niego i dalej mnie tuląc.
- Chciałem porozmawiać z nim - powiedział ostatnie słowo z taka pogardą, że moja pięść zacisnęła się mimowolnie za bluzie Cat. Powieka zaczęła mi drżeć i poczułem nieodparta chęć, żeby sprać mu ryj. Potrząsnąłem głową i odepchnąłem zaskoczoną dziewczynę od siebie.
- Lucas...? - spytała cicho widząc, że mam szeroko otwarte oczy, ciężko dyszę i upadam na podłogę tłucząc przy tym wazon. - Co się dzieje?
Puszczaj!
Krzyknąłem i złapałem się za głowę schylając się.
- Catty... - powiedziałem jeszcze w miarę normalnie. - Dzwoń na policję...
- Co? Dlaczego? Lucas?
Wypuść mnie!
Znowu ryknąłem i zatoczyłem się do tyłu. Oparłem się o ścianę i chwiejąc się wstałem. Spojrzałem na przerażoną do granic możliwości Catty, a potem przeniosłem wzrok na nie mniej wystraszonego chłopaka tak jak wilk patrzy na sarnę.
Zabij!
- Dzwoń! - krzyknąłem jeszcze do Catty a potem straciłem panowanie i rzuciłem się na niego. Zacząłem okładać go pięściami słysząc w tle kobiecy krzyk. Chłopak próbował się bronić i coś krzyczał, ale widziałem i słyszałem go jak przez mgłę. Nie czułem bólu w rękach, wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że sprawianie bólu JEMU dodaje mi sił i sprawia przyjemność. Straciłem poczucie czasu, nie wiem ile to trwało, ale ja dalej okładałem go gdy leżał nieprzytomny na ziemi i pewnie w dalszym ciągu bym to robił, gdyby ktoś mnie znów nie odciągnął.
- Puszczaj mnie! - wrzasnąłem. A raczej nie ja tylko ta druga osoba tkwiąca we mnie. - Puszczaj! Zabije go! Zabije!
- Lucas uspokój się! - usłyszałem dziwnie znajomy głos. Ponownie poczułem ukłucie w szyję i zacząłem się miarowo uspokajać. Tym razem jednak nie zasnąłem. Ktoś oparł mnie o ścianę i zobaczyłem co mu zrobiłem. Aż sam się przeraziłem. Zobaczyłem ratowników medycznych wkładających ciało chłopaka na nosze, przerażoną Cat wtulająca się w ojca i moich rodziców zażarcie dyskutujących z jednym z lekarzy. Obok mnie siedział Cooper i przyglądał mi się badawczo.
- Psy...
- Co? Jakie psy? - spytał zdezorientowany.
- Psy... psychia... tryk... - powiedziałem i spojrzałem na Cat, która patrzyła na mnie z przerażeniem, ale tez miłością, której akurat się nie spodziewałem. - Pomó...żcie... mi...
- Bredzisz chłopie. Żaden psychiatryk nie wchodzi w grę.
Zamknąłem na chwilę oczy i gdy je otworzyłem zobaczyłem siedzącą obok mnie Cat. Widząc jej twarz zacząłem płakać jak małe dziecko. Dziewczyna zbliżyła sie do mnie i przytuliła mocno, pozwalając, żebym się wypłakał.
- Przep...ra....szam.... - wyszeptałem wtulając się w nią.

Od Cat c.d. Lucasa

Zacisnąłem mocno oczy, aby nie dać łzom wypłynąć, jednak kilka i tak spłynęło po moich policzkach. Wtedy mocno objęłam jego szyję i się rozpłakałam.
- Przepraszam... - szepnął. - Przepraszam... - powtórzył i przytulił mnie nieco mocniej.
Wtuliłam się bardziej w jego szyję i pociągnęłam cicho nosem.
Siedzieliśmy tak chwilę, później zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogę wiecznie się do niego przytulać. To trochę złe miejsce a w dodatku bardzo możliwe że było mu trochę niewygodnie. Dlatego powoli się od niego odsunęłam i wytarłam policzki rękawem bluzy, które naciągnęłam na dłonie. Posunęłam się nieco na kanapie, aby Lucas mógł też usiąść, tak też zrobił. Pociągnęłam cicho nosem, a on mnie objął i lekko mnie do siebie przyciągnął, a ja się delikatnie w niego Wtuliłam.
