Stałem i o osłupieniu przyglądałem się w osłupieniu jak Cat bije się z funkcjonariuszami.
- Dosyć tego! - zapięli jej kajdanki i wsadzili do radiowozu razem ze mną.
Nie patrzyłem na nią. Musiałem udawać, że jej nie znam, bo ściągnę na nią jeszcze większe kłopoty. Teraz musiała być dla mnie nikim.
- Lucas powiedz coś - powiedziała do mnie..
- Nie znam cię - powiedziałem oschle, na co dziewczyna nachyliła się zaskoczona.
- Coś ty powiedział?! - powiedziała nieźle wkurzona.
- Nie wiem kim jesteś. O co ci chodzi? - dalej udawałem niewzruszonego. Zawsze mogłem powiedzieć, ze znowu straciłem pamięć.
- Żarty sobie ku*wa stroisz?! LUCAS!
- Daj mi spokój psycholko!
- Cisza tam! - krzyknął policjant.
***
- Czyli mówisz nam, że nie podłożyłeś tej bomby? - spytał po raz setny funkcjonariusz.
- Po raz setny mówię, że nie! To był mój samochód, po co miałbym montować w nim bombę?!
- Spokojniej!
- Bo co? Zamkniecie mnie?!~Nie macie dowodów!
- Możemy zamknąć pana na 48 godzin bez żadnych dowodów. - powiedziała policjantka, która stała obok. Rudowłosa, młoda - ładna.
- Słodka jesteś, dziecinko - powiedziałem.
- Bez takich!
- Mark wyjdź - powiedziała, a gdy ten poszedł usiadła na przeciwko mnie.
Spojrzałem w jej śliczne, zielone oczy.
- Powiedz co się stało. Jeszcze raz.
- Mówię to już chyba tysięczny raz. Jechałem autem do domu. Wtedy zobaczyłem żółtego Chevroleta Camaro, który stał na podjeździe. Wyszedłem z samochodu zostawiając go otwartego i poszedłem do domu. Był otwarty, więc poszukałem złodzieja. Znalazłem go w biurze ojca. Na biurku leżała jego broń, więc wziąłem ją i wycelowałem w niego. Potem słyszałem wybuch.Pobiegłem tam i zastałem płonący samochód, ale sprawca uciekł. Mogę iść do domu?
- Nie - powiedziała z uśmieszkiem. - Pójdziesz ze mną.
Cat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.