Wywróciłam lekko oczami. Typowy facet... Siedziałam jeszcze pewien czas na plaży, nie było to jednak zbyt ekscytujące więc wróciłam do naszego obozowiska. W namiocie przebrałam się w krótkie spodenki i koszulkę. Zabrałam Mike'a na spacer, poszliśmy w głąb lasu. Znaleźliśmy cudowny mini wodospad, Mike szalał w wodzie kilka minut. Nawet nie wiedziałam, kiedy zrobiło się ciemno. Miałam mały problem z odnalezieniem drogi powrotnej. Już się zaczynałam obawiać, iż do rana nie wrócę. Było jednak po północy kiedy znalazłam drogę.
- Gdzie jest w ogóle Cat? - usłyszałam nagle.
Suuuper, nie ma mnie od... 6 godzin a on dopiero zorientował się, że mnie nie ma. Ekstra.
- Wróci. - Eliot zaśmiał się lekko.
- Ej, to nie jest śmieszne... - wtrącił Lucas.
Wyszłam z lasu, cały czas trzymając ręce w kieszeni bluzy. Wszyscy siedzieli przy ognisku, piekli kiełbaski i pianki. Lucas widząc mnie, poderwał się lekko z miejsca.
- Chodź, zjesz. - ojciec poklepał miejsce obok siebie.
- Nie jestem głodna... - mruknęłam.
- Jak to nie, od rana nic nie jadłaś? Jak możesz nie być głodna?
- Oj... daj mi spokój.... - mruknęłam i schowałam w swoim namiocie.
Tam usiadłam na śpiworze i schowałam twarz w dłonie.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.