- Cat... wszystko w porządku? - zapytał, najwyraźniej myślał, że Lucas trzyma mnie siłą przy sobie.
- Archie, co tu robisz? - odsunęłam się od Lucasa, posyłając mu jeszcze przepraszające spojrzenie i podeszłam do Archiego.
- Przyniosłem sushi, myślałem że może pójdziemy do parku i zjemy. - wyjaśnił patrząc na mnie, jednak co chwilę uciekał wzrokiem na Lucasa.
- Dobry pomysł, ale widzisz... nie zbyt mogę. Może innym razem? - spytałam powoli pchając go w stronę drzwi.
- Innym razem? - wtrącił Lucas podchodząc do nas. Spojrzałam na niego, widziałam gniew w jego oczach. Westchnęłam ciężko.
- Spokojnie, ty mogłeś mieć przyjaciółkę to ja też mogę mieć przyjaciela. Nie popadajmy w paranoje. - powiedziałam spokojnie, czując narastające spięcie. - Lucas, chyba mi ufasz? - złapałam go za rękę.
- Tobie może i tak, ale jemu nie. - odparł chłodno.
- A ja za to nie ufam tobie, wiem, że ją skrzywdzisz. - warknął na niego.
- Nic bym jej nie zrobił! - fuknął i popchnął Archiego.
Chłopak spojrzał na mnie a później na Lucasa.
- No i co ty robisz, nie widzisz że zaraz zacznie się ciebie bać? - spytał z wyrzutem.
- Stop! Jeśli zaraz się nie uspokoicie, oboje stąd wyjdziecie! - teraz to ja krzyknęłam, mając już tego dość.
Widząc że Lucas nic sobie z tego nie zrobił wypchnęłam z domu pierw jego, a później Archiego. Miałam już gdzieś czy się pozabijają, czy też nie. Niech robią co chcą. Poszłam do łazienki wziąć prysznic, chciałam się jakoś uspokoić. Zaraz po tym włosy splotłam w kucyka i ubrałam w strój do jazdy.


- Rzeczywiście, dość ciężka sprawa. - stwierdziła po chwili, gdy wysłuchała całej opowieści.
- Tym bardziej, że nie chcę zostawiać Archiego. Jakby nie było... to on mi pomógł wrócić do zdrowia, przełamał mój lęk przed dalszą jazdą, był przy mnie gdy byłam w rozsypce. Wyjdę na niezłą sukę, gdy tak po prostu się od niego odwrócę. - westchnęłam.
- A z drugiej strony jest Lucas, który wkurza się, gdy tylko jakiś facet kręci się koło ciebie. Ciężka sytuacja... - przyznała.
- Właśnie. - popuściłam wody Noir'owi, aby mógł swobodnie iść.
- Ale to jest nie sprawiedliwe, facet może mieć koleżanki i nie uważa to za nic złego, ale dziewczyna nie może mieć przyjaciela, bo już że zdradza czy coś.
- Dokładnie, tak samo jak facet prześpi się z dziewczyną na imprezie, to wiesz, jest super, a jak dziewczyna prześpi się z chłopakiem, to od razu się puszcza. - wywróciłam oczami zirytowana.
- Ciężki nasz los. - parsknęła śmiechem. - Na twoim miejscu nie rezygnowałabym z przyjaźni. W końcu nie robisz nic złego, Lucas musi to zaakceptować.
- Obawiam się, że przez to nam nie wyjdzie. - mruknęłam patrząc przed siebie.
- Stara, nie możesz trzymać go przy sobie na siłę. Nie możesz zmieniać wszystkiego, co mu się nie spodoba. Musi cię akceptować, twoich znajomych... w przeciwnym razie taki związek nie będzie miał sensu.
Lekko skinęłam głową, trochę racji miała. Powinniśmy siebie nawzajem akceptować, w końcu nie można zamykać się tylko na jedną osobę. Nie będę przecież też uciekała przed każdą rozmową z płcią przeciwną tylko dlatego, że mój chłopak może się wkurzyć... to trochę chore.
Do domu wróciłam późnym popołudniem, niedługo miał być zachód słońca. Rozsiodłałam konia i poszłam się przebrać, następnie przypięłam do obroży Mike'a smycz i wyszliśmy z domu. Nie chciałam tu siedzieć, za dużo bym myślała. Zarzuciłam rączkę od smyczy na nadgarstek, aby móc zakluczyć drzwi. Kiedy zmierzałam w stronę furtki, zauważyłam zmierzającego w moją stronę Lucasa.
- Idę na plażę na zachód słońca. - powiedziałam uprzedzając jego pytanie. - Idziesz ze mną czy chcesz tu stać? - patrzałam na niego.
Lucas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.