niedziela, 3 września 2017

Od Cat c.d Lucasa

Naprawdę miałam dość tego wszystkiego. Ta cała Victoria doprowadza mnie do furii, tym bardziej jak sobie pomyślę, jak triumfuje że zdobyła Lucasa. A na nim się zawiodłam. Nigdy bym nie pomyślała, że mógłby mi to zrobić. Myślałam że jest uczciwy, że mimo wszystko nasze uczucie jest prawdziwe, ale jednak się pomyliłam. Szkoda, że to tak cholernie boli.
W końcu ostatecznie postanowiłam, że polecę z ojcem do Hiszpanii. Wieczorem do niego zadzwoniłam, siedząc sama w ciemnym pokoju.
- Hej córeczko, co tam? - usłyszałam jego pogodny głos.
- Cześć tato. Przemyślałam sobie to wszystko, jednak polecę z tobą. - powiedziałam.
- Ojej, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę! - był bardzo szczęśliwy. - To wylatujemy w sobotę, lot mamy zarezerwowany na godzinę 20, podjadę po ciebie tak o 18:30. Ok?
- Jasne, to pa.
- No pa skarbie, buziaki. - po tym rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon na bok i westchnęłam smutno. Czemu wszystko nie może być okej... jak dawniej... to wszystko przez ten mój wypadek... to ja wszystko spieprzyłam, to ja to zaczęłam... zasłużyłam na to. Po moich policzkach spłynęły łzy, jednak słysząc pukanie do drzwi szybko je starłam.
- Proszę... - starałam się, aby mój głos nie drżał.
Do pokoju wszedł Matt, uchylił lekko drzwi.
- Cat, ktoś do ciebie. - powiedział.
- Kto? - lekko się zdziwiłam.
- Nie wiem, jakaś dziewczyna... pierwszy raz ją widzę. - wzruszył lekko ramionami.
Westchnęłam ciężko i wstałam, zeszłam na dół, a on szedł za mną. Przy drzwiach wejściowych, w towarzystwie Daniela stała nie zbyt wysoka brunetka.
- Ty jesteś Catherine, tak? - spytała.
- Tak, a ty...? - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Jestem Emily... siostra Archiego. - wyjaśniła. - Poprosił mnie, abym cię poprosiła, żebyś do niego przyszła... chciałby z tobą chwilę porozmawiać... - powiedziała zakłopotana.
- No... dobrze. Nic poważnego mu się nie stało? - spytałam.
- Miał operację, ale jest już w miarę ok. Tylko przyjdź do niego, bardzo na to liczy.
Lekko przytaknęłam i dziewczyna wyszła. Zjadłam coś z chłopakami i poszłam spać.
Następnego dnia rano pojechałam do Archiego. Po drodze kupiłam mu owoce i sok, okazało się, że przenieśli go zupełnie do innego szpitala niż Lucas czy Victoria. Weszłam do niego do sali.
- Hej... jak się czujesz? - spytałam.
- Trochę boli, ale jest lepiej. - powiedział.
Leżał w szarej koszulce, miał różne siniaki na twarzy, był podłączony pod kroplówkę.
- Przepraszam cię za to, co się stało. - westchnął.
- Nie powinieneś mnie przepraszać. - stwierdziłam. - Niepotrzebnie mówiłeś do niego takim tonem, ale no... - westchnęłam również.
- Nie boisz się żyć z takim psycholem? - spytał.
- Lucas nie jest psycholem...
- Dobra, przepraszam. - pokręcił głową. - Słuchaj... odkąd cię poznałem, bardzo mi się spodobałaś... nie jesteś płytka, jak niektóre laski... oczarowałaś mnie swoim charakterem... chciałbym o ciebie walczyć, wiem że warto, ale... nie chcę robić czegoś, czego ty nie chcesz. - spojrzał mi w oczy.
- Archie... - spuściłam wzrok.
- Nie oczekuję decyzji od razu. Możesz sobie to spokojnie przemyśleć, chciałem, żebyś wiedziała że... po prostu cię kocham... - wyznał. - Ale jeśli będziesz wolała być tylko przyjaciółmi... to okej.
- Przepraszam, ale muszę już wracać. Odezwę się do ciebie, jeszcze odwiedzę.
Chłopak skinął lekko głową, spojrzałem jeszcze na niego i po tym wyszłam. Byłam absolutnie zszokowana tym, co usłyszałam. Szybko wróciłam do domu i zastanawiałam się nad tym, co powiedział Archie. Warto walczyć, mimo wszystko. Chwyciłam telefon i po naprawdę długich wahaniach wysłałam sms do Lucasa.
"Przepraszam... jak się czujesz?"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X