poniedziałek, 25 września 2017

Od Lu Cd Cat

Leżałem na łóżku już na oddziale psychiatrycznym. Wow.... jak to strasznie brzmi. Jakbym był niepoczytalnym mordercą biegającym po okolicy z nożem w ręce zamiast telefonu. Pokój był mały, dla jednej osoby. Białe ściany z kolorowymi obrazkami jakby rysowanymi dla dzieci. Jedna, wielkie okno i kraty dzielące mnie przed światem. Stalowe drzwi o grubości dziesięciu centymetrów z zamkami niczym w sejfie. Jedyne co pozostawia mnie przy normalności w tym miejscu to telefon. Ale i tam w sumie go nie używałem. Założyli pluskwę, myśleli, ze nie wiem. Obserwowali wszystko co robię nie tylko przez telefon, ale też przez umieszczone w pokoju dwie kamery. Czułem się jak prawdziwy psychopata. Brakuje jeszcze tylko tego, żeby założyli mi kaftan bezpieczeństwa. Westchnąłem padając na łóżko i biorąc do ręki telefon. Zobaczyłem, że dostałem wiadomość.... Od Catty.... Zawahałem się zanim wszedłem w dymek. Bałem się co tam zobaczę, jednak w końcu przemogłem się i przeczytałem wiadomość.
"Przepraszam... jak się czujesz?"
Ulżyło mi... Myślałem, że będzie robiła mi wyrzuty, że nie chciałem jej wpuścić do pokoju. Ale... nie chciałem, żeby widziała mnie w tym stanie. Przez leki, które mi podawali strasznie schudłem. Skóra prawie dotykała kości. Mięśnie... w sumie już chyba nie mam mięśni. Skurczyły się, sa prawie niewidoczne.
"Źle..."
Odpisałem jej, ale wiedziałem, ze ochrona nie wyślę tej wiadomości dalej, więc szybko napisałem coś innego. Coś co być może uda się wysłać.
"Tęsknię..."
Nie miałem pewności, czy tą wiadomość też zatrzymają dla siebie, jednak chciałem spróbować. Tak bardzo tęskniłem ca Cat... za jej ciepłym dotykiem... Miłymi słowami... Naszymi spacerami... Poczułem łzy napływające do oczu, więc szybko je wytarłem. Dlaczego takie rzeczy dzieją się właśnie mnie?