- I co, zjesz teraz? - spytała posuwając mi bliżej talerzyk z rogalikiem.
Pokręciłam lekko przecząco głową i odsunęłam go od siebie ponownie. Emma westchnęła a ja ponownie wbiłam wzrok w stolik, nikt nic nie mówił.
- Dobra, to ja chyba zostawię was samych... trzymaj się Cat, jutro może Cię odwiedzę - uśmiechnęła się i wyszła.
Cały czas czułam na sobie wzrok innych, miałam wrażenie, że zaraz wszyscy wybuchną śmiechem.
- Chciałabym już iść do domu... - szepnęłam. - Pójdziesz ze mną? - spytałam cicho, odsuwając się od niego. - Chyba że jesteś zajęty, wtedy okej, pójdę sama. -dodałam szybko.
- Niee, chodźmy. - stwierdził i wstał.
Spojrzałam na niego i również wstałam, chłopak złapał moją dłoń i splótł ze sobą nasze palce, powoli wyszliśmy z kawiarni, później wsiedliśmy do siebie samochodu i pojechaliśmy do mojego domu. Powoli wysiadłam i podeszłam do drzwi, nadal byłam bardzo słaba, ale starałam się to ukryć. Weszliśmy do domu, zamknęłam za nami drzwi, odłożyłam klucze na specjalny wieszak i spojrzałam na Lucasa, naciągając bardziej rękawy bluzy na dłonie.
- I co... teraz znowu znikniesz, i zostawisz mnie? - spuściłam wzrok.

Od Lucasa Cd Catherine

Po trzech dniach dalej nie miałem żadnego kontaktu z Cat. Nie odpisywałam na smsy, nie odbierała telefonów... W pierwszej chwili myślałem, ze po prostu mnie ignoruje, w końcu ma do tego prawo i dość solidny powód. Jednak im dłużej nad tym myślałem, tym częściej przez myśl przechodziły mi słowa tego chłopaka, że będę miał ją na sumieniu. I ilekroć tylko odtwarzałem nasze wieczorne, niezapowiedziane spotkanie, docierało do mnie co chłopak chciał mi przez to przekazać.
Patrzyłem pustym wzrokiem w okno cały czas zamyślony. Jednak w pewnej chwili zadzwonił mój telefon, przez co prawie nie dostałem zawału. Myślałem, ze to Cat, ale zobaczyłem na wyświetlaczu numer Coopera.
- Co jest? - spytałem.
- Eeemmm... stary nie wiem czy będzie cie to interesowało, ale siedzę sobie właśnie w kawiarni, czekając na twoja siostrę i zobaczyłem Cat - podniosłem się słysząc jej imię i odruchowo spojrzałem przez okno na samochód stojący na podjeździe. - Lucas... ona wygląda koszmarnie... Cała blada, strasznie chuda i do tego cała posiniaczona....
- Która kawiarnia? - spytałem czując nabierające się do oczu łzy.
- 'Caffe Latino' - powiedział.
Rozłączyłem się i napisałem szybko wiadomość do Victorii, po czym wziąłem kluczyki leżące na stole i wyszedłem z domu. Wsiadłem w samochód i ruszyłem jak na zbicie karku, łamiąc po drodze chyba wszystkie możliwe ograniczenia prędkości, przez co o mały włos nie uderzyłbym w bok srebrnego kabrioletu. jednak godziny ścigania się z chłopakami dają swoje efekty.
Gdy tylko wjechałem w pierwsze ulice Brooklynu, zacząłem szukać kawiarni, którą podał mi Cooper. Musiało minąć sporo czasu zanim ją znalazłem, ponieważ jak się okazało, nie była tam gdzie powiedział mój przyjaciel tylko parę przecznic dalej. Gdy tylko zaparkowałem, wystrzeliłem jak z procy do kawiarni. Wszedłem od razu rozglądając się w poszukiwaniu Cat. Dostrzegłem wzrok Coopera, który wskazywał mi na jeden ze stolików.  Podszedłem do niego i gdy tylko zobaczyłem Cat, spytałem.
