Taki jest? W porządku. Stoi po stronie koleżanki a nie po dziewczyny. W porządku. Niech nie myśli że wiecznie będę za nim latać. Wróciłam wkurzona wróciłam do domu i skończyłam robienie naleśników. Zjadłam tylko jednego, na więcej nie miałam ochoty. Na nic już nie miałam ochoty. Spieprzony poranek. Jeszcze udawał że nie wie o co chodzi. Co za dupek. Nie chcę tego ale wydaje mi się, że to nasz koniec. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, poszłam otworzyć - przyszedł Archie.
- Mmm, czyżby to pachną tak twoje cudowne naleśniki? - spytał z uśmiechem, dając mi torbę z warzywami i owocami.
Po tym jak strasznie schudłam i prawie miałam próbę samobójczą to on się mną opiekował. Dbał abym regularnie i zdrowo jadła. Był ze mną praktycznie cały czas, bardzo mnie wspierał. Gdyby nie on, nie byłoby mnie już tutaj.
- Owszem, są w kuchni. Możesz zjeść wszystkie. - wzięłam od niego siatkę.
Poszliśmy do kuchni, chłopak usiadł na wysokim krzesełku przy wyspie i zabrał się za jedzenie. Włożyłam owoce i warzywa do lodówki.
- Co się stało? - spytał najwyraźniej widząc moją złość i smutek.
- Nie ważne. - mruknęłam zamykając lodówkę i usiadłam po drugiej stronie wyspy, biorąc łyk soku pomarańczowego.
- No tak, mój błąd. Głupie pytanie. Na pewno chodzi o Lucasa i tą całą Victorię. - rozgryzł mnie.
- Przyjechał tutaj, wszystko byłoby w porządku gdyby był sam. Ale przyjechał tu z nią, jeszcze na mnie nakrzyczał że to niby ja przesadzam i mam nie obrażać Victorię bo to jego przyjaciółka, jest dla niego jak siostra - wywróciłam oczami.
- A ty jesteś jego dziewczyną? To ciebie powinien bronić, a nie ją. - zauważył.
- No właśnie! - westchnęłam. - Ale chyba już nie dziewczyną. - zamknęłam oczy i spuściłam głowę.
Chłopak złapał mnie za rękę i ucałował w nią.
- Ile jeszcze będziesz przez niego cierpieć? - wzruszyłam ramionami ze smutkiem.
Lu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.