Patrzałam, jak lekarz wychodzi z lekarzem, nawet nie oglądnął się w moją stronę, nie powiedział nic. Kocham go, ale czasem go nie rozumiem. Powoli mnie to wszystko przerasta, kto by pomyślał, że związek może być aż tak trudny. Wszyscy wyszli, zostałam sama z ojcem. Westchnęłam ciężko i przeczesałam włosy dłonią, oparłam brodę o rękę patrząc się przed siebie. Tata usiadł obok mnie i też westchnął.
- Jestem na ciebie zły... - zaczął, a ja spojrzałam na niego. - Jak mogłaś doprowadzić się do takiego stanu? - miał smutek w oczach.
- Odpuść... proszę. - szepnęłam odwracając wzrok.
- Ja wiem, że go kochasz. Rozumiem. - przybliżył się do mnie. - Ale nie uważasz, że to powoli dochodzi za daleko? Nie boisz się, że jeśli się na ciebie zdenerwuje załatwi cię tak samo, jak tego chłopaka? - spytał.
- Tato, nie odpuszcza się, bo pojawiają się jakieś problemy. Sam mi powtarzałeś, żebym się nie poddawała...
- Tak, wiem i dalej się tego trzymam, ale czasem naprawdę trzeba odpuścić. - objął mnie. - Nie mam nic do Lucasa, to nie jego wina, że jest chory... ale może powinnaś sobie to przemyśleć, odpocząć od wszystkiego? - pogłaskał mnie po ramieniu.
- Co masz na myśli? - spytałam.
- Przyjedź do mnie do Hiszpanii, nie mówię na zawsze, na jakiś czas. Odpoczniesz... dojdziesz do siebie.
- Mam tak po prostu wylecieć, kiedy Lucas jest w jakimś zakładzie? Chyba powinnam być przy nim, wspierać go...
- Czasem trzeba pomyśleć też o sobie córeczko. - odgarnął mój kosmyk włosów za ucho. - Przemyśl to, wylatuję za tydzień. Daj znać, jak podejmiesz jakąś decyzję, ok? - spytał, a ja po chwili namysłu przytaknęłam.
Ojciec uśmiechnął się i mnie przytulił, również go przytuliłam i po chwili przymknęłam oczy. I tak zasnęłam w jego ramionach.
Obudziłam się chyba dopiero dwa dni później, dopiero odespałam te wszystkie niespokojne noce. Po całym domu roznosił się cudowny zapach, wygrzebałam się z łóżka i zeszłam na dół. W kuchni zobaczyłam moich braci, których naprawdę długo nie widziałam.
- Zobaczcie kto wstał. - zawołał Matt z uśmiechem.
- Nawet ja tyle nie śpię Cat... - zaśmiał się Daniel.
Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich, każdego po kolei mocno przytuliłam. Cieszyłam się, że tu są.
- Dostaliśmy zadanie specjalne, żeby doprowadzić cię do porządku siostrzyczko. - powiedział Eliot, kiedy się przytulaliśmy.
- Niech zgadnę... od taty? - spytałam, a on lekko przytaknął.
- Zaczniemy od zmuszenia cię do jedzenia. - Matt pokazał mi język, a ja wywróciłam oczami z uśmiechem.
Usiadałam na krzesełku, po drugiej stronie wyspy w kuchni, na której gotowali i obserwowałam co robią.
- Dzwonił może Lucas, wiecie coś? - spytałam.
- Nie, nie odzywał się. - westchnął lekko Daniel. - Ale wiemy gdzie go umieścili. - dodał.
- Możemy tam pojechać, pod warunkiem, że zjesz caały obiad. - wtrącił Eliot.
Uśmiechnęłam się delikatnie i zgodziłam się. Przygotowali takie dobre jedzenie, że nie sposób było nie zjeść. Później tak jak obiecali, pojechaliśmy do szpitala, gdzie był Lucas, po drodze rozmawialiśmy.
