wtorek, 18 lipca 2017

Od Lu Cd Cat

Victoria
Gdy dotarłam na szpitalny parking i stanęłam w wyznaczonym dla mnie miejscu, zakluczyłam samochód i weszłam do szpitala przez wejście dla pracowników. Poszłam do szatni i przebrawszy się w długie, jeansowe spodnie, czarny T-shirt i czarne kozaki, założyłam mój kitel. Wsadziłam telefon do kieszeni kitla i wyszłam uprzednio zamykając moja szafkę. Skierowałam się do pokoju lekarskiego, gdzie chciałam poczekać jakieś pół godziny, aż zacznie się moja zmiana. Weszłam do pomieszczenia i podeszłam do swojego biurka.
- Hej Victoria - odwróciłam głowę na dźwięk znajomego mi głosu. Hoon Park jest wspaniałym chirurgiem, sprowadzonym  do stanów z Korei Południowej.
- Witaj Hoon - przywitałam się i obdarzyłam go uśmiechem. - Kończysz zmianę?
- Nie. Zgodziłem się zostać po południu za doktor Clave. Powiedziała, że musi pilnie wyjechać do rodziny. Miała strasznie zmartwiona minę i nie mogłem się nie zgodzić.
- To miłe z twojej strony - powiedziałam.
- Tak... - zaczął i podszedł do mnie przysuwając sobie krzesło, żeby usiąść obok mnie. - O której kończysz dzisiaj zmianę?
- Szczerze nie wiem Hoon... Według harmonogramu o dwudziestej trzeciej, ale nie wiem czy coś nie wyskoczy. Dlaczego pytasz?
- Bo ostatnio chodzisz zmęczona. Martwię się. - powiedział i zaczął bawić się długopisem, robiąc przy tym dziwne miny. Lubiłam go, zawsze potrafił każdego rozbawić. Miał charakter i usposobienie dziecka, jednak gdy trzeba było, zachowywał się jak dorosły człowiek. Przez takie a nie inne cechy charakteru dzieci bardzo lubiły z nim przebywać, więc pracował na chirurgi dziecięcej, jednak gdy potrzebowaliśmy jego pomocy, zawsze nam pomagał.
- Moje zmęczenie nie jest związane z pracą - otwarłam kartę jednego pacjenta, zostawiona na moim biurku. - Co to tu robi?
- To karta jakiegoś mężczyzny, który chodzi od szpitala do szpitala. W każdym dostaje tą sama diagnozę, cierpi na zapalenie osierdzia, jednak nie chce poddać się operacji, która jest już niestety konieczna...
- Podejrzewacie tamponadę serca? - spytałam
- Niestety tak. Jeżeli będziemy odwlekali operację zbyt długo, on umrze, tylko bez jego zgody nie możemy nic zrobić.
- To trzeba go przekonać - powiedziałam przeglądając dalej kartę pacjenta szukając przyczyny, przez która mężczyzna jest w złym stanie. Jednak zamiast tego znalazłam coś innego. - Niedoczynność tarczycy... Nie leczył się?
- Z tego co mi wiadomo to nie.
- A wiedział w ogóle, ze jest chory? - spytałam z niedowierzaniem, cały czas zadając sobie pytanie, dlaczego mężczyzna się nie leczył i dlaczego nie chce poddać się operacji
- Rodzina mówiła, że często było mu zimno, jego głos był ochrypnięty, wiecznie był senny, chodził jak zombie. Myśleli, ze to zwykła grypa.
- Boże co jest teraz z tymi ludźmi... - wstałam zamykając teczkę. - W której sali od leży.
- W sali obserwacji.
Pokiwałam głową i wyszłam z pokoju lekarskiego. Sala obserwacji była tylko kila kroków za korytarzem, prowadzącym do strefy gdzie przebywali lekarze.  Minęłam kilku pacjentów i paru lekarzy, po czym weszłam do sali.
- Siostro, proszę przygotować salę operacyjną - zwróciłam się do jednej z pielęgniarek. Ta pokiwałam twierdząco głową i wyszła. Ja natomiast podeszłam do schorowanego mężczyzny, przy którym stała bodajże jego zona i syn. - Ta sala jest dla pana. Nie można tego dłużej odwlekać.
- Powiedziałem, że nie pozwolę się operować.
- Czego pan się boi? - spytałam łagodnie.
- Nie i koniec... - powiedział i zamknął oczy.
- Proszę mnie posłuchać... - usiałam na krzesełku stojącym obok łóżka i złapałam go za rękę.- Jeśli dalej będzie pan odwlekał operację, może pan umrzeć. - mężczyzna spojrzał na mnie. - W pana sercu rozwinęło się zapalenie zewnętrznej warstwy serca. Nie leczył pan tego, więc stan pana zdrowia się pogorszył i doszło do tamponady serca. Oznacza to, że której płyn gromadzi się w worku osierdziowym do tego stopnia, że wywiera ogromny nacisk na serce. W konsekwencji nie może ono pompować dostatecznej ilości krwi, co jest stanem zagrożenia życia. Niech mi pan uwierzy, że lekami już pan tego nie wyleczy. - mężczyzna spojrzał w sufit i westchnął. - To jak?
- No... dobrze...
Uśmiechnęłam się do niego i ścisnęłam jego rękę, chcąc dodać mu otuchy.
- Przewozimy pana na sale operacyjną - powiedziałam do pielęgniarki i wyszłam, kierując się od razu do szatni. Przebrałam się w strój przeznaczony do operacji, podczas gdy anestezjolog wprowadzał mężczyznę w stan uśpienia. Gdy miałam już przejść przez drzwi prowadzące na blok operacyjny, zaczepiła mnie żona mężczyzny.
- Proszę go uratować - powiedziała cała zapłakana. Syn stał z tyłu i patrzył na mnie przerażony.
- Niech się państwo nie martwią. To nie jest trudna operacja. - powiedziałam z uśmiechem. - przepraszam, muszę już iść.
Kobieta pokiwała głową i odsunęła się. Weszłam na blok i po umyciu rąk i założeniu rękawiczek i fartucha, podeszłam do mężczyzny.