Cat? Wejdź siłą do tego pokoju XD Pociesz go XD

niedziela, 3 września 2017

Od Cat c.d Lucasa

Naprawdę miałam dość tego wszystkiego. Ta cała Victoria doprowadza mnie do furii, tym bardziej jak sobie pomyślę, jak triumfuje że zdobyła Lucasa. A na nim się zawiodłam. Nigdy bym nie pomyślała, że mógłby mi to zrobić. Myślałam że jest uczciwy, że mimo wszystko nasze uczucie jest prawdziwe, ale jednak się pomyliłam. Szkoda, że to tak cholernie boli.
W końcu ostatecznie postanowiłam, że polecę z ojcem do Hiszpanii. Wieczorem do niego zadzwoniłam, siedząc sama w ciemnym pokoju.
- Hej córeczko, co tam? - usłyszałam jego pogodny głos.
- Cześć tato. Przemyślałam sobie to wszystko, jednak polecę z tobą. - powiedziałam.
- Ojej, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę! - był bardzo szczęśliwy. - To wylatujemy w sobotę, lot mamy zarezerwowany na godzinę 20, podjadę po ciebie tak o 18:30. Ok?
- Jasne, to pa.
- No pa skarbie, buziaki. - po tym rozłączyłam się.
Odłożyłam telefon na bok i westchnęłam smutno. Czemu wszystko nie może być okej... jak dawniej... to wszystko przez ten mój wypadek... to ja wszystko spieprzyłam, to ja to zaczęłam... zasłużyłam na to. Po moich policzkach spłynęły łzy, jednak słysząc pukanie do drzwi szybko je starłam.
- Proszę... - starałam się, aby mój głos nie drżał.
Do pokoju wszedł Matt, uchylił lekko drzwi.
- Cat, ktoś do ciebie. - powiedział.
- Kto? - lekko się zdziwiłam.
- Nie wiem, jakaś dziewczyna... pierwszy raz ją widzę. - wzruszył lekko ramionami.
Westchnęłam ciężko i wstałam, zeszłam na dół, a on szedł za mną. Przy drzwiach wejściowych, w towarzystwie Daniela stała nie zbyt wysoka brunetka.
- Ty jesteś Catherine, tak? - spytała.
- Tak, a ty...? - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Jestem Emily... siostra Archiego. - wyjaśniła. - Poprosił mnie, abym cię poprosiła, żebyś do niego przyszła... chciałby z tobą chwilę porozmawiać... - powiedziała zakłopotana.
- No... dobrze. Nic poważnego mu się nie stało? - spytałam.
- Miał operację, ale jest już w miarę ok. Tylko przyjdź do niego, bardzo na to liczy.
Lekko przytaknęłam i dziewczyna wyszła. Zjadłam coś z chłopakami i poszłam spać.
Następnego dnia rano pojechałam do Archiego. Po drodze kupiłam mu owoce i sok, okazało się, że przenieśli go zupełnie do innego szpitala niż Lucas czy Victoria. Weszłam do niego do sali.
- Hej... jak się czujesz? - spytałam.
- Trochę boli, ale jest lepiej. - powiedział.
Leżał w szarej koszulce, miał różne siniaki na twarzy, był podłączony pod kroplówkę.
- Przepraszam cię za to, co się stało. - westchnął.
- Nie powinieneś mnie przepraszać. - stwierdziłam. - Niepotrzebnie mówiłeś do niego takim tonem, ale no... - westchnęłam również.
- Nie boisz się żyć z takim psycholem? - spytał.
- Lucas nie jest psycholem...
- Dobra, przepraszam. - pokręcił głową. - Słuchaj... odkąd cię poznałem, bardzo mi się spodobałaś... nie jesteś płytka, jak niektóre laski... oczarowałaś mnie swoim charakterem... chciałbym o ciebie walczyć, wiem że warto, ale... nie chcę robić czegoś, czego ty nie chcesz. - spojrzał mi w oczy.
- Archie... - spuściłam wzrok.
- Nie oczekuję decyzji od razu. Możesz sobie to spokojnie przemyśleć, chciałem, żebyś wiedziała że... po prostu cię kocham... - wyznał. - Ale jeśli będziesz wolała być tylko przyjaciółmi... to okej.
- Przepraszam, ale muszę już wracać. Odezwę się do ciebie, jeszcze odwiedzę.
Chłopak skinął lekko głową, spojrzałem jeszcze na niego i po tym wyszłam. Byłam absolutnie zszokowana tym, co usłyszałam. Szybko wróciłam do domu i zastanawiałam się nad tym, co powiedział Archie. Warto walczyć, mimo wszystko. Chwyciłam telefon i po naprawdę długich wahaniach wysłałam sms do Lucasa.
"Przepraszam... jak się czujesz?"

