Dziewczyna wyszła z sali, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Po chwili przyszedł lekarz.
- Jak się czujesz? - spytał.
- Mogło być lepiej - odparłem. - A ten człowiek, który we mnie wjechał? Co z nim?
- Przebywa w areszcie. Gdy będziesz mógł samodzielnie się poruszać, bez pomocy pielęgniarek, będzie rozprawa w sądzie.
- A wie pan kim on jest i dlaczego t zrobił?
- Nie wiem. Mówi, ze cię nie zauważył. Twój ojciec wniósł oskarżenie, więc nie ujdzie mu to na sucho.
- Po części dobrze, ale nie chcę, by przeze mnie ktoś szedł do więzienia.
- Spokojnie - położyła mi rękę na ramieniu. - Wszystko się ułoży.
Posłałem mu słaby uśmiech, po czym wstał i poszedł do siebie.
***
Minęło kilka dni, a Cat ani razu się nie pojawiła. Nie odpisywała tez na moje wiadomości. Zacząłem się już martwić. Powiedziała, że przyjdzie... a jak jej nie było, tak jej nie ma.
Cat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.