- Parametry w normie, pacjent gotowy do operacji - powiedział anestezjolog.
- To dobrze - spojrzałam po zespole i pokiwałam twierdząco głową. - Czas zacząć... Skalpel.
***
Po około trzech godzinach, gdy pierwszy asysta zszywał klatkę piersiowa pacjenta, ja zdjęłam rękawiczki i maskę ochronną, wyrzucając je do kosza na śmieci. Zdjęłam fartuch i włożyłam do kosza, który miał zawieźć ubrania do dezynfekcji. Dalej ubrana w niebieski strój, wyszłam z bloku operacyjnego i uprzedzając pytania kobiety uśmiechnęłam się do niej, a ta odetchnęła z ulga.
- Wszystko poszło dobrze, jednak pani mąż był w kiepskim stanie gdy do nas przyszedł, więc wprowadziliśmy go w śpiączkę farmakologiczną.
- A... kiedy go wybudzicie?
- Za kilka dni.
Uśmiechnęłam się do niej i odeszłam. Przechodząc obok recepcji, jednak z pielęgniarek powiedziała mi, że na SORze czeka pacjent z poranioną nogą, jakimś odłamkiem w ręce i spuchniętym przedramieniem. Pokiwałam twierdząco i skierowałam się tam zabrawszy uprzednio mój kitel. Gdy dotarłam na miejsce, zobaczyłam, ze owym chłopakiem jest nie kto inny jak nowy lowelas Catherine. Miałam ochotę przekazać go komuś innemu, ale musiałam oddzielić życie prywatne od pracy. Podeszłam do nich, a dziewczyna widząc mnie, zrobiła zdziwiona minę.
- Ty? - spytała i wstała szybko.
- Też się ciesze, że cie widzę - posłałam jej ironiczny uśmiech i wyjęłam z kieszeni kitla mała latareczkę. Oświeciłam ją i przytrzymując dwoma palcami powiekę chłopaka, zaświeciłam w jego oko, a potem zrobiłam to z drugim.
- Co ty robisz? - spytała dziewczyna ze złością.
- To rutynowe działania. - powiedziałam z kamiennym wyrazem twarzy.
Wzięłam nożyczki leżące na stoliku obok i delikatnie przecięłam nogawkę jego spodni, żeby obejrzeć poharataną łydkę.  Nie było tragicznie, ale jedna rana wymagała szycia. Kątem oka zobaczyłam, że dziewczynę aż świerzbi, żeby coś mi powiedzieć. Wyprostowałam nogę chłopaka, a potem złapałam jego rękę. W lewym przedramieniu tkwił kawałek drewna, wielkości większego telefonu. Ratownicy w karetce, założyli wstępny opatrunek, ale krew dalej dała się bardzo szybko. Gdy przycisnęłam delikatnie palcami okolice rany, chłopak syknął.
- Boli go to nie widzisz?! - oburzyła się dziewczyna i wyszarpała jego rękę z mojego uścisku, przez co poruszyła kawałkiem drewna, powodując szybsze wykrwawianie się. Pielęgniarka od razu podeszła i zaczęła uciskać, delikatnie ranę.
- Opanuj się dziewczyno! - powiedziała wściekła. - Patrz co narobiłaś!
Spojrzała na mnie z zaciśniętymi zębami i czysta furią w oczach.
- Usiłuje mu pomóc, więc jeśli masz zamiar robić tutaj rzeczy, przez które jakiś pacjent może ucierpieć, będę musiała wyprosić cię ze szpitala, a jeśli nie posłuchasz, zostaniesz stąd wyrzucona przez ochronę!
Spojrzałam na parametry życiowe pacjenta. Ciśnienie troszkę spadło, a serce zaczęło nieznacznie szybciej bić. Przyjrzałam się chłopakowi, a potem zwróciłam się do drugiej pielęgniarki.
- Podać mu zastrzyk z morfiną i magnezem, a potem zabrać na salę zabiegową i podać środki znieczulające.
Wsadziłam latareczkę do kieszeni i odeszłam od łóżka, kierując do do stanowiska pielęgniarek. Poprosiłam jedną z nich o poinformowanie ochrony, ze dziewczyna przebywając a z poszkodowanym, okazuje oznaki agresji i trzeba się jej przyglądać. Gdy kobieta przytaknęła mi, poszłam do pokoju zabiegowego. Przygotowałam narzędzia do usunięcia drewna i zaszycia ran, a chwile potem na sale wszedł chłopak. Pielęgniarka pomogła mu usiąść na krześle zabiegowym. Poczekałam aż leki znieczulające zaczną działać, a potem zdecydowałam, że najpierw zajmę się raną w ręce.
***
Po godzinie, gdy i na ręce i na nodze chłopak miał już opatrunki, pielęgniarka pomogła mu usiąść na wózek inwalidzki. Zdjęłam rękawiczki i wyrzuciłam je do kosza.
- Przewieźcie go na sale obserwacji i podajcie kolejny zastrzyk z morfiną, gdy ból zacznie wracać.
- Dobrze pani doktor.
Nawet na chwilę nie spojrzałam na twarz chłopaka, tylko od razu wyszła,przytrzymując pielęgniarce drzwi, by mogła spokojnie wyjechać. W trakcie zszywania jego rany, dowiedziałam się, że spadł z konia. Chłopak spojrzał na mnie.
- Gdy pracownia tomograficzna będzie wolna, proszę zrobić badanie. To samo tyczy się pracowni rentgenowskiej - wskazałam ja jego rękę. - Wyniki, proszę przynieś mi do gabinetu.
- Po co tomografia? - spytał.
- Podejrzewam, że podczas upadku mogłeś dostać wstrząśnienia mózgu.
Nic więcej nie mówiąc skierowałam się do pokoju lekarskiego. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam na numer domowy w moim domu. Po trzech sygnałach Lucas odebrał.
- Możesz przyjechać do mnie do szpitala? - spytałam.
- Dlaczego? Coś się stało?
- Nie uwierzysz kto tu jest...
Usłyszałam jego ciche westchnienie.
- Jesteś głodna? Kupię coś po drodze.
- Sushi? - spytałam.
- Jasne.
Rozłączyłam się i weszłam do pokoju lekarskiego.