Od Lu Cd Cat

Pierwsza karetka musiała przetransportować do szpitala Archiego i to jeszcze na sygnale.  Ja jechałem w drugiej razem z rodzicami. Ratownicy opatrzyli mi wstępnie poranione ręce i podłączyli kroplówkę z lekami uspokajającymi, żebym znowu nie zaczął szaleć. Gdy chciałem odetchnąć, poczułem okropny ból w klatce piersiowej.
- Najpierw zabierzemy pana na badania. Podejrzewam, że ma pan złamane żebra, które mogą przebić płuca lub serce - na te słowa mama zakryła dłońmi usta i zamknęła oczy. - Podejrzewam, że będzie potrzebna operacja.
Zamknąłem oczy i po pewnym czasie zasnąłem. Obudziłem się już w szpitalu. Zobaczyłem mamę stojącą przy oknie i rozmawiającą z lekarzem. Wciągnąłem powietrze i z radością stwierdziłem, ze nie czuję już żadnego bólu. Przekręciłem głowę w prawo, gdy poczułem uścisk na dłoni. Zobaczyłem, ze to Victoria. Uśmiechnęła się do mnie.
- Już po operacji Lu. Wszystko poszło dobrze - powiedziała.
- Ty mnie operowałaś? - spytałem cicho.
- Tak. Nie pozwoliłabym, żeby ktokolwiek inny cię tknął - powiedziała gładząc moją rękę.
- Która godzina? - spytałem.
- Spałeś dwa dni Lucas. Dochodzi czternasta.
- Dwa dni? - spytałem zaskoczony. Długo spałem, nawet bardzo. 
- Synku! - mama podeszła do łóżka i usiała na krześle. - Obudziłeś się? Coś cię boli?
Wiedziałem, ze mama jest nadopiekuńcza, ale w sumie za to ją kochałem. Zawsze się mną opiekowała bez względu na wszystko. Uśmiechnąłem się do niej.
- Na razie nie - odparłem.
- To dobrze. Victoria jest świetnym chirurgiem, wykonała kawał dobrej roboty. 
- Co dokładnie mi było? - spytałem przenosząc wzrok na siedząca po drugiej stronie łóżka dziewczynę.
- Trzy pęknięte żebra, dwa złamane, ale już dobrze... Płuca i serce masz całe.
Uśmiechnąłem się i spojrzałem na mamę.
- Co u Cat? - spytałem.
- Jej ojciec powiedział, ze odsypiała dwa dni. Powiedzieliśmy, w ktróym szpitalu jesteś, więc pewnie przyjedzie.
- Nie - powiedziałem może zbyt szybko. - Nie chcę, żeby widziała mnie w takim stanie. Nikt poza wami i Victorią nie może tutaj wejść. Proszę.
- Dobrze - powiedział lekarz stojący w drzwiach. - Przekażę to do recepcji. Do widzenia.
- Do widzenia - odpowiedzieliśmy wszyscy razem.
- Ja tez muszę już lecieć - powiedział Vic. - Przenieśli mnie tutaj z innego szpitala tylko dla ciebie. Teraz muszę wracać do mojego szpitala - dodała ubierając skórzaną kurtkę i uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłem gest i puściłem jej oczko. - Będę wpadać Lu. Zresztą i tak za kilka dni przenoszą cię do mnie.
- Och? Czemu?
- U mnie jest oddział dla... - nie dokończyła, ale kiwnąłem głową.- .... osób z problemami psychicznymi. Gdyby nie to, że szpital jest przepełniony, pojechałbyś tam od razu.
Kiwnąłem głową i posłałem jej uśmiech. Wyszła z sali, a chwilę potem do środka weszła pielęgniarka i podała mi kartkę.
"A myślałam, że to ja jestem twoją dziewczyną, a nie Victoria... miło, tak się pomylić... myślałam, że zasługuję chociaż na prawdę, ale wolałeś poprosić pielęgniarkę, żeby po prostu mnie nie wpuszczała. Mam nadzieję że wyzdrowiejesz i ułożysz sobie szczęśliwe życie z tą całą Victorią, trzymaj się. Cat."
- Co to Lucas? - spytała mama.
- Nic takiego - powiedziałem gniotąc kawałek papieru. - Możesz zostawić mnie samego?
- Ale synku...
- Mamo!
Wstała i poruszona wyszła z sali. Nie lubiłem podnosić na nią głosu, ale....
Czy Cat na prawdę myśli, że ja i Victoria jesteśmy razem? Do jasnej cholery! Ja zwariuję!


perspektywa Victori
Wyszła z sali Lucasa i od razu zobaczyłam Cat. Przywołałam na twarz miły uśmiech i podeszłam do nich.
- Lucas prosił, aby dopisała mnie Pani do listy odwiedzających. - uśmiechnęłam się do kobiety, a ta odwzajemniła gest i dopisała mnie do listy. Spojrzałam na Cat i posłałam jej wredny uśmieszek. Gdy ją mijałam szturchnęłam ją specjalnie a potem przerzuciłam włosy nad ramieniem i odeszłam. Jaka ta dziewczyna jest okropna. Nie wiem gdzie Lucas ma oczy umawiając się z nią. Skoro denerwuje się o to, że mogę być z nim w sali, to naprawdę jest żałosna. Podeszłam do windy i wcisnęłam przycisk. Nagle poczułam szarpnięcie za ramię.
- Co ty sobie wyobrażasz? - powiedział jakiś chłopak, którego widziałam pierwszy raz na oczy. Jednak po chwili zobaczyłam za nim Cat. - Przez ciebie moja siostra.
- Od kiedy odwiedzanie swojego pacjenta jest grzechem? - spytałam z ironią i wyrwałam mu się.
- Słucham?
- Siostrzyczka nie mówiła, że jestem lekarzem? - spojrzałam na nią z politowaniem. Zaciskała pięści i patrzyła na mnie z mordem w oczach. - Oj nie ładnie Cat. Przez ciebie powstają nieporozumienia.
- Nie pracujesz w tym szpitalu - powiedziała w końcu.
- Prawda. Ale za zgoda ordynatorów obu szpitali zostałam tutaj przeniesiona na kilka dni. W czymś problem? - posłałam jej chytry uśmieszek. - Możesz spytać ordynatora, jeśli nie wierzysz. Piąte piętro, prosto, do końca korytarza, drzwi po prawej - uśmiechnęłam się i weszłam do windy, która właśnie przyjechała. - Wy w górę? Ja niestety w dół, więc żegnam - pomachałam jej i puściłam oczko, a gdy winda się zamykała, dodałam. - Idiotka.
Dziewczyna chciała wsadzić palce do windy, żeby ją zatrzymać, jednak nie zdążyła. Ona naprawdę jest taką idiotką? Dalej nie wiem dlaczego wtedy zerwaliśmy....



