- Halo? - usłyszałam nagle inny głos w słuchawce.
- Co się dzieje?! - wykrzyczałam zdenerwowana.
- Pani chłopak miał wypadek, zabieramy go do szpitala. - prawdopodobnie był to ratownik.
- To nie mój... do jakiego szpitala? - westchnęłam przeczesując włosy dłonią.
- *Zmyślona nazwa ulicy, nie mam pomysłu xd* - odpowiedział.
- Dobrze, dziękuję. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Rozejrzałam się dookoła. Właściwie, stąd mam o wiele bliżej do domu niż do szpitala. Pobiegłam więc w kierunku swojego domu, wsiadłam do samochodu i szybko ruszyłam w kierunku szpitalu. Zaparkowałam i wbiegłam do środka.
- Przepraszam, Lucas Banner. Co z nim? - mówiłam szybko.
- Przywieźli go niedawno... - powiedziała przeglądając jakieś papiery. - A pani kimś z rodziny? - spytała zerkając na mnie spod okularów.
- T-tak. To... mój narzeczony. - musiałam skłamać, inaczej by mi nic nie powiedziała.
- Korytarzem prosto i w prawo. - uśmiechnęła się lekko.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.