- Sama się od niego odczep! - warknęłam.
- Serio, nie widzisz tego? Przecież on woli mnie. - ogarnęła kosmyk włosów za ucho. - Na prawdę myślisz że byłby z taką ofiarą losu? To przez ciebie tu trafił. - nadepnęła mi na nogę, przez co o mało nie krzyknęłam z bólu. - Lepiej się mu więcej na oczy nie pokazuj. - pchnęła mnie i odeszła kręcąc tyłkiem.
Wiedziałam już, że nie ma sensu się z nią kłócić, jest tylko gorzej. Tak na prawdę miałam ją gdzieś, bolała mnie tylko myśl, że Lucas nie trzymał mojej strony. A co jeśli faktycznie jest na mnie zły, że tu trafił? Też myśli że to przeze mnie? Powstrzymując się od płaczu pojechałam szybko do domu.
Czy on na prawdę myśli że jego zachowanie mnie nie boli? Że nie mam uczuć? Zachowuje się koszmarnie.
* * *
Niechętnie przygotowywałam naleśniki z bananami, kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Wytarłam dłonie w ściereczkę i poszłam otworzyć. Zrobiłam się sztywna gdy zobaczyłam Lucasa.
- Lucas... wypuścili cię. - położyłam dłoń na karku.
Za nim zauważyłam samochód Victorii. Zamknęłam oczy i westchnęłam ciężko. On to robi specjalnie?
- Czemu po tamtej nocy, już ani razu nie przyszłaś? - spytał ze smutkiem w głosie.
- Też pytanie. - prychnęłam. - Sam kazałeś mi sobie iść, a po ostatnim wolałam nie robić sobie kolejnych siniaków od popchnięć i nadepnięć na stopę, przez tą twoją cholerną Victorię. - powiedziałam jedynak czując jak łzy zaczynają spływać po moich policzkach uniosłam oczy ku niebu i westchnęłam bezgłośnie, mrugając szybciej.

Lucas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.