Cat? ^^ Wybacz nie chciało mi się pisać takiego długiego XD

Od Cat c.d Lucasa

Patrzałam, jak lekarz wychodzi z lekarzem, nawet nie oglądnął się w moją stronę, nie powiedział nic. Kocham go, ale czasem go nie rozumiem. Powoli mnie to wszystko przerasta, kto by pomyślał, że związek może być aż tak trudny. Wszyscy wyszli, zostałam sama z ojcem. Westchnęłam ciężko i przeczesałam włosy dłonią, oparłam brodę o rękę patrząc się przed siebie. Tata usiadł obok mnie i też westchnął.
- Jestem na ciebie zły... - zaczął, a ja spojrzałam na niego. - Jak mogłaś doprowadzić się do takiego stanu? - miał smutek w oczach.
- Odpuść... proszę. - szepnęłam odwracając wzrok.
- Ja wiem, że go kochasz. Rozumiem. - przybliżył się do mnie. - Ale nie uważasz, że to powoli dochodzi za daleko? Nie boisz się, że jeśli się na ciebie zdenerwuje załatwi cię tak samo, jak tego chłopaka? - spytał.
- Tato, nie odpuszcza się, bo pojawiają się jakieś problemy. Sam mi powtarzałeś, żebym się nie poddawała...
- Tak, wiem i dalej się tego trzymam, ale czasem naprawdę trzeba odpuścić. - objął mnie. - Nie mam nic do Lucasa, to nie jego wina, że jest chory... ale może powinnaś sobie to przemyśleć, odpocząć od wszystkiego? - pogłaskał mnie po ramieniu.
- Co masz na myśli? - spytałam.
- Przyjedź do mnie do Hiszpanii, nie mówię na zawsze, na jakiś czas. Odpoczniesz... dojdziesz do siebie.
- Mam tak po prostu wylecieć, kiedy Lucas jest w jakimś zakładzie? Chyba powinnam być przy nim, wspierać go...
- Czasem trzeba pomyśleć też o sobie córeczko. - odgarnął mój kosmyk włosów za ucho. - Przemyśl to, wylatuję za tydzień. Daj znać, jak podejmiesz jakąś decyzję, ok? - spytał, a ja po chwili namysłu przytaknęłam.
Ojciec uśmiechnął się i mnie przytulił, również go przytuliłam i po chwili przymknęłam oczy. I tak zasnęłam w jego ramionach.
Obudziłam się chyba dopiero dwa dni później, dopiero odespałam te wszystkie niespokojne noce. Po całym domu roznosił się cudowny zapach, wygrzebałam się z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni zobaczyłam moich braci, których naprawdę długo nie widziałam.
- Zobaczcie kto wstał. - zawołał Matt z uśmiechem.
-  Nawet ja tyle nie śpię Cat... - zaśmiał się Daniel.
Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich, każdego po kolei mocno przytuliłam. Cieszyłam się, że tu są.
- Dostaliśmy zadanie specjalne, żeby doprowadzić cię do porządku siostrzyczko. - powiedział Eliot, kiedy się przytulaliśmy.
- Niech zgadnę... od taty? - spytałam, a on lekko przytaknął.
- Zaczniemy od zmuszenia cię do jedzenia. - Matt pokazał mi język, a ja wywróciłam oczami z uśmiechem.
Usiadałam na krzesełku, po drugiej stronie wyspy w kuchni, na której gotowali i obserwowałam co robią.
- Dzwonił może Lucas, wiecie coś? - spytałam.
- Nie, nie odzywał się. - westchnął lekko Daniel. - Ale wiemy gdzie go umieścili. - dodał.
- Możemy tam pojechać, pod warunkiem, że zjesz caały obiad. - wtrącił Eliot.
Uśmiechnęłam się delikatnie i zgodziłam się. Przygotowali takie dobre jedzenie, że nie sposób było nie zjeść. Później tak jak obiecali, pojechaliśmy do szpitala, gdzie był Lucas, po drodze rozmawialiśmy.
