Gdy tylko pierwsza łza pojawiła się na twarzy Cat, niemalże od razu wytarłem ją kciukiem. Złapałem jej policzki dłońmi, po czym nachyliłem się i ją pocałowałem. Ta jednak mnie odepchnęła.
- Coś się stało? - spytałem przekrzywiając głowę niczym mały szczeniaczek słuchający swojego pana.
- Co ona tu robi? - powiedziała pociągając nosem. - Musisz tu z nią przyjeżdżać, wiedząc, że jej nienawidzę?
- Catty... - powiedziałem i spojrzałem na nią błagalnie. - Porozmawiajmy.
Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Złapałem ją za rękę i odprowadziłem do kanapy.
- O czym chcesz rozmawiać?
- Co się dzieje między tobą i Victorią?
- Pytasz bo nie wiesz? - prychnęła.
- Tak. Dlaczego taka dla niej jesteś?
- Ja dla niej?! Żartujesz sobie?! - spojrzałem na nią pytającym wzrokiem. - Ona jest dla mnie okropna! Wyzywa mnie, specjalnie utrudnia kontakt z tobą, nawet mnie nadepnęła wczoraj!
- Victoria taka nie jest... Nie znasz jej...
- Nie? Zdążyłam ją już wystarczająco poznać!
- Nie Catty... Nie znasz jej. Nie wiesz jaka jest. Zawsze mi pomagała, była dla mnie okopą, pocieszała mnie...
- W łóżku? - spytała oburzona.
- Catherine! To, że byliśmy kiedyś razem nie znaczy, że ze sobą spaliśmy! - powiedziałem podniesionym głosem. - Masz mnie za takiego, który z każdą idzie do łóżka?
- Victorię mam za taką, która pcha się do łóżka zajętych facetów...
- Dosyć! - krzyknąłem wstając. - Victoria to moja przyjaciółka i nie pozwolę ci jej obrażać! Jest dla mnie jak siostra!
Wyszedłem z jej domu trzaskając drzmiami i wszedłem do auta Victorii.
- Jedź - powiedziałem do niej widząc Cat wybiegającą z domu. Victoria posłusznie odjechała z piskiem opon i skierowała się do szpitala. - Niepotrzebnie prosiłem cię, żebyś pomogła mi się wymknąć...
- Mówiłam ci jaka jest... - odparła, a ja śpuściłem wzrok, by nie widziała moich łez.
Cat?
- Coś się stało? - spytałem przekrzywiając głowę niczym mały szczeniaczek słuchający swojego pana.
- Co ona tu robi? - powiedziała pociągając nosem. - Musisz tu z nią przyjeżdżać, wiedząc, że jej nienawidzę?
- Catty... - powiedziałem i spojrzałem na nią błagalnie. - Porozmawiajmy.
Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Złapałem ją za rękę i odprowadziłem do kanapy.
- O czym chcesz rozmawiać?
- Co się dzieje między tobą i Victorią?
- Pytasz bo nie wiesz? - prychnęła.
- Tak. Dlaczego taka dla niej jesteś?
- Ja dla niej?! Żartujesz sobie?! - spojrzałem na nią pytającym wzrokiem. - Ona jest dla mnie okropna! Wyzywa mnie, specjalnie utrudnia kontakt z tobą, nawet mnie nadepnęła wczoraj!
- Victoria taka nie jest... Nie znasz jej...
- Nie? Zdążyłam ją już wystarczająco poznać!
- Nie Catty... Nie znasz jej. Nie wiesz jaka jest. Zawsze mi pomagała, była dla mnie okopą, pocieszała mnie...
- W łóżku? - spytała oburzona.
- Catherine! To, że byliśmy kiedyś razem nie znaczy, że ze sobą spaliśmy! - powiedziałem podniesionym głosem. - Masz mnie za takiego, który z każdą idzie do łóżka?
- Victorię mam za taką, która pcha się do łóżka zajętych facetów...
- Dosyć! - krzyknąłem wstając. - Victoria to moja przyjaciółka i nie pozwolę ci jej obrażać! Jest dla mnie jak siostra!
Wyszedłem z jej domu trzaskając drzmiami i wszedłem do auta Victorii.
- Jedź - powiedziałem do niej widząc Cat wybiegającą z domu. Victoria posłusznie odjechała z piskiem opon i skierowała się do szpitala. - Niepotrzebnie prosiłem cię, żebyś pomogła mi się wymknąć...
- Mówiłam ci jaka jest... - odparła, a ja śpuściłem wzrok, by nie widziała moich łez.
Cat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.