- Czemu nie przyszłaś wtedy, na most? - powiedziałem, ale gdy zobaczyłem jej stan, szybko pożałowałem tego pytania
- Kiedy? - lekko się zdziwiła
- Napisałem ci sms, 3 dni temu - odparłem.
- Tydzień temu ktoś mi ukradł telefon. - spojrzała na mnie szybko, ale po chwili wbiła wzrok w blat stolika.
- Kto? - spytałem
- Skąd mam wiedzieć... nie znam go. - szepnęła.
- Co ci się stało? - powiedziałem czule
- Nic... takiego. - położyła dłoń na karku.
Westchnąłem i kucnąłem przy niej, biorąc jej dłoń w swoje ręce. Dziewczyna spojrzała na mnie a ja zobaczyłem w jej oczach zbierające się łzy. Pogładziłem jej dłoń, a potem puściłem ją i przytuliłem delikatnie do siebie. Dziewczyna chwilę była znieruchomiała, ale potem tez objęła moja szyję, ściskając ją mocno. Pocałowałem ją w kark i mocniej przytuliłem.
- Przepraszam.... - wyszeptałem cicho obejmując moją mała dziecinę mocniej. - Przepraszam....



Od Cat c.d Lucasa

Ten tydzień minął strasznie monotonnie. 95% dni przeleżałam w łóżku, pozostałe 5% to wypuszczenie Mike'a na podwórko, karmienie go, posprzątanie boksu Noirowi, nasypanie mu jedzenia, wymienienia wody, wprowadzenie na padok i wieczorem do boksu. W dodatku kiedy jednego dnia postanowiłam iść do rodziców Lucasa, dowiedzieć się, czy może wrócił... ktoś ukradł mi telefon. Trzymałam go w ręce, jakiś facet w kominiarce na mnie wpadł, przewrócił mnie, telefon wypadł mi z dłoni. On go podniósł i uciekł. Wtedy też skręciłam sobie kostkę i pozostało mi jedynie wrócić do domu. W ogóle nie jadłam, wyraźnie schudłam. W dodatku miałam siniaki na rękach, nogach, pod okiem oraz miałam rozciętą wargę. Przez to, że byłam słaba co i rusz o coś się uderzyłam, upadałam. I właśnie przez to wyglądałam, jakby ktoś mnie od kilku dni bił. I tak nie wychodziłam z domu, więc nie robiło mi to różnicy. Szczerze... wszystko stało się szare, nic mnie już nie cieszy, nie potrafię się uśmiechnąć. Kilka razy przychodził do mnie Archie, ale nie chciałam z nim rozmawiać. Często jeszcze spałam w boksie Noira, on i Mike to jedyne osobowości, które miałam ochotę widzieć. No i tak mijały mi minuty, godziny, dni... tygodnie.
***
Kilka dni później usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie zamierzałam się podnosić, jednak ten ktoś nie dawał za wygraną. Westchnęłam słabo i o resztkach sił zeszłam na dół i otworzyłam te nieszczęsne drzwi. Była to Emma, moja przyjaciółka.
- Catty, boniu... co ci się stało?! - wyglądała na przerażoną.
- Nic. - westchnęłam. - Potrzebujesz czegoś? - spytałam cicho.
- Nie odbierasz od dłuższego czasu, martwię się o ciebie. - weszła do środka.
Westchnęłam cicho i zamknęłam drzwi.
- Ktoś ukradł mi telefon. - wyjaśniłam.
- Kto?
- Nie wiem. KTOŚ. - wywróciłam oczami.
- Ktoś cię pobił? - chciała położyć dłoń na moim policzku, ale zdążyłam się odsunąć.
- Nie, to się uderzyłam, to upadłam. - wzruszyłam ramionami.
- Chcesz mi powiedzieć, że sama sobie rozcięłaś wargę, podbiłaś oko i te wszystkie siniaki... - zmierzyła mnie wzrokiem. - I ja mam w to uwierzyć?