- Myślałaś już o tym wyjeździe do Hiszpanii? - spytał  Daniel.
- Myślałam... ale nie wiem, czy powinnam zostawić Lucasa. - westchnęłam.
- Tata ma rację, powinnaś pomyśleć też o sobie Cat. - wtrącił Matt.
Spojrzałam na niego, a następnie za okno i oparłam głowę o szybę. Pogoda dziś nie była najlepsza, było pochmurnie i co jakiś czas padało. Raz intensywnie, a raz jedynie kropiło. Kiedy byliśmy prawie na miejscu, zaczęło mocno padać i do tego rozpętała się burza i wiał silny wiatr. Na szczęście szpital miał parking podziemny, dzięki czemu nie musieliśmy moknąć, wychodząc z samochodu. Chłopacy poszli ze mną, szybko udało nam się znaleźć oddział Lucasa i recepcję, czy coś. W każdym razie było można tam się kilku rzeczy dowiedzieć.
- Dzień dobry, czy leży tutaj Lucas Banner? - spytałam.
Ciemnoskóra kobieta, o kręconych, czarnych włosach zaczęła przeglądać karty.
- Tak, jest. - odparła i spojrzała na mnie. - Kim Pani jest? - spytała.
- Jestem jego dziewczyną...
- Pani godność?
- Em... Catherine Hayes - delikatnie zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Eliota, który stał obok mnie. Również nie do końca rozumiał, po co to jej.
- Niestety, Pan Banner nie przyjmuje gości. - powiedziała niezbyt miłym głosem, patrząc na mnie jak na idiotkę.
- Dlaczego? - zupełnie tego nie rozumiałam.
- Pan Banner sam tak postanowił, prosi, abyśmy nie wpuszczali nikogo poza jego rodzicami. - powiedziała. - Była już tutaj dziewczyna tego Pana, więc nie rozumiem... - nie odrywała ode mnie wzroku.
- Słucham? - teraz to już w ogóle zgłupiałam.
- O, właśnie idzie. - wskazała na dziewczynę, która wyszła z jakiejś sali i ruszyła w naszym kierunku, okazało się, że była to Victoria.
- Lucas prosił, aby dopisała mnie Pani do listy odwiedzających. - uśmiechnęła się.
Kobieta odwzajemniła uśmiech i dopisała ją. Patrzałam na to wszystko z niedowierzaniem, dziewczyna uśmiechnęła się do mnie wrednie, zarzuciła lekko włosami i przechodząc obok, pociągnęła mnie lekko z bara.
- Nie przejmuj się. - Eliot pogłaskał mnie po plecach, widząc moją złość w oczach.
- Mogłaby mu pani chociaż coś przekazać? - poprosiłam, ta się zgodziła. Wzięłam więc karteczkę, długopis i napisałam na niej kilka słów, następnie złożyłam ją na pół i przekazałam kobiecie. - Dziękuję. - mruknęłam i powoli ruszyłam w stronę wyjścia, widziałam jeszcze, jak pielęgniarka wchodzi do pomieszczenia, z którego wychodziła wcześniej Victoria.
Nie mogłam w to uwierzyć, myślałam że wszystko będzie ok, mimo tego szpitala będę mogła go odwiedzać, spędzać z nim trochę czasu... chciałam go wspierać, a on zamierza się ode mnie odizolować? Miło, naprawdę. Pojechałam z chłopakami do domu, tam też zaczęłam się zastanawiać i chyba jednak polecę do tej Hiszpanii.
"A myślałam, że to ja jestem twoją dziewczyną, a nie Victoria... miło, tak się pomylić... myślałam, że zasługuję chociaż na prawdę, ale wolałeś poprosić pielęgniarkę, żeby po prostu mnie nie wpuszczała. Mam nadzieję że wyzdrowiejesz i ułożysz sobie szczęśliwe życie z tą całą Victorią, trzymaj się. Cat."
Theme by Ally forGraphicpoison | Credits X