- Myślałaś już o tym wyjeździe do Hiszpanii? - spytał Daniel.
- Myślałam... ale nie wiem, czy powinnam zostawić Lucasa. - westchnęłam.
- Tata ma rację, powinnaś pomyśleć też o sobie Cat. - wtrącił Matt.
Spojrzałam na niego, a następnie za okno i oparłam głowę o szybę. Pogoda dziś nie była najlepsza, było pochmurnie i co jakiś czas padało. Raz intensywnie, a raz jedynie kropiło. Kiedy byliśmy prawie na miejscu, zaczęło mocno padać i do tego rozpętała się burza i wiał silny wiatr. Na szczęście szpital miał parking podziemny, dzięki czemu nie musieliśmy moknąć, wychodząc z samochodu. Chłopacy poszli ze mną, szybko udało nam się znaleźć oddział Lucasa i recepcję, czy coś. W każdym razie było można tam się kilku rzeczy dowiedzieć.
- Dzień dobry, czy leży tutaj Lucas Banner? - spytałam.
Ciemnoskóra kobieta, o kręconych, czarnych włosach zaczęła przeglądać karty.
- Tak, jest. - odparła i spojrzała na mnie. - Kim Pani jest? - spytała.
- Jestem jego dziewczyną...
- Pani godność?
- Em... Catherine Hayes - delikatnie zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Eliota, który stał obok mnie. Również nie do końca rozumiał, po co to jej.
- Niestety, Pan Banner nie przyjmuje gości. - powiedziała niezbyt miłym głosem, patrząc na mnie jak na idiotkę.
- Dlaczego? - zupełnie tego nie rozumiałam.
- Pan Banner sam tak postanowił, prosi, abyśmy nie wpuszczali nikogo poza jego rodzicami. - powiedziała. - Była już tutaj dziewczyna tego Pana, więc nie rozumiem... - nie odrywała ode mnie wzroku.
- Słucham? - teraz to już w ogóle zgłupiałam.
- O, właśnie idzie. - wskazała na dziewczynę, która wyszła z jakiejś sali i ruszyła w naszym kierunku, okazało się, że była to Victoria.
- Lucas prosił, aby dopisała mnie Pani do listy odwiedzających. - uśmiechnęła się.
Kobieta odwzajemniła uśmiech i dopisała ją. Patrzałam na to wszystko z niedowierzaniem, dziewczyna uśmiechnęła się do mnie wrednie, zarzuciła lekko włosami i przechodząc obok, pociągnęła mnie lekko z bara.
- Nie przejmuj się. - Eliot pogłaskał mnie po plecach, widząc moją złość w oczach.
- Mogłaby mu pani chociaż coś przekazać? - poprosiłam, ta się zgodziła. Wzięłam więc karteczkę, długopis i napisałam na niej kilka słów, następnie złożyłam ją na pół i przekazałam kobiecie. - Dziękuję. - mruknęłam i powoli ruszyłam w stronę wyjścia, widziałam jeszcze, jak pielęgniarka wchodzi do pomieszczenia, z którego wychodziła wcześniej Victoria.
Nie mogłam w to uwierzyć, myślałam że wszystko będzie ok, mimo tego szpitala będę mogła go odwiedzać, spędzać z nim trochę czasu... chciałam go wspierać, a on zamierza się ode mnie odizolować? Miło, naprawdę. Pojechałam z chłopakami do domu, tam też zaczęłam się zastanawiać i chyba jednak polecę do tej Hiszpanii.
"A myślałam, że to ja jestem twoją dziewczyną, a nie Victoria... miło, tak się pomylić... myślałam, że zasługuję chociaż na prawdę, ale wolałeś poprosić pielęgniarkę, żeby po prostu mnie nie wpuszczała. Mam nadzieję że wyzdrowiejesz i ułożysz sobie szczęśliwe życie z tą całą Victorią, trzymaj się. Cat."