Złapałam smycz Mike'a i wstałam.
- Kto pierwszy przy rampach. - posłałam mu uśmiech. - Mike, dalej. - zawołałam z uśmiechem.
Pies zaszczekał radośnie i ruszył przed siebie, usłyszałam za sobą śmiech brata a po chwili gdy się odwróciłam, usiłował mnie dogonić. Niestety, nikt się nie może równać ze mną, kiedy Mikuś mi pomaga. Odwróciłam się kolejny raz, brat był kawałek za mną. Nagle pies zauważył wiewiórkę i nieoczekiwanie przyśpieszył a ja nie zdążyłam skręcić, straciłam równowagę i potknęłam się o nierówność na chodniku a tym samym przewracając. Rozejrzałam się, Mike stał kawałek dalej przy drzewie na które weszła wiewiórka. Spojrzałam na rozdarte na kolanach spodnie i pościerane kolana oraz łokcie, tak to jest, jak się jeździ bez ochraniaczy... ale nigdy ich nie lubiłam, mam wrażenie że mnie ograniczają.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam nagle miły, męski głos.
Podniosłam głowę w górę, aby móc mu się przyjrzeć. Kucnął przy mnie.
- Taak, w jak najlepszym. - skrzywiłam się lekko czując jak piecze mnie kolano i łokieć.
- Catty, mówiłem ci że to zły pomysł. - powiedział Daniel kucając za mną i kładąc dłonie na moje barki.
- Nie przesadzaj, zawsze jest spokojny, to przez wiewiórkę. - wywróciłam lekko oczami. - Pójdziesz po niego? Ja się pozbieram.
Skinął zgodnie głową i podjechał do dobermana, chłopak który wcześniej do mnie podjechał wstał i podał mi dłonie. Złapałam je, pomógł mi wstać. Powstrzymałam się, aby nie syknąć z bólu.
- Dzięki. - posłałam mu uśmiech. - Catherine. - przedstawiłam się.
Lucas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.