Cat? XD
Wybacz, ze ciągle piszę Victorią, ale... tak wyszło XD

czwartek, 6 lipca 2017

Od Cat c.d Lucasa

Całe dnie mijały... właśnie... jak one mijały? Nudno nie, raczej... monotonnie i smutno. Lucas nie dawał znaku życia, martwiłam się o niego. Jego rodzice podobnie, zgłosili już na policję, że długo nie wraca i szukali go. Również go szukałam. Byłam u każdego jego kolegi, koleżanki, znajomego - każdego którego znałam i u tych, do których przekierowali mnie ci, których znałam. Nikt nie wiedział, gdzie on jest lub po prostu, ktoś był ze mną nieszczery. Bezsilna wróciłam do domu, dzwoniłam do niego kilkaset raz, podobnej ilość wysłałam sms'ów. Czemu on nie może ze mną normalnie porozmawiać, tylko zachowuje się jak dziecko?
* . * . *
Rano przyszedł do mnie Archie i zaproponował, byśmy wspólnie zrobili sobie śniadanie. Zgodziłam się, bo i tak właśnie miałam coś przygotować. Chłopak był wcześniej na zakupach, ponieważ przyszedł z dwiema papierowymi torbami.
- Robimy śniadanie dla nas czy dla całej armii? - zaśmiałam się lekko widząc ilość jedzenia.
- Zobaczymy. - uśmiechnął się wyjmując wszystko.
Mieliśmy zrobić naleśniki z bananami, kroiłam banany, a on przygotowywał masę.
- Czym się martwisz? - spytał, spojrzałam na niego pytająco. - Przecież widzę.
- Mój chłopak... nie ma go od 3 dni, nie daje znaku życia... - zaczęłam i opowiedziałam mu całą historię.
- Nie martw się, jak kocha to wróci. - uśmiechnął się lekko.
- Właśnie nie wiem czy nadal kocha. - westchnęłam ciężko.
- Jeśli nie, jest strasznym idiotą. - złapał mnie lekko za podbródek.
Podałam mu już pokrojone w plasterki banany, on wrzucił je do masy. Wymieszał łyżką i nałożył pierwszego naleśnika na patelnię.
- Myślisz, że mi się uda? - spytał podnosząc patelnię.
Uśmiechnęłam się jedynie, chłopak podrzucił naleśnikiem i udało mu się. Zadowolony zrobił to ponownie, później jeszcze raz aż nagle naleśnik wylądował na ziemi i porwał go jego pies, który tu z nim przyszedł. Zaczęłam się śmiać widząc jego minę. [...] Zjedliśmy nasze naleśniki. Później za jego namową pojechaliśmy do stajni. Osiodłałam Noira i wprowadziłam go na halę.
- Nie bój się, jeśli będziesz się bała, nie przezwyciężysz tego. - powiedział spokojnie, nakładając mi na głowę kask. - Od razu skakać nie będziesz, ale trzeba dążyć do tego małymi kroczkami. - dodał.
Skinęłam głową i wsadziłam nogę w strzemię, po czym wsiadłam na grzbiet konia. Od razu zrobiło mi się gorąco a ręce zaczęły się trząść.
- Spokojnie, nie denerwuj się. - położył swoją dłoń na mojej, spojrzałam na niego. - Nic się nie dzieje. - uśmiechnął się lekko.
Skinęłam lekko głową. Siedziałam tak jakiś czas, dopóki się nie rozluźniłam. Last jakby rozumiejąc co się dzieje, spokojnie stał i nie łobuziakował. Mogłam nawet jeździć stępem. W końcu jednak zeszłam, nie mogliśmy się śpieszyć. Wtedy przyszła ta dziewczyna.
***
Kiedy odeszła, odwróciłam się do Archiego, który trzymał Noira za cuglę i głaskał go. Westchnęłam ciężko i podeszłam do nich.
- Nic już nie rozumiem. - westchnęłam.
- Samo się wyjaśni. - stwierdził. - Co powiesz na powolną przejażdżkę nad jezioro? - zaproponował.
- Umiesz jeździć? - lekko się zdziwiłem.
- Mój dziadek ma kilka koni, zawsze do niego przychodziłem. - uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniłam uśmiech i skinęłam głową, poszliśmy po jego konia.