- Twoja sprawa, mam to gdzieś. - stwierdziłam.
- Co się z tobą stało... zawsze taka uśmiechnięta... to przez chłopaka? - spytała, a ja spuściłam wzrok. - Pamiętasz, co sobie obiecałaś? Że nigdy, prze nigdy nie będziesz się smucić, z uwagi na jakiegoś chłopaka?
- Ale to nie jest jakiś pierwszy lepszy chłopak, ja go kocham... - jęknęłam. - A on mnie chyba już nie. - westchnęłam.
- Przyniosłam nasz ulubiony film - wyciągnęła z torebki płytę. - Oglądniemy?
- Nie chcę. - mruknęłam, a Emma westchnęła.
- To daj się wyciągnąć chociaż do kawiarni...
- Daj spokój, żeby patrzeli na mnie jak na idiotkę?
- Nie pierwsza, nie ostatnia jesteś taka posiniaczona, no chooodź.
Jakoś udało jej się mnie namówić, tak też poszliśmy do kawiarni. Zamówiła nam kawę i ciasto, jednak nie chciałam zjeść ani się napić, zapachy tych rzeczy przyprawiały mnie o mdłości.
- Zjedz coś, Cat... - westchnęła zmartwiona.
Odwróciłam wzrok, a w roku pomieszczenia, przy jednym ze stolików zauważyłam znajomego Lucasa. Szybko spojrzałam znów na Emmę, ale chwilę później do kawiarni wszedł Lucas. No tak, ten jego znajomy musiał mu napisać, że tu jestem.
- Czemu nie przyszłaś wtedy, na most? - spytał.
- Kiedy? - lekko się zdziwiłam.
- Napisałem ci sms, 3 dni temu.
- Tydzień temu ktoś mi ukradł telefon. - spojrzałam na niego, ale szybko odwróciłam wzrok i wbiłam go w stół.
- Kto?
- Skąd mam wiedzieć... nie znam go. - szepnęłam.
- Co ci się stało?
- Nic... takiego. -położyłam dłoń na karku.

piątek, 25 sierpnia 2017

Od Lu Cd Cat

Siedziałem w domu Victorii spokojnie oglądając telewizję i czekając aż dziewczyna wróci do domu z pracy. Dziś pracowałam do późnego wieczora, więc gdy wróci miałem zamiar zrobić jej kolację. Spojrzałem za okno. Było już ciemno, więc poszedłem do kuchni i zacząłem przyrządzać spaghetti. Włożyłem makaron do gotującej się wody,zrobiłem sos i czekałem. W pewnej chwili zauważyłem czarne BMW Victorii wjeżdżające do garażu. Podgrzałem szybko jedzenie i nałożyłem na talerz. Starłem trochę parmezanu i położyłem na stole. Gdy drzwi się otwarły, usłyszałem głos Victorii.
- Co tak pieknię pachnie? - powiedziała wchodząc do kuchni. Była jeszcze w fartuchu i szpitalnym ubraniu. - O spaghetti! Lucas uwielbiam cię!
Powiedziała i usiadłam przy stole. Zaczęliśmy jeść przyrządzone przeze mnie danie.
- Mmm..... czemu ty nie zostałeś kucharzem? - spytała.
- Jedyne co umiem ugotować to spaghetti, naleśniki i tortillę - zaśmiałem się, a dziewczyna mi zawtórowała. - Ja tam w pra....
Przerwało mi pukanie do drzwi. Victoria chciała już wstać i iść otworzyć, ale uprzedziłem ją wstając i ruszając do drzwi. Otwarłem je i zobaczyłem jakiegoś chłopaka. Patrzył na mnie spod byka.
- A więc tak..... siedzisz sobie spokojnie z jakąś dziewczyną, podczas gdy Cat się o ciebie zamartwia..... - zaczął prosto z mostu.
- Kim ty w ogóle jesteś? - spytałem zdezorientowany. W końcu niecodziennie widuję jakiegoś obcego typka znającego moją dziewczynę.
