Pierwsza karetka musiała przetransportować do szpitala Archiego i to jeszcze na sygnale. Ja jechałem w drugiej razem z rodzicami. Ratownicy opatrzyli mi wstępnie poranione ręce i podłączyli kroplówkę z lekami uspokajającymi, żebym znowu nie zaczął szaleć. Gdy chciałem odetchnąć, poczułem okropny ból w klatce piersiowej.
- Najpierw zabierzemy pana na badania. Podejrzewam, że ma pan złamane żebra, które mogą przebić płuca lub serce - na te słowa mama zakryła dłońmi usta i zamknęła oczy. - Podejrzewam, że będzie potrzebna operacja.
Zamknąłem oczy i po pewnym czasie zasnąłem. Obudziłem się już w szpitalu. Zobaczyłem mamę stojącą przy oknie i rozmawiającą z lekarzem. Wciągnąłem powietrze i z radością stwierdziłem, ze nie czuję już żadnego bólu. Przekręciłem głowę w prawo, gdy poczułem uścisk na dłoni. Zobaczyłem, ze to Victoria. Uśmiechnęła się do mnie.
- Już po operacji Lu. Wszystko poszło dobrze - powiedziała.
- Ty mnie operowałaś? - spytałem cicho.
- Tak. Nie pozwoliłabym, żeby ktokolwiek inny cię tknął - powiedziała gładząc moją rękę.
- Która godzina? - spytałem.
- Spałeś dwa dni Lucas. Dochodzi czternasta.
- Dwa dni? - spytałem zaskoczony. Długo spałem, nawet bardzo.
- Synku! - mama podeszła do łóżka i usiała na krześle. - Obudziłeś się? Coś cię boli?
Wiedziałem, ze mama jest nadopiekuńcza, ale w sumie za to ją kochałem. Zawsze się mną opiekowała bez względu na wszystko. Uśmiechnąłem się do niej.
- Na razie nie - odparłem.
- To dobrze. Victoria jest świetnym chirurgiem, wykonała kawał dobrej roboty.
- Co dokładnie mi było? - spytałem przenosząc wzrok na siedząca po drugiej stronie łóżka dziewczynę.
- Trzy pęknięte żebra, dwa złamane, ale już dobrze... Płuca i serce masz całe.
Uśmiechnąłem się i spojrzałem na mamę.
- Co u Cat? - spytałem.
- Jej ojciec powiedział, ze odsypiała dwa dni. Powiedzieliśmy, w ktróym szpitalu jesteś, więc pewnie przyjedzie.
- Nie - powiedziałem może zbyt szybko. - Nie chcę, żeby widziała mnie w takim stanie. Nikt poza wami i Victorią nie może tutaj wejść. Proszę.
- Dobrze - powiedział lekarz stojący w drzwiach. - Przekażę to do recepcji. Do widzenia.
- Do widzenia - odpowiedzieliśmy wszyscy razem.
- Ja tez muszę już lecieć - powiedział Vic. - Przenieśli mnie tutaj z innego szpitala tylko dla ciebie. Teraz muszę wracać do mojego szpitala - dodała ubierając skórzaną kurtkę i uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłem gest i puściłem jej oczko. - Będę wpadać Lu. Zresztą i tak za kilka dni przenoszą cię do mnie.
- Och? Czemu?
- U mnie jest oddział dla... - nie dokończyła, ale kiwnąłem głową.- .... osób z problemami psychicznymi. Gdyby nie to, że szpital jest przepełniony, pojechałbyś tam od razu.
Kiwnąłem głową i posłałem jej uśmiech. Wyszła z sali, a chwilę potem do środka weszła pielęgniarka i podała mi kartkę.
"A myślałam, że to ja jestem twoją dziewczyną, a nie Victoria... miło, tak się pomylić... myślałam, że zasługuję chociaż na prawdę, ale wolałeś poprosić pielęgniarkę, żeby po prostu mnie nie wpuszczała. Mam nadzieję że wyzdrowiejesz i ułożysz sobie szczęśliwe życie z tą całą Victorią, trzymaj się. Cat."
- Co to Lucas? - spytała mama.
- Nic takiego - powiedziałem gniotąc kawałek papieru. - Możesz zostawić mnie samego?
- Ale synku...
- Mamo!
Wstała i poruszona wyszła z sali. Nie lubiłem podnosić na nią głosu, ale....
Czy Cat na prawdę myśli, że ja i Victoria jesteśmy razem? Do jasnej cholery! Ja zwariuję!
perspektywa Victori
Wyszła z sali Lucasa i od razu zobaczyłam Cat. Przywołałam na twarz miły uśmiech i podeszłam do nich.
- Lucas prosił, aby dopisała mnie Pani do listy odwiedzających. - uśmiechnęłam się do kobiety, a ta odwzajemniła gest i dopisała mnie do listy. Spojrzałam na Cat i posłałam jej wredny uśmieszek. Gdy ją mijałam szturchnęłam ją specjalnie a potem przerzuciłam włosy nad ramieniem i odeszłam. Jaka ta dziewczyna jest okropna. Nie wiem gdzie Lucas ma oczy umawiając się z nią. Skoro denerwuje się o to, że mogę być z nim w sali, to naprawdę jest żałosna. Podeszłam do windy i wcisnęłam przycisk. Nagle poczułam szarpnięcie za ramię.