wtorek, 4 lipca 2017

Od Lu Cd Cat

Trzy dni później...
Z samego ranka obudził mnie wspaniały zapach naleśników z czekoladą. Otwarłem uśmiechnięty oczy i usiadłem na kanapie, rozglądając się dookoła. Wnętrze domu Victorii było naprawdę piękne.  Czekoladowe ściany, złote zasłony, szara kanapa, meble w kolorach palonego drewna, pełno małych drobiazgów nadających temu miejscu wyjątkowości. Zsunąłem koc na bok, po czym wstałem i ruszyłem do kuchni. Gdy stanąłem w progu i oparłem się o futrynę, mogłem w spokoju obserwować brunetkę przy pracy. Krzątałam się w te i z powrotem szukając jakiś produktów.
- Pomóc ci? - spytałem i uśmiechnąłem się gdy na mnie spojrzała. Odwzajemniła gest i pokręciła przecząco głową.
- Hej.
-Na pewno? - spytałem i podszedłem do niej.
- Na pewno. Siadaj przy stole, za chwile dam ci śniadanie - powiedziała i popchnęła mnie w stronę stołu.
- Ok...
Usiadłem przy stole i oparłem się o ścianę. Victoria miała bardzo ładny widok przez okno. Jej dom był położony dość wysoko nad poziomem morza, więc mogła spokojnie obserwować to co dzieje się w okolicy. Zawsze zazdrościłem innym takiego życia...
- Smacznego - usłyszałem głos dziewczyny, więc podniosłem głowę i spojrzałem na nią. Postawiła mi talerz naleśników przed nosem i garnek roztopionej, mlecznej czekolady. Wróciła na chwile do blatu i przyniosła kolejne miseczki. W jednej były pokrojone truskawki, a w drugiej opiłki czekoladowe. Uśmiechnąłem się widząc takie pyszności.
- Jedz, dobrze ci zrobi - powiedziała zakładając płaszcz. - Ja jadę do miasta a potem do pracy, mam popołudniową zmianę.
Gdy trzy dni temu przyjechałem, powiedziała mi, że została chirurgiem w lokalnym szpitalu. Zawsze ja podziwiałem za swój upór i determinację. Od maleńkości marzyła o karierze lekarza, ale pochodziła z biednej rodziny, więc nie mogła iść do żadnej dobrej szkoły. Chciała uczyć się w liceum medycznym w stolicy, jednak była to szkoła prywatna i nie było jej stać. Mimo to, oglądała wiele filmów medycznych, przeczytała chyba każdą możliwą książkę związaną z medycyną. Zaczęła nawet pracować, żeby zarobić na studia. Sprzątała nawet u mnie w domu. Pod koniec trzeciej klasy, myślałem, że odpuściła z medycyną, że wyjedziemy gdzieś razem i będziemy razem już na zawsze. Tak się jednak nie stało. Wyjechała na upragnione studia, a ja zostałem sam. Straciłem z nią kontakt na te lata. W lato pojechałem na wakacje i poznałem Coopera i Brada. Oni z kolei poznali mnie z Willem i Sebastianem.
- Jasne - powiedziałem. - Tylko nikogo nie zabij.
Pacnęła mnie w ramię i zaśmiała się, wychodząc.


***
Perspektywa Victorii
Może to nie było zbyt dobre, że okłamałam Lucasa, ale musiała zobaczyć się z ta jego laską. Dowiedziałam się gdzie mieszka, więc od razu tam pojechałam. Zapukałam do drzwi i czekałam cierpliwie, aż ktoś otworzy mi drzwi. Gdy po chwili przede mną stanął jakiś mężczyzna, wywnioskowałam, że to jej tata.
- Dzień dobry panu, jest Catherine? - spytałam z uśmiechem.
- Nie... kim jesteś?
- Jestem jej stara koleżanką z podstawówki. Znalazłam ja na portalu społecznościowym i chciała się spotkać. Wie pan może gdzie jest?
- Pojechała do stajni. Możesz tam jechać - powiedział i uśmiechnął się.
- Dziękuję - również posłałam mu uśmiech i wróciłam do samochodu. Odpaliłam silnik i pojechałam. Lucas mówił mi, ze dziewczyna jeździ konno w lokalnej stadninie, podał mi nawet adres. Miałam szczęście, ze na drodze nie było korków, więc szybko tam dotarłam. Gdy wysiadłam oczy mężczyzn tam obecnych skierowały się na mnie. Spytałam pierwszego z nich, gdzie jest Catherine i gdy udzielił mi odpowiedzi, powiedział, ze mnie zaprowadzi. Doszliśmy do wielkiej hali i powiedział, żebym poczekała w szatni. Weszłam do środka i podeszłam do lustra. Spojrzałam na siebie. Krótkie spodenki, wysokie buty wiązane na całej długości, biały top kończący się nad pępkiem i skórzana kurtka.