- Jestem znajomym Cat - powiedział krzyżując ręce na piersi.
- Znajomym? - mruknąłem ironicznie. Bardzo ciekawe. Chwilę mnie nie ma i od razu Catty ma nowego znajomego.
- Tak, znajomym. Ty możesz sobie mieć na boku jakąś inną laskę, a ona nie może mieć kolegi? - prychnął. Już miałem powiedzieć, ze Victoria jest moją starą koleżanką ze szkoły, ale nie pozwolił mi dojść do słowa. - Powiem ci tylko tyle... przestań się nad sobą użalać. I kurwa zdecyduj się. Nie baw się nią, bo niedługo będziesz ją mieć na sumieniu... - mówiąc to odszedł, zostawiając mnie w osłupieniu. Chciałem zmusić nogi, żeby za nim poszły i sprać mu ryj, jednak nie potrafiłem się ruszyć z miejsca. Miałem już go zawołać, jednak wsiadł w swoje auto i odjechał. Nagle obok mnie pojawiła się Victoria.
- Kto to był? - spytała.
- Chyba nowy fagas Cat - powiedziałem. Dziewczyna wychyliła się i w świetle latarni spojrzała na jego auto. Zmrużyła lekko oczy.
- Ja chyba go znam... - powiedziała.
- Znasz?
- Tak... Pamiętasz jak tydzień temu Cat przyszła z kimś do szpitala. Dzwoniłam do ciebie. - kiwnąłem głową. - Była z nim.
- Pewna jesteś? Nie widziałaś jego twarzy.
- A kto inny w tej sytuacji mógłby znać Cat? - spojrzała na mnie. - Kurcze musiał za mną jechać... Przepraszam cię.
- Nie twoja wina, chodź dokończyć kolację.
~~~
Następnego ranka obudziłem się bardzo zaspany. W środku nocy Victoria dostała alarmowy telefon ze szpitala. Jacyś idioci zaczęli popisywać się bronią i wszyscy wiedzą jak to się skończyło. Tyle dobrze, że nikt nie zginął. Dziewczyna wybiegła z domu jak poparzona, nawet nie domykając drzwi wejściowych. Dobrze, że się obudziłem, bo ktoś mógłby mnie zaatakować.
Sprawdziłem telefon. Dochodziła godzina piąta rano. Stwierdziwszy, że i tak już nie zasnę, wstałem, wziąłem szybki prysznic, a potem zjadłem coś na szybko. Zabrałem pieniądze i kluczyki, po czym wsiałem do auta i pojechałem kupić telefon. Mieli naprawdę wiele modeli, ale w końcu zdecydowałem się na Samsung Galaxy Note Edge. Kupiłem go, dobierając od razu case, kartę SD i nowa kartę sim bo cóż... z tamtej chyba niewiele zostało. Zainstalowałem wszystko na swoim miejscu i od razu napisałem SMS do Cat.
"Spotkamy się za pół godziny w Central Parku? Wiem, że od ciebie do kawał drogi, ale przyjedź" wysłałem jej wiadomość. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź. Niemalże od razu odpisała.
"Kim jesteś?"
"Lucas" odpisałem, ale tym razem nie doczekałem się odpowiedzi. Wróciłem do samochodu i wsiadłem za kierownicę,po czym włączyłem radio i zacząłem słuchać piosenki Lady Gagi. Czekałem i czekałem, ale nawet po piętnastu minutach nie otrzymałem odpowiedzi.
"Będę czekał na moście"
Napisałem do niej i rzuciłem telefon na siedzenie kierowcy, po czym odpaliłem silnik i odjechałem.
Stojąc na moście mogłem w końcu pomyśleć. Czy ten jej fagas naprawdę myślał, ze Victoria jest moją dziewczyną? Ja kocham tylko Catherine. Moją Cat. Chociaż... w sumie już chyba nie moją.... Ale czy ona nie rozumie, że ja się boję... boję się, że coś jej zrobię...
- Ku*wa... - powiedziałem i nachyliłem się nad barierką przeczesując włosy.
