- No to... pokaż mi może tego konia. - chciał zmienić temat.
Pokiwałam głową. Dokończyliśmy sorbety a puste kubeczki wyrzuciliśmy do śmietnika. Ruszyliśmy w stronę mojego domu, gdzie dotarliśmy już po 13 minutach, poszliśmy za dom gdzie była dwu-boksowa stajnia, jeden stał pusty.
Od razu przywitało nas radosne rżenie, podeszłam do niego i pocałowałam w nos i dałam mu kawałek marchewki. Kiedy ją konsumował dałam znak dłonią aby chłopak podszedł. Po chwili namysłu zrobił to. Dałam mu kawałek jabłka w dłoń, niepewnie przysunął ją koniu pod pysk. Ten wziął ją delikatnie muskając pyszczkiem jego dłoń, później pogłaskał go po czole a ten z przyjemności zamknął oczy ciesząc się pieszczotą.
- Mówiłam, potulny jak aniołek. - uśmiechnęłam się drapiąc go za uchem.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.