Uśmiechnęłam się i spojrzałam na drzwi, gdy te się otwarły. Do środka weszła Catherine z jakimś chłopakiem. Spojrzałam na nią z kamiennym wyrazem twarzy i skrzyżowałam ręce na piersi. Spojrzała na mnie.
- Ty do mnie? - spytała, przyglądając mi się. - Znamy się?
- Jak śmiesz? - spytałam prosto z mostu, czując ogarniająca mnie wściekłość.
- Przepraszam, ale... nie rozumiem... - powiedziała z wahaniem.
- Nie ma go trzy dni, a ty już przygruchałaś sobie nowego? - parsknęłam śmiechem.- Nie masz w ogóle przyzwoitości?
- Przepraszam kim ty jesteś? - jej ton stał się bardziej obronny.
- Kimś, kto pomaga Lucasowi przejść przez bagno, w którym się znajduje. Nie musisz znać mojego imienia - zawahałam się przez chwilę, czy powiedzieć jej to co mam do powiedzenia; ostatecznie zrobiłam to. - Wiesz jaki był gdy zapukał do moich drzwi? Wiesz, jak bardzo za tobą tęskni? Może ukrywa to, ale co wieczór płacze z twojego powodu, bo cię kocha.
- Kim ty jesteś?!
- Ja? Jestem Victoria Timberlake i jestem byłą dziewczyną Lucasa - na moje słowa, dziewczyna momentalnie zbladła. Podeszłam do niej blisko - Mimo, że nie jesteśmy razem, ja nadal go kocham, więc radzę ci, ogarnij się dziewczyno, bo jeśli jeszcze raz cię zobaczę z tym kolesiem.... - nachyliłam się i wyszeptałam. - Stracisz Lucasa za zawsze...
Odsunęłam się i uśmiechnęłam do niej, po czym wyminęłam ja z zamiarem wyjścia, jednak złapała mnie mocno za rękę i obróciła w swoja stronę.
- Myślisz, ze się ciebie boję? Co mi niby zrobisz?
- Gdybyś się nie bała, twoja dłoń by się tak nie trzęsła. - wyrwałam się z jej uścisku i dodałam. - Lucas zobaczy jaka jesteś naprawdę. Ten chłopak to skarb, nie porzucaj go tak jak zrobiłam to ja... Dobrze ci radzę.
Odwróciłam się i wyszłam kierując się do auta. Wsiadłam za kierownicę i pojechałam do pracy.



