Szłam tak, jak pokierowała mnie kobieta. Usiadłam na krześle, kazali mi czekać. Po chwili przyszła prawdopodobnie rodzina Lucasa, wszyscy byli bardzo zmartwieni. Wyciągnęłam z kieszeni telefon a w uszy włożyłam słuchawki. Siedziałam tak kilka godzin, nawet nie zauważyłam kiedy z pomieszczenia wyszedł lekarz. Grupka osób z jego rodziny weszła do niego, mi nie pozwolili, lekarz groził ochroną. Wycofałam się, nic nie rozumiejąc. Przecież... ja chciałam tylko dowiedzieć się jak on się czuje, to wszystko! Usiadłam ponownie na swoje miejsce licząc, że może później uda mi się do niego wejść. No i tak mijały sekundy, minuty, godziny... zrobił się wieczór a ja nadal nic nie wiedziałam. Lekarz z góry zaznaczył że nie da mi do niego wejść i koniec. Po kolejnych kilkunastu minutach złudnej nadziei wróciłam do domu. Nie dawało mi spokoju to, jak on się czuje itp. Głupie procedury... wzięłam prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je. W piżamie (bieliźnie) usiadłam na łóżku i sięgnęłam po telefon. Było już po północy, za późno żeby napisać... no nic, najwyżej odpisze rano, jeśli w ogóle.
- Hej Lucas, siedziałam cały dzień przed twoją salą ale lekarz nie pozwolił mi wejść do ciebie ani na chwilę, nie chciał też nic powiedzieć. Jak się czujesz, martwię się.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.