Ciągle jej nie było. uzgodnione 'za pół godziny' minęło godzinę temu. Wiem, że z Brooklynu jest tutaj kawał drogi, ale... powinna tutaj być. Minęła kolejna godzina. I jeszcze jedna... Zrezygnowany ruszyłem w stronę samochodu. Odpaliłem go i z łezka o oku odjechałem.


Catty? ^^

wtorek, 8 sierpnia 2017

Od Cat c.d Lucasa

Pomogłam mu osiodłać Willa, konia do dyspozycji osób, jeżdżących w stajni. Po krótkim czasie wyprowadziliśmy go na zewnątrz, od dosiadł Willa a ja Noir'a. Jako że dalej nie siedziałam w siodle zbyt pewnie, jechaliśmy powoli. Pojechaliśmy do lasu, a naszym celem było jezioro. Niestety, nie było tak kolorowo. Kiedy jechaliśmy ścieżką, przed nami przeleciała sarna, koń Archiego się spłoszył, stanął dęba a on jako że nie był na to przygotowany i spadł do tyłu. Od razu pojechaliśmy do szpitala.
***
Czekałam w poczekalni, to wszystko zdecydowanie mnie przerasta. Pierw ten wypadek, później Lucas, teraz Archie... mam już tego dość, chcę umrzeć... kiedy mogłam już wejść do Archiego, zrobiłam to, podeszłam do jego łóżka.
- Jak się czujesz? - spytałam. Oczy miałam czerwone od płaczu.
- Daję radę... - uśmiechnął się lekko. - Czemu płaczesz? - złapał mnie za rękę.
- Nie... to nic. - przetarłam oko dłonią. - Muszę już iść, przepraszam. - zabrałam swoją rękę i wyszłam szybko.

POV Archie
Spojrzałem na nią zdziwiony a jednocześnie zmartwiony. Westchnąłem i spojrzałem w sufit, polubiłem ją... nawet więcej niż polubiłem. Problem w tym, że ona nadal kocha tego całego Lucasa. Moim zdaniem, ten facet to zwykły tchórz. Wiecznie użala się nad sobą i ma w dupie to, że ona się o niego martwi. Nienawidzę takich ludzi. Ale bardzo chciałem jej pomóc, miałem nawet pewien plan.
Minął tydzień, wróciłem do domu. Tam wziąłem prysznic, założyłem świeże ubrania, zjadłem coś bo te szpitalne jedzenie... nie było zbyt dobre, lekko mówiąc. Później wsiadłem w samochód i pojechałem do Cat. Kiedy mi otworzyła, przeszły mnie dreszcze. Blada, oczy czerwone i podpuchnięte w dodatku jakby przez ten tydzień bardzo schudła, zwłaszcza z buzi.
- Catty... co się dzieje?
- To nie na sensu... daj mi spokój, proszę. - wydukała i zamknęła drzwi.
Stałem tam jeszcze chwilę, ale tym razem nie otworzyła. Westchnąłem ciężko, byłem zły. Byłem zły na tego typka, że doprowadził ją do tego stanu. Nie mogłem tak tego zostawić. Do wieczora czatowałem w samochodzie przed szpitalem, a kiedy Victoria wyszła i wyjechała autem z parkingu, jechałem za nią, aż dojechałem pod jej dom. Stanąłem kawałek dalej, ona weszła do środka. Odczekałem chwilę i poszedłem zapukać. Otworzył mi ten typek, widziałem go na zdjęciach u Cat.
- A więc tak... siedzisz sobie spokojnie z jakąś dziewczyną, podczas gdy Cat się o ciebie zamartwia...
- Kim ty w ogóle jesteś?
- Jestem znajomym Cat.
- Znajomym? - mruknął ironicznie.
- Tak, znajomym. Ty możesz sobie mieć na boku jakąś inną laskę, a ona nie może mieć kolegi? - prychnąłem. - Powiem ci tylko tyle... przestań się nad sobą użalać. I kurwa zdecyduj się. Nie baw się nią, bo niedługo będziesz ją mieć na sumieniu... - mówiąc to odszedłem, wsiadłem w auto i odjechałem.
Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X