Cat? ^^
Jeszcze masz nie wiedzieć gdzie on jest, więc nie śledź jej XD

sobota, 1 lipca 2017

Od Cat c.d Lu

Odjechałam stamtąd najszybciej jak mogłam, byłam na niego zła, nawet bardzo. Ale jak widać, nie zbyt się tym przejął. Ja wiem, że faceci to wieczne dzieci, ale żeby być aż tak głupim? Niewiele by potrzeba, aby wypadł z trasy i runął w przepaść. Przez moje zamyślenie, nie skupiłam się na drodze i nie zauważyłam faceta, który właśnie wchodził na ulicę. Zahamowałam w ostatniej chwili, jednak mężczyzna upadł. Przerażona szybko wyszłam z auta i podeszłam do niego. Żył - to najważniejsze. Siedział i trzymał się za rękę.
- Jejku, strasznie przepraszam! - klęknęłam przy nim. - Nic panu nie jest?! - spytałam szybko, przerażona.
Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko, po czym wyprostował się.
- Wszystko w porządku... nic takiego się nie stało. - stwierdził spokojnie.
- Boziu, ale na pewno? Może jednak zadzwonię po pogotowie?
- Proszę się tak nie denerwować, bo to zaraz ja będę musiał po nich dzwonić, bo Pani na zawał zejdzie. - zaśmiał się lekko i wstał.
Również wstałam i pomogłam zbierać mu jabłka, które wysypały mu się z torby, musiał wracać z zakupów.
- Jestem Archie. - podał mi wolną dłoń.
- Catherine. - lekko ją uścisnęłam.
- Może dasz się zaprosić na kawę, tak na odstresowanie? - zaproponował z uśmiechem.
- Przepraszam, to chyba nie najlepszy pomysł... - uśmiechnęłam się do niego przepraszająco.
- Nie taki nastrój... rozumiem. To może zapiszę ci swój numer, jak będziesz miała może ochotę napiszesz do mnie? - zaproponował.
- No... w porządku. - skinęłam głową i podałam mu swój telefon.
Wbił mi swój numer i zapisał jako "Archie ten, którego potrąciłaś ;)", oddał mi urządzenie a ja schowałam je z powrotem do kieszeni.
- Podwieźć cię gdzieś? - zaproponowałam.
- Nie trzeba, mieszkam niedaleko. - machnął lekko ręką. - Liczę, że się odezwiesz. - uśmiechnął się.
- Przepraszam jeszcze raz. - westchnęłam lekko.
- Nie ma sprawy. - pogłaskał mnie lekko po ramieniu.
Uśmiechnęłam się lekko, on odszedł a ja wsiadłam do auta i wróciłam do domu. Tam, zadzwoniłam do rodziców Lucasa powiedzieć im o tym, co mu strzeliło do głowy. Będąc zmęczona natłokiem wydarzeń dzisiejszego dnia, będąc w sypialni rzuciłam się na łóżko i niemal od razu zasnęłam.
***
Rano, kiedy Lucas nie odbierał poszłam do jego domu, zapukałam do drzwi, otworzyła mi jego mama.
- Cześć Cat. - uśmiechnęła się.
- Dzień dobry, jest Lucas? - spytałam odwzajemniając uśmiech.
- Nie ma, pojechał... sama nie wiem gdzie. - westchnęła a ja zmarszczyłam lekko brwi. Kobieta opowiedziała mi wszystko, co działo się o poranku. Również westchnęłam. - Nie wiem co się dzieje z tym chłopakiem...
- Ja też nie, nie chce mi powiedzieć, o co chodzi. - przejechałam dłonią po policzku. - Ale nie będę za nim biegać, jeśli chce, abym się od niego odczepiła... - westchnęłam.
- Przykro mi. - spojrzała na mnie smutno.
- Mi również. - pogłaskałam ją po ramieniu. - Do widzenia.
Wróciłam na drogę, prowadzącą do mojego domu, idąc w ciszy w końcu wyciągnęłam telefon i zaczęłam szukać numeru Archiego. Uśmiechnęłam się lekko widząc, jak się zapisał. Zadzwoniłam do niego.
- Archie?
- Cat? - usłyszałam radość w jego głowie. - A jednak. - zaśmiał się.
- To jak, ta kawa aktualna? - spytałam.
- No jasne że tak, podasz mi swój adres? Podjadę po ciebie. - zaproponował.
Przytaknęłam i podałam mu swój adres, kiedy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i przebrałam się, a od razu po tym usłyszałam dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się i poszłam otworzyć, był to Archie.
- Hej, gotowa? - uśmiechnął się.
- Pewnie. - odwzajemniłam gest.
Wyszłam z domu, zamykając drzwi i zakluczając je. Podeszliśmy do auta chłopaka. Otworzył mi drzwi, a kiedy wsiadłam, zamknął je za mną i zajął swoje miejsce. Pojechaliśmy do jednej z najlepszych kawiarni w mieście. Zamówiliśmy sobie kawę i po kawałku ciasta, zajęliśmy wolny stolik. To jest tylko kawa z chłopakiem, którego o mało wczoraj nie zabiłam, a Lucasa wywiało nie wiadomo gdzie i jak widać nie chce ciągnąć naszego związku dalej, niby dla mojego dobra.

Od Lu Cd Cat

Gdy wyścig miał się już ku końcowi, a ja pokonywałem ostatnia prostą, zobaczyłem że przy chłopakach stoi Cat. Tak jak było wcześniej omówione zatrzymałem samochód bokiem do kierunku jazdy. Wyłączyłem silnik i wyszedłem z pojazdu. Spojrzałem szybko na opony i stwierdziwszy, że wszystko z nimi w porządku zacząłem iść z uśmiechem w stronę Coopera co chwila kierując w jego stronę krótkie 'Wygrałem'. James pokręcił z rozbawieniem głową i skrzyżował ręce na piersi. Podszedłem do Cat i przywitałem się.
- Hej Cat - powiedziałem i zbliżyłem się z zamiarem pocałowania jej, jednak uniemożliwiła mi to.
- Normalny jesteś? - spytała spokojnie jednak w jej głosie można było dostrzec nutkę zdenerwowania. Tylko nutkę. Maluteńką.
- O co ci chodzi? - zmarszczyłem lekko brwi przyglądając się jej uważnie
- O to wszystko! Chcesz się zabić?! - krzyknęła i wskazała palcem na samochód.
- Cat, nie przesadzaj. - wywróciłem oczami. Czy ona nie rozumie, ze mężczyźni potrzebują takiej rozrywki? Nie będę siedział całe dnie i oglądał komedii romantycznych.
- Nie przesadzaj? - parsknęła ironicznym śmiechem. - Piłeś coś?
Jeszcze nie... ale kto wie co się wydarzy jak Cooper dorwie flaszkę...
- Catty noo. - zrobiłem słodką minę i nachyliłem się, żeby ja przytulić, jednak dziewczyna odsunęła się w bok przez co zamiast niej przytuliłem powietrze. Dziewczyna westchnęła i ruszyła wkurzona w stronę swojego auta, mijając po drodze mojego Chevroleta, po którym przeleciała tylko wzrokiem
- Uuuu, zjebałeś stary. - powiedział Brad, a chłopacy zaczęli się śmiać i buczeć. Wzruszyłem tylko ramionami i oparłem się o barierkę. Dziewczyna wsiadła do samochodu i nie spojrzawszy nawet w lusterko odjechała. Podszedłem do samochodu Coopera w którym zostawiłem wcześniej komórkę i wyjąłem ja ze schowka. Podszedłem do chłopaków.
- Co chcesz zrobić? - spytał Sebastian.
- Odpocząć - powiedziałem i rzuciłem telefon jak najdalej w przepaść. Wszyscy spojrzeli na mnie z szeroko otwartymi oczami, ale nic nie powiedzieli. - Jedziemy do klubu?
- Jasne - powiedzieli jeden po drugim. Zabrałem ze sobą Willa i Sebastiana, a Brad pojechał z Cooperem. Tym razem bez ścigania zjechaliśmy na sam dół i skierowaliśmy się do miasta. Po drodze, żaden z nas się nie odezwał. A może mówili tylko ja po prostu ich nie słyszałem? Mniejsza o to. Jeśli moje zachowanie sprawi, ze Cat odsunie się ode mnie... to złamie mi serce, jednak będę wiedział, że nie zrobię jej krzywdy. Może to głupie z moje strony, ale... każdy sposób ochrony Cat jest dobry, jeśli tylko będzie bezpieczna. Gdy w końcu zaparkowałem przed klubem nocnym przerywając moje przemyślenia, nabrałem wyjątkowej ochoty na whisky. Wyszliśmy i gdy tylko weszliśmy do klubu, zamówiłem sobie całą butelkę. Usiadłem z chłopakami przy stoliku . Cooper i Will zamówili piwo, Brad wódkę, a Sebastian jakiegoś drinka, którego nazwy nie potrafię wymówić. Podczas gdy oni delektowali się alkoholem, jak piłem go jak zwykłą wodę.


