czwartek, 6 lipca 2017

Od Cat c.d Lucasa

Całe dnie mijały... właśnie... jak one mijały? Nudno nie, raczej... monotonnie i smutno. Lucas nie dawał znaku życia, martwiłam się o niego. Jego rodzice podobnie, zgłosili już na policję, że długo nie wraca i szukali go. Również go szukałam. Byłam u każdego jego kolegi, koleżanki, znajomego - każdego którego znałam i u tych, do których przekierowali mnie ci, których znałam. Nikt nie wiedział, gdzie on jest lub po prostu, ktoś był ze mną nieszczery. Bezsilna wróciłam do domu, dzwoniłam do niego kilkaset raz, podobnej ilość wysłałam sms'ów. Czemu on nie może ze mną normalnie porozmawiać, tylko zachowuje się jak dziecko?
* . * . *
Rano przyszedł do mnie Archie i zaproponował, byśmy wspólnie zrobili sobie śniadanie. Zgodziłam się, bo i tak właśnie miałam coś przygotować. Chłopak był wcześniej na zakupach, ponieważ przyszedł z dwiema papierowymi torbami.
- Robimy śniadanie dla nas czy dla całej armii? - zaśmiałam się lekko widząc ilość jedzenia.
- Zobaczymy. - uśmiechnął się wyjmując wszystko.
Mieliśmy zrobić naleśniki z bananami, kroiłam banany, a on przygotowywał masę.
- Czym się martwisz? - spytał, spojrzałam na niego pytająco. - Przecież widzę.
- Mój chłopak... nie ma go od 3 dni, nie daje znaku życia... - zaczęłam i opowiedziałam mu całą historię.
- Nie martw się, jak kocha to wróci. - uśmiechnął się lekko.
- Właśnie nie wiem czy nadal kocha. - westchnęłam ciężko.
- Jeśli nie, jest strasznym idiotą. - złapał mnie lekko za podbródek.
Podałam mu już pokrojone w plasterki banany, on wrzucił je do masy. Wymieszał łyżką i nałożył pierwszego naleśnika na patelnię.
- Myślisz, że mi się uda? - spytał podnosząc patelnię.
Uśmiechnęłam się jedynie, chłopak podrzucił naleśnikiem i udało mu się. Zadowolony zrobił to ponownie, później jeszcze raz aż nagle naleśnik wylądował na ziemi i porwał go jego pies, który tu z nim przyszedł. Zaczęłam się śmiać widząc jego minę. [...] Zjedliśmy nasze naleśniki. Później za jego namową pojechaliśmy do stajni. Osiodłałam Noira i wprowadziłam go na halę.
- Nie bój się, jeśli będziesz się bała, nie przezwyciężysz tego. - powiedział spokojnie, nakładając mi na głowę kask. - Od razu skakać nie będziesz, ale trzeba dążyć do tego małymi kroczkami. - dodał.
Skinęłam głową i wsadziłam nogę w strzemię, po czym wsiadłam na grzbiet konia. Od razu zrobiło mi się gorąco a ręce zaczęły się trząść.
- Spokojnie, nie denerwuj się. - położył swoją dłoń na mojej, spojrzałam na niego. - Nic się nie dzieje. - uśmiechnął się lekko.
Skinęłam lekko głową. Siedziałam tak jakiś czas, dopóki się nie rozluźniłam. Last jakby rozumiejąc co się dzieje, spokojnie stał i nie łobuziakował. Mogłam nawet jeździć stępem. W końcu jednak zeszłam, nie mogliśmy się śpieszyć. Wtedy przyszła ta dziewczyna.
***
Kiedy odeszła, odwróciłam się do Archiego, który trzymał Noira za cuglę i głaskał go. Westchnęłam ciężko i podeszłam do nich.
- Nic już nie rozumiem. - westchnęłam.
- Samo się wyjaśni. - stwierdził. - Co powiesz na powolną przejażdżkę nad jezioro? - zaproponował.
- Umiesz jeździć? - lekko się zdziwiłem.
- Mój dziadek ma kilka koni, zawsze do niego przychodziłem. - uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniłam uśmiech i skinęłam głową, poszliśmy po jego konia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X