- Co ty sobie wyobrażasz? - powiedział jakiś chłopak, którego widziałam pierwszy raz na oczy. Jednak po chwili zobaczyłam za nim Cat. - Przez ciebie moja siostra.
- Od kiedy odwiedzanie swojego pacjenta jest grzechem? - spytałam z ironią i wyrwałam mu się.
- Słucham?
- Siostrzyczka nie mówiła, że jestem lekarzem? - spojrzałam na nią z politowaniem. Zaciskała pięści i patrzyła na mnie z mordem w oczach. - Oj nie ładnie Cat. Przez ciebie powstają nieporozumienia.
- Nie pracujesz w tym szpitalu - powiedziała w końcu.
- Prawda. Ale za zgoda ordynatorów obu szpitali zostałam tutaj przeniesiona na kilka dni. W czymś problem? - posłałam jej chytry uśmieszek. - Możesz spytać ordynatora, jeśli nie wierzysz. Piąte piętro, prosto, do końca korytarza, drzwi po prawej - uśmiechnęłam się i weszłam do windy, która właśnie przyjechała. - Wy w górę? Ja niestety w dół, więc żegnam - pomachałam jej i puściłam oczko, a gdy winda się zamykała, dodałam. - Idiotka.
Dziewczyna chciała wsadzić palce do windy, żeby ją zatrzymać, jednak nie zdążyła. Ona naprawdę jest taką idiotką? Dalej nie wiem dlaczego wtedy zerwaliśmy....
Cat? ^^ Wybacz nie chciało mi się pisać takiego długiego XD
"A myślałam, że to ja jestem twoją dziewczyną, a nie Victoria... miło, tak się pomylić... myślałam, że zasługuję chociaż na prawdę, ale wolałeś poprosić pielęgniarkę, żeby po prostu mnie nie wpuszczała. Mam nadzieję że wyzdrowiejesz i ułożysz sobie szczęśliwe życie z tą całą Victorią, trzymaj się. Cat."
- Co to Lucas? - spytała mama.
- Nic takiego - powiedziałem gniotąc kawałek papieru. - Możesz zostawić mnie samego?
- Ale synku...
- Mamo!
Wstała i poruszona wyszła z sali. Nie lubiłem podnosić na nią głosu, ale....
Czy Cat na prawdę myśli, że ja i Victoria jesteśmy razem? Do jasnej cholery! Ja zwariuję!
perspektywa Victori
Wyszła z sali Lucasa i od razu zobaczyłam Cat. Przywołałam na twarz miły uśmiech i podeszłam do nich.
- Lucas prosił, aby dopisała mnie Pani do listy odwiedzających. - uśmiechnęłam się do kobiety, a ta odwzajemniła gest i dopisała mnie do listy. Spojrzałam na Cat i posłałam jej wredny uśmieszek. Gdy ją mijałam szturchnęłam ją specjalnie a potem przerzuciłam włosy nad ramieniem i odeszłam. Jaka ta dziewczyna jest okropna. Nie wiem gdzie Lucas ma oczy umawiając się z nią. Skoro denerwuje się o to, że mogę być z nim w sali, to naprawdę jest żałosna. Podeszłam do windy i wcisnęłam przycisk. Nagle poczułam szarpnięcie za ramię.
- Co ty sobie wyobrażasz? - powiedział jakiś chłopak, którego widziałam pierwszy raz na oczy. Jednak po chwili zobaczyłam za nim Cat. - Przez ciebie moja siostra.
- Od kiedy odwiedzanie swojego pacjenta jest grzechem? - spytałam z ironią i wyrwałam mu się.
- Słucham?
- Siostrzyczka nie mówiła, że jestem lekarzem? - spojrzałam na nią z politowaniem. Zaciskała pięści i patrzyła na mnie z mordem w oczach. - Oj nie ładnie Cat. Przez ciebie powstają nieporozumienia.
- Nie pracujesz w tym szpitalu - powiedziała w końcu.
- Prawda. Ale za zgoda ordynatorów obu szpitali zostałam tutaj przeniesiona na kilka dni. W czymś problem? - posłałam jej chytry uśmieszek. - Możesz spytać ordynatora, jeśli nie wierzysz. Piąte piętro, prosto, do końca korytarza, drzwi po prawej - uśmiechnęłam się i weszłam do windy, która właśnie przyjechała. - Wy w górę? Ja niestety w dół, więc żegnam - pomachałam jej i puściłam oczko, a gdy winda się zamykała, dodałam. - Idiotka.
Dziewczyna chciała wsadzić palce do windy, żeby ją zatrzymać, jednak nie zdążyła. Ona naprawdę jest taką idiotką? Dalej nie wiem dlaczego wtedy zerwaliśmy....
Cat? ^^ Wybacz nie chciało mi się pisać takiego długiego XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.