Siedzieliśmy w ciszy obserwując jakieś panienki tańczące na rurach. Moi towarzysze byli wyraźnie podnieceni widząc kształty tych kobiet. Wielkie, jędrne piersi i zgrabne pośladki. Gdybym nie miał mojej Cat już połasiłbym się na jedną z tych tancerek.Teraz natomiast patrzyłem się w stół kompletnie ignorując otoczenie. Gdy jakaś blondynka podeszła do nas, od razu zabrała Coopera na środek parkietu i zaczęła z nim tańczyć. Muzyka grała jakieś klubowe hity, włączona na pełny regulator, sprawiając, ze gdy wyjdzie się z klubu, będzie się głuchym przez pewien czas. Westchnąłem cicho i wziąłem kolejny łyk trunku. (...) Wyszedłem z klubu jakoś po drugiej w nocy. Chłopcy chcieli się jeszcze bawić, jednak ja miałem już dosyć. Alkohol sprawił, ze mój stan psychiczny zamiast się polepszyć, spadł diametralnie w dół, przez co w kącikach moich oczu nagrodziły się łzy. Chwiejnym wzrokiem podszedłem do samochodu i wsiadłem do niego. Włożyłem kluczyki do stacyjki, ale zanim ruszyłem zakryłem twarz dłońmi i oparłem się o kierownicę. Wziąłem kilka głębszych wdechów i przekręciłem kluczyki.Nigdy jeszcze nie jeździłem po pijaku, ale wiedziałem jedno. Będzie to niesamowite wyzwanie. Może po jednej butelce whisky jeszcze dałbym radę, ale gdy wypiliśmy kilka a może kilkanaście kolejek wódki, już takie proste to nie będzie. Dobrze, ze mój dom jest kilka przecznic dalej. Nie miałem zamiaru się spieszyć i mimo że byłem pijany, wiedziałem, ze mogę spowodować wypadek. Mimo to musiałem się jakoś dostać do domu. Odpaliłem wóz i wjechałem na drogę, ale widząc rozmazujący się obraz wiedziałem, ze nie będzie lekko. Ruszyłem powoli do przodu, co jakiś czas starając się w miarę sił wytrzeźwieć. Kilka minut później byłem już w domu dumny z siebie, ze nikomu nic złego nie zrobiłem. Wyszedłem z pojazdu i zdziwiony stwierdziłem, ze światła w salonie jeszcze się palą. Zamknąłem wóz i wszedłem do domu. Od razu na wejściu powitała mnie cała zestresowana mama.
- Lucas gdzieś ty był?! Wiesz która jest godzina?! Dlaczego nie odbierasz telefonu?! - powiedziała biorąc ode mnie kluczyki.
- Zgubiłem... go... - zacząłem, ale momentalnie poczułem, że mnie mdli. Moja mama należała do bardzo dociekliwych osób, jednak miałem nadzieje, że łyknęła bajeczkę o zgubionym telefonie.
- Jesteś pijany? - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie. Zatoczyłem się do tyłu i musiałem oprzeć się o ścianę, żeby się nie wywalić. - Ile ty wypiłeś?
- Oj tam... - powiedziałem i chciałem ja wyminąć, żeby wejść na górę, jednak złapała mnie. - Puść mnie... no puść... Chce ... spać...
Wyszarpnąłem rękę z jej uścisku i zacząłem wchodzić po schodach. Nigdy bym nie przypuszczał, że zwykłe wchodzenie po schodach może być jak wspinaczka na Mount Everest. Jednak gdy tylko dotarłem na górę, wszedłem do pokoju i opadłem na łóżko niemalże od razu zasypiając.


