- Mam jeszcze jakieś 3 tygodnie... - powiedział z uśmiechem. - Mam czas... - Jęknęłam gdy złączył nas w jedność.
Czułam przypływające ciepło z każdym jego dotykiem, pocałunkiem.
- Czy my... nie przesadzamy? - zapytałam między pocałunkami, uśmiechając się pod nosem.
- Ależ skąd. Nie... - kręcił przecząco głową, powoli wsadzając swojego członka we mnie.
Jęknęłam cicho, kiedy chłopak przegryzł płatek mojego ucha.
***
Następnego dnia musiałam wstać wcześnie rano aby zabrać Last Noira na trening. Zawody powoli się zbliżają, a my musimy poprawić sobie kondycję. Lucas jeszcze spał, postanowiłam go nie budzić. Wczoraj mówiłam mu, że rano jadę na trening.
***
Pojechałam pierw do siebie, wzięłam prysznic, wyczesałam włosy, zjadłam sałatkę i wypiłam kawę oraz założyłam swój strój. Wprowadziłam ogiera do przyczepy i ruszyliśmy pod daną stadninę. Osiodłanie konia nie zajęło mi specjalnie dużo czasu, czaprak, siodło, nauszniki, ogłowie i owijki. Czaprak, owijki i nauszniki były czerwone a siodło i ogłowie czarne. Wprowadziłam go na parkur, zaczęliśmy oczywiście od rozgrzewki. Dwa kółka stępem, trzy kłusem i trzy galopem. Później najechaliśmy na mniejsze przeszkody i mogliśmy rozpocząć trening.
***
Kiedy najeżdżaliśmy na największą przeszkodę, zauważyłam Lucasa podchodzącego do ogrodzenia z kawą w ręku, zapatrzyłam się i gdyby nie Noir, pewnie ten skok by nam się nie udał. Na szczęście to on wszystkiego dopilnował i wyszło świetnie.
Lucas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.