Leżałam na kanapie, z niecierpliwością oczekując na odzew od Lucasa. Trochę się naczekałam, już zaczęłam myśleć, że nie zamierza mi odpisać, ale wtedy zabrzęczał mój telefon. Odblokowałam go i przeczytałam wiadomość.
"Tęsknię..."
Przegryzłam lekko dolną wargę. Dlaczego musieli go zamknąć? Nie mogli mu wprowadzić jakiejś... terapii domowej czy coś? Ugh, chyba będzie trzeba rozglądnąć się za jakimiś specjalistami. Na pewno są tacy! Te miejscowe placówki... bywają okropne. Kompletnie pozbawione profesjonalizmu.
Choć z drugiej strony zastanawiało mnie, dlaczego nie chciał, abym go odwiedzała... to wszystko było bardzo skomplikowane.
Kiedy długo nie odpisywał na kolejnego smsa, postanowiłam coś zrobić. Poszłam do sypialni, założyłam czarne jeansy, czarną bluzę z kapturem i czarne trampki, wzięłam kluczyki od samochodu i pojechałam pod szpital. Na szczęście pamięć mnie jeszcze nie zawodzi i pamiętam numer pokoju Lucasa, zauważyłam go w danych lekarki. Zaparkowałam na wolnym miejscu i powoli weszłam do środka, na szczęście nikt nie pilnował przejścia a jego pokój był otwarty więc dyskretnie weszłam do środka i cicho zamknęłam drzwi, rozglądnęłam się po pokoju, szybko mój wzrok stanął na Lucasie, który przyglądał mi się zszokowany.
- Cat, co ty tu... - nie dałam mu jednak dokończyć, ponieważ kazałam mu być cicho.
Nie chciałam, żeby jakaś pielęgniarka mnie przyłapała i dała niezły opieprz. Powoli podeszłam do chłopaka i niepewnie usiadłam na skraju jego łóżka. Patrzałam na niego, nie wyglądał najlepiej. Czułam, jak do moich oczu napływały łzy, jak na razie skutecznie je jednak powstrzymywałam.
- Mój biedaczek... - szepnęłam głaszcząc go lekko po policzku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.