***


Gdy rano do moich powiek w końcu dotarły pierwsze przebłyski jasnego światła, a sen na dobre zaczął ustępować, otwarłem leniwie jedno oko i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Usiadłem powoli i złapałem się za boląca głowę starając sobie przypomnieć wszystko co działo się poprzedniego dnia, z marnym skutkiem jednak. Wstałem, zabrałem z szafy ubrania i poszedłem wziąć prysznic. Puściłem lodowatą wodę, żeby ostatecznie pozbyć się kaca i się rozbudzić. Gdy wyszedłem spod prysznica i się wysuszyłem ubrałem się i zszedłem na dół. Zobaczyłem mamę krzątająca się w kuchni i przygotowującą jakieś ciasto. Pewnie babcia przyjedzie, dlatego tak się stara. Minąłem ją i włączyłem czajnik z zamiarem zrobienia sobie kawy, ale mama od razu go wyłączyła.
- Co robisz? - spytałem ledwo przytomny. Kobieta spojrzała na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Dopiero co wpakowałeś w siebie masę alkoholu, więc nie pozwolę ci pic do tego jeszcze kawy. Na stole jest sok pomarańczowy i kanapki. Zjedz coś i napij się.
Westchnąłem i snując się podszedłem do stołu. Nabrałem na talerz kilka kanapek i zabrawszy szklankę soku poszedłem usiąść na kanapę. Włączyłem telewizor i puściłem jakiś mecz. Ugryzłem kanapkę i zacząłem przeżuwać.
- Mówiłem, ze wróci jak zgłodnieje - usłyszałem za sobą rozbawiony głos ojca. Odwróciłem się i rzuciłem w niego poduszką. - Bez przemocy Lucas! - zaśmiał się i podszedł do mamy, a ja wróciłem do jedzenia. Jednak nie dano mi długo delektować się smakiem kanapek mojej mamy, ponieważ po krótkiej chwili obok mnie usiedli rodzice i wyłączyli telewizor. Wiedziałem, że nie ma sensu się o to rzucać, więc dalej patrzyłem pustym wzrokiem w czarny ekran i zajadałem śniadanie.
- Catherine dzwoniła do nas wczoraj i mówiła, że urządziliście sobie wyścig w górach. Lucas powiedz mi czy to prawda? - spytał ojciec.
- A i owszem - powiedziałem jakby była to najzwyklejsza rzecz w świecie.. Tata westchnął i zaczął mówić dalej.
- Twoi koledzy mówili, że bardzo dużo wypiłeś, ale to akurat wiemy - powiedział. - Wytłumacz mi tylko, dlaczego to robisz? Nie przyszło ci na myśl, ze się martwimy> Ze Catherine się martwi? Pomyślałeś chociaż o niej?
- Ale ja to właśnie robię dla niej! - wrzasnąłem i wstałem gwałtownie, przez co talerz wylądował na ziemi.
- Jak to robisz to dla niej? - spytała mama.
- Nie rozumiecie, ze im dalej od niej jestem tym mniejsza szansa, ze mi znowu odwali?! - powiedziałem i znowu poczułem jak moje alter ego dochodzi do głosu. - Chcę, żeby myślała o mnie jak o nieodpowiedzialnym gnojku! Chcę, żeby się ode mnie oddaliła, wtedy nie zrobię jej krzywdy!
Tak! TAK!!! Trzymaj tak dalej! Wrzeszcz dalej! Tak jest! Wyduś to z siebie! 
- W taki sposób tylko ja ranisz - powiedziała mama.
- Ona się o ciebie martwi... - dopowiedział tata. - Nie chronisz jej w ten sposób..
- Nie?! To jak mam ja chronić?! JAK?!
- Lucas... - mama usiłowała mnie uspokoić.
- NIE! Jeżeli nie podoba wam się mój sposób ochrony to zamknijcie mnie w psychiatryku!
Odwróciłem się i pobiegłem do drzwi. Zabrałem kluczyki i wyszedłem z domu. Dopiero teraz w świetle dnia mogłem zobaczyć jak krzywo zaparkowałem dzisiejszej nocy. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik. Odjechałem, zanim ojciec zdążył mnie złapać. Nie miałem pojęcia gdzie jechać, ale musiałem się u kogoś zatrzymać. Zniknąć na parę dni... I już nawet wiedziałem gdzie pojadę. (...) Gdy zapukałem do drzwi rozejrzałem się po okolicy, czy przypadkiem ktoś za mną nie jechał. Była to raczej spokojna i cicha okolica, oddalona od centrum (gdzie mieszkam) o jakieś 100 kilometrów.  Westchnąłem i spojrzałem na drzwi gdy te się otworzyły. Spojrzałem na bardzo ładną brunetkę.
- Lucas? - spytała zdziwiona i spojrzała na mnie. - Co ty tu robisz? Przecież miesz...


Nie dałem jej dokończyć, tylko od razu ja przytuliłem. Victoria była w liceum moją dziewczyną. Bardzo ją kochałem, spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu. Jednak gdy wyjechała na studia zerwaliśmy. Zostaliśmy przyjaciółmi. Zawsze mogłem na nią liczyć.
- Mogę u ciebie zostać na kilka dni... - zacząłem pociągając nosem. - Proszę...
- Jasne... - powiedziała i pogłaskała mnie po włosach. - Już spokojnie...
Zawsze ceniłem w niej to, ze nie pytała na siłę co komu dolega tylko pomagała, gdy ktoś ją o to prosił. Już zapomniałem dlaczego tak cierpiałem po rozstaniu z nią i zacząłem sobie przypominać jak bardzo za nią tęskniłem. Odsunąłem się od niej, i gdy weszliśmy do środka, zrobiła mi kawę, a gdy usiedliśmy na kanapie zacząłem jej opowiadać całą historię.



Cat? XD
1643 specjalnie dla ciebie xd
Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X