Odjechałam stamtąd najszybciej jak mogłam, byłam na niego zła, nawet bardzo. Ale jak widać, nie zbyt się tym przejął. Ja wiem, że faceci to wieczne dzieci, ale żeby być aż tak głupim? Niewiele by potrzeba, aby wypadł z trasy i runął w przepaść. Przez moje zamyślenie, nie skupiłam się na drodze i nie zauważyłam faceta, który właśnie wchodził na ulicę. Zahamowałam w ostatniej chwili, jednak mężczyzna upadł. Przerażona szybko wyszłam z auta i podeszłam do niego. Żył - to najważniejsze. Siedział i trzymał się za rękę.
- Jejku, strasznie przepraszam! - klęknęłam przy nim. - Nic panu nie jest?! - spytałam szybko, przerażona.
Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko, po czym wyprostował się.
- Wszystko w porządku... nic takiego się nie stało. - stwierdził spokojnie.
- Boziu, ale na pewno? Może jednak zadzwonię po pogotowie?
- Proszę się tak nie denerwować, bo to zaraz ja będę musiał po nich dzwonić, bo Pani na zawał zejdzie. - zaśmiał się lekko i wstał.
Również wstałam i pomogłam zbierać mu jabłka, które wysypały mu się z torby, musiał wracać z zakupów.
- Jestem Archie. - podał mi wolną dłoń.
- Catherine. - lekko ją uścisnęłam.
- Może dasz się zaprosić na kawę, tak na odstresowanie? - zaproponował z uśmiechem.
- Przepraszam, to chyba nie najlepszy pomysł... - uśmiechnęłam się do niego przepraszająco.
- Nie taki nastrój... rozumiem. To może zapiszę ci swój numer, jak będziesz miała może ochotę napiszesz do mnie? - zaproponował.
- No... w porządku. - skinęłam głową i podałam mu swój telefon.
Wbił mi swój numer i zapisał jako "Archie ten, którego potrąciłaś ;)", oddał mi urządzenie a ja schowałam je z powrotem do kieszeni.
- Podwieźć cię gdzieś? - zaproponowałam.
- Nie trzeba, mieszkam niedaleko. - machnął lekko ręką. - Liczę, że się odezwiesz. - uśmiechnął się.
- Przepraszam jeszcze raz. - westchnęłam lekko.
- Nie ma sprawy. - pogłaskał mnie lekko po ramieniu.
Uśmiechnęłam się lekko, on odszedł a ja wsiadłam do auta i wróciłam do domu. Tam, zadzwoniłam do rodziców Lucasa powiedzieć im o tym, co mu strzeliło do głowy. Będąc zmęczona natłokiem wydarzeń dzisiejszego dnia, będąc w sypialni rzuciłam się na łóżko i niemal od razu zasnęłam.
***
Rano, kiedy Lucas nie odbierał poszłam do jego domu, zapukałam do drzwi, otworzyła mi jego mama.
- Cześć Cat. - uśmiechnęła się.
- Dzień dobry, jest Lucas? - spytałam odwzajemniając uśmiech.
- Nie ma, pojechał... sama nie wiem gdzie. - westchnęła a ja zmarszczyłam lekko brwi. Kobieta opowiedziała mi wszystko, co działo się o poranku. Również westchnęłam. - Nie wiem co się dzieje z tym chłopakiem...
- Ja też nie, nie chce mi powiedzieć, o co chodzi. - przejechałam dłonią po policzku. - Ale nie będę za nim biegać, jeśli chce, abym się od niego odczepiła... - westchnęłam.
- Przykro mi. - spojrzała na mnie smutno.
- Mi również. - pogłaskałam ją po ramieniu. - Do widzenia.
Wróciłam na drogę, prowadzącą do mojego domu, idąc w ciszy w końcu wyciągnęłam telefon i zaczęłam szukać numeru Archiego. Uśmiechnęłam się lekko widząc, jak się zapisał. Zadzwoniłam do niego.
- Archie?
- Cat? - usłyszałam radość w jego głowie. - A jednak. - zaśmiał się.
- To jak, ta kawa aktualna? - spytałam.
- No jasne że tak, podasz mi swój adres? Podjadę po ciebie. - zaproponował.
Przytaknęłam i podałam mu swój adres, kiedy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i przebrałam się, a od razu po tym usłyszałam dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się i poszłam otworzyć, był to Archie.
- Hej, gotowa? - uśmiechnął się.
- Pewnie. - odwzajemniłam gest.
Wyszłam z domu, zamykając drzwi i zakluczając je. Podeszliśmy do auta chłopaka. Otworzył mi drzwi, a kiedy wsiadłam, zamknął je za mną i zajął swoje miejsce. Pojechaliśmy do jednej z najlepszych kawiarni w mieście. Zamówiliśmy sobie kawę i po kawałku ciasta, zajęliśmy wolny stolik. To jest tylko kawa z chłopakiem, którego o mało wczoraj nie zabiłam, a Lucasa wywiało nie wiadomo gdzie i jak widać nie chce ciągnąć naszego związku dalej, niby dla mojego dobra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.