***
Tego dnia, Lucas miał wyjść ze szpitala. Postanowiłam go nie męczyć, pewnie będzie chciał odpocząć, spędzić trochę czasu z bliskimi. Byliśmy umówieni na jutro, na spacer do lasu. Chłopak teraz nie może się przemęczać, siedzieć jednak cały dzień też nie powinien, więc spacery będą w sam raz.
***
Zapięłam Mike'a na smycz i poszłam pod dom chłopaka. [...] W lesie było cudownie, słońce przebijało się przez korony drzew. Było słychać jedynie szum liści i śpiew ptaków oraz co jakiś czas pukanie dzięcioła. Zero samochodów, tłoku - idealnie. Przysiedliśmy na starej kłodzie, spuściłam psa ze smyczy aby mógł spokojnie pobiegać.
- Jesteś jakaś zamyślona, co się stało? - spytał nagle.
- Jutro przyjeżdża mój ojciec... - westchnęłam lekko.
- To chyba dobrze?
- Sama nie wiem. Chyba tak